Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malfoy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XII

Wiem, zjebałam. Nie mam nic na swoją obronę. Ale w Wenem tak to już jest, że co jakiś czas zdycha. Nic na to nie poradzę. 
Mam wrażenie, że jakieś to takie pizdowate zaczyna być. Nie chciałam pisać ckliwego romansidła, więc jeszcze nie wiem, jak to się mojemu zombie życie ułoży. Bądźcie cierpliwi. 
XO



 – Całe szczęście, że tak to się skończyło – stwierdził Severus.
Razem z Lucjuszem siedział na kanapie w salonie i popijali herbatę, którą przygotowała dla nich Lindsay. Po pełnym uścisków powitaniu, które Malfoy zaczął, a Snape'owi głupio było zwrócić uwagę, jak niemęskie wydawały mu się tego typu sielankowe sceny, przeszli do konkretów. Lucjusz opowiedział mu o wojnie, opisał jej dokładny przebieg, a na końcu wymienił, kto dokładnie zginął.
Mistrz eliksirów zadumał się na chwilę nad śmiercią jednego z Weasleyów, Lupina i Tonks, jednak dosyć szybko mu przeszło. W końcu on też umarł.
Malfoy przyszedł sam, co na początku bardzo go zaniepokoiło. Okazało się jednak, że Draco zajmuje się nieco schorowaną ostatnio Narcyzą, więc odetchnął z ulgą. Może i gówniarz przysporzył mu wiele kłopotów, ale lubił go.
Tak, całe szczęście – przytaknął blondyn, który z jakiegoś powodu ominął tę część historii, która mówiła o śledztwie, jakie Ministerstwo prowadziło przeciwko niemu przez ostatnie kilka miesięcy. Na szczęście nic nie znaleźli, za co dziękował i dziękować będzie Narcyzie. Skarb nie kobieta! Gdyby wtedy powiedziała, że Potter żyje, to aż strach pomyśleć, w jak ciasnej celi musiałby teraz siedzieć.
To niesamowite – dodał po chwili nieco ciszej, wciąż patrząc na Severusa. Wydawało mu się, że przy tym, co zrobiły te cztery dziewczyny, magia nauczana w Hogwarcie to zabawa dla mugoli. – Wróciły i cię ożywiły. Tak po prostu. To znaczy przygotowania zabrały trochę czasu, ale kilka tygodni to i tak mniej niż wieczność. Doprawdy niesamowite!
Severus tylko mruknął niecierpliwie. Zajął się opróżnianiem swojej filiżanki, gdyż nie miał specjalnej ochoty na śpiewanie hymnów ku czci tych czterech wiedźm, które z jakiegoś powodu nie kwapiły się do tego, aby opuścić jego mieszkanie. Póki co nie miał zamiaru ich wyrzucać. W końcu przywróciły go do życia i zajęły się nim, choć w gruncie rzeczy nie było mu to na rękę, więc należy im się choć krztyna wdzięczności. Jednak pewnego dnia będzie miał dosyć i coś czuł, że ten dzień się zbliża.
Strasznie romantyczna historia – westchnął Lucjusz.
Nie wiem, o czym mówisz.
Daj spokój. Dobrze wiesz, o co mi chodzi.
Tak się składa, że nie mam fakultetu z jasnowidzenia.
Lucjusz spojrzał na niego pobłażliwie.
Masz już czterdzieści lat...
Prawie – wtrącił Severus.
– …a dalej zachowujesz się jak dziewięciolatek. Powiem wprost. – Lucjusz nachylił się w stronę bruneta. – Nie wyciągałaby cię z piachu, gdybyś był dla niej tylko kolegą.
Severus tylko prychnął głośno i powrócił do picia herbaty. Nie miał ochoty komentować Lucjuszowych insynuacji.
Nie musisz mi wierzyć. Przecież zawsze możesz ją zapytać.
O powody? Miała możliwość, więc mnie ożywiła. Wielkie mi halo. Przesadzasz Lucjuszu. Chciałbyś zobaczyć co najmniej operę mydlaną, ale nic z tych rzeczy. Jesteśmy dorosłymi ludźmi.
No właśnie. Czas leci, drogi przyjacielu. Oboje nie młodniejecie, a starość w samotności to okropna wizja przyszłości. Pamiętam swojego wuja, który nie mógł przeboleć, że nie dane mu było spłodzić potomka. Smutny człowiek i smutny koniec.
Blondyn wstał z kanapy i odstawił filiżankę na stolik. Poprawił włosy, szatę i zaklęciem przywołał swój płaszcz.
Już wychodzisz? – spytała Sentis, która właśnie przechodziła obok salonu. Cały dzień spędziła kursując między biblioteczką a łazienką, gdzie przygotowywała nowe partie brakujących eliksirów. Severus pochłaniał je niemal wiadrami, gdyż nie wszystkie jego narządy były w pełni sprawne.
Czas już na mnie moja droga. Miłego dnia wam życzę. – Dygnął lekko w stronę bruneta, a później kobiety, po czym deportował się z trzaskiem.
Ciekawe czy się wygada, o ile już tego nie zrobił.
Co masz na myśli?
No wiesz, ożywianie ludzi nie jest czymś powszechnie znanym. Jeśli Ministerstwo się dowie wcześniej niż powinno, to skutki tego mogą być paskudne dla nas wszystkich.
Brunetka opierała się o framugę. Bawiła się paskiem od białego fartucha, który był ubrudzony plamami we wszystkich kolorach tęczy. Włosy miała luźno upięte tuż powyżej karku, żeby nie przeszkadzały jej przy pracy.
No tak – odpowiedział lakonicznie, po czym sięgnął po nowy numer „Proroka”, który leżał na stoliku.
Sentis już miała wycofywać się z powrotem do łazienki, kiedy do domu wpadła Victoria.
Niech to szlag! – zawołała już od progu, trzaskając drzwiami.
Dementorzy? – zapytała żartobliwie Nathalie wychodząc razem z Lindsay z kuchni.
Gorzej! Minister!
Krukonka weszła do salonu, a zaraz za nią reszta kobiet. Snape przyglądał im się w milczeniu, kiedy pospiesznie siadały na kanapie i fotelach. Victoria nawet nie zdjęła płaszcza, tylko od razu przeszła do rzeczy.
Byłam u Borgina po kilka pierdół do eliksirów, kiedy akurat miał dostawę z niekoniecznie legalnego źródła, ale nie w tym rzecz. Przemytnik twierdzi, że Ministerstwo szykuje się na grubszą akcję. Podobno Kingsley nie może znieść upokorzenia, jakie mu zgotowałyśmy i chce zemsty. Aurorzy złapali kilku mało rozgarniętych dostawców i dowiedzieli się od nich, że ostatnimi czasy dosyć często zaopatrywałyśmy się u innych przemytników. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dni będą chcieli... złożyć nam wizytę. Jakieś pomysły, jak tego uniknąć?
Sentis zaczęła drapać kłykcie, co oznaczało, że nie było dobrze. Victoria patrzyła pytająco na swoje przyjaciółki, bo sama nie widziała wyjścia z tej sytuacji.
To co powiem może wam się nie spodobać, ale najważniejsze jest teraz ukrycie Severusa i nasza regeneracja, więc jedynym słusznym posunięciem będzie skrycie się w Hogwarcie.
Nie ma mowy! – stwierdziła Setnis ze Snape'em w tym samym momencie.
Nathalie tylko wywróciła oczami. Wstała, bo miała nadzieję, że patrząc z góry zrobi na nich nieco większe wrażenie i zawierzą jej autorytetowi.
Minerva o wszystkim wie i obecała...
Co? – przerwała jej Sentis, którą na samą myśl o współpracy z Żelazną Dziewicą szlag jasny trafiał. – Kto ci w ogóle pozwolił jej cokolwiek powiedzieć?
Nie żartuj sobie. Miałam cię prosić o pozwolenie? Może jeszcze na kolanach?
Och, dajcie spokój – próbowała opanować sytuację Lindsay.
Zamknij się! – warknęła Sentis wstają z kanapy. – Miałaś ją tylko podpytać o pogrzeb, a nie zwierzać się jej przy herbatce.
Mogłaś sama do niej pójść!
Jeszcze czego!
Severus obserwował kłótnie w milczeniu. Nie miał ochoty się wtrącać, ale nie miał też siły, aby po prostu wyjść z pokoju. Nogi miał odrętwiałe, ręce nieco zesztywniałe, kuło go w boku i przy najmniejszym wysiłku kręciło mu się w głowie. Przez ich krzyki zaczął czuć pulsowanie w skroniach. Chciał dać którejś do zrozumienia, że kłótnia jest bezcelowa, jednak w momencie, w którym otworzył usta wydostało się z nich coś nieco innego od słów. Przechylił się przez podłokietnik kanapy i wyrzucił z siebie treść żołądka na podłogę. Chwilę później zrobiło mu się ciemno przed oczami i przestał cokolwiek słyszeć.
Dalej masz wątpliwości co do mojego planu? – spytała niezbyt uprzejmie Nathalie. Kobieta spojrzała przy tym na biednego Severusa, który przelewał się przez ręce Victorii i Lindsay, choć za wszelką cenę próbowały one przenieść go do sypialni. Mężczyzna wciąż był przytomny, lecz nie koniecznie zdolny do utrzymywania kontaktu z otoczeniem. Wił się i próbował oswobodzić, co trzymającym go kobietom nie było specjalnie na rękę.
Sentis skapitulowała.
Napisz do niej, że będziemy jeszcze dziś w nocy.
Lepiej będzie, jeżeli pójdę od razu do Hogwartu. Przetransportuję się tam siecią Fiuu i wybiorę odpowiednie komnaty.
Jak chcesz. Ale tylko ona ma o nas wiedzieć – zaznaczyła, po czym udała się do sypialni.
Severus już całkowicie odzyskał przytomność, ale zaczął częściej i obficiej wymiotować. Nathalie podtrzymywała go, aby nie spadł z łóżka, a Gryfonka ewakuowała się z pomieszczenia. Mogła znieść bardzo wiele, krew, łzy, rozkład, odór, ale nie wymiociny.
Postawiły go do pionu przy pomocy kilku eliksirów, okładów na klatkę piersiową i kubka ziołowej herbaty. Snape uznał, że już kocie siki smakują lepiej, jednak dosyć szybko odgonił od siebie myśl, w jakich okolicznościach musiał je spożywać.
Dobra, to ja idę nas pakować, Victoria spakuje sprzęt i składniki, a ty podaj mu więcej herbaty, powinno wystarczyć – rzuciła przez ramię Gryfonka wychodząc z pokoju.
Sentis usiadła na łóżku obok Severusa.
Ale chce mi się palić – mruknęła sama do siebie.
Nie podejrzewałbym cię o mugolskie rozrywki.
Jakbyś sam nigdy nie palił.
To było w ramach eksperymentu, więc się nie liczy.
Snape powoli i bardzo niechętnie dopijał herbatę. Starał się nie zerkać na brunetkę, ale strasznie go ciekawiło, jak się zmieniła przez te lata. Jedyne, co zdążył zauważyć, to mnóstwo małych i dużych blizn na ciele i twarzy, których nie starała się nawet ukrywać.
Sam się sobie dziwił, że po tylu latach ją rozpoznał. Po zniknięciu martwił się najwyżej miesiąc, a później przestał o niej myśleć. Może to za sprawą Voldemorta, Dumbledore'a albo śmierci Lily. Nie miał pojęcia. Przez chwilę nawet poczuł się winny, że tak szybko zapomniał o swojej dobrej przyjaciółce z czasów szkolnych. Może i była najbardziej aspołeczną dziewczyną w szkole, ale za to potrafiła przesiedzieć z nim w bibliotece całą noc, dość dobrze znała się na eliksirach, a jeśli chodzi o Czarną Magię, to nie miała sobie równych. Oboje nie byli skorzy do zwierzeń, jednak ona znała jego sytuację rodzinną, a on wiedział, jak wiele przykrości spotykało ją przez wzgląd na nazwisko. Minerva nie dawała jej spokoju, dyrektor traktował jak małe dziecko, a reszta nauczycieli próbowała udawać, że jej rodzice wcale nie siedzą w Azkabanie. Oboje nie mieli łatwego życia.
Przemyślenia przerwał mu nagły skurcz ramion i pleców.
Eliksir rozgrzewający powinien załatwić sprawę – stwierdziła kobieta wyciągając ze stojącej przy łóżku skrzynki odpowiedni słoiczek.
Za długo trzeba czekać na efekty – wycedził przez zaciśnięte z bólu zęby.
Nie, jeżeli się go wciera.
Kilkoma ruchami pozbawiła go czarnego swetra i położyła na brzuchu. Oczywiście opierał się przy tym i narzekał jak małe dziecko, ale Sentis udawała, że go nie słyszy.
Wmawiała też sobie, że robi to wyłącznie ze względów zdrowotnych. Nie miała w tym absolutnie żadnych prywatnych celów, takich jak obejrzenie jego ciała, czy dotknięcie go. Nic z tych rzeczy!
Roztarła intensywnie pachnącą ciecz w dłoniach, po czym położyła je na jego plecy. Zaczęła go masować kolistymi ruchami, na początku powoli i delikatnie, póki nie wyczuła, że jego mięśnie się rozluźniają. Mogła już przestać po kilku chwilach, bo eliksir zdążył w tym czasie zadziałać, ale Severus nie protestował, więc kontynuowała.
Kiedy to się w końcu skończy? – zapytał cicho Snape, a Sentis szybko zabrała dłonie z jego pleców. – Nie o tym mówię.
Kobieta zaśmiała się cicho i ponowiła masaż.
Myślałem raczej o tych ciągłych skurczach, wymiotach, omdleniach, atakach kaszlu, dusznościach i temu podobnych.
Minie jeszcze trochę czasu – odpowiedziała wciąż go masując. Zaczęła rysować palcami wymyślne wzory. – Nie potrafię określić ile, bo to zależy od organizmu. Ale całkiem dobrze sobie radzisz.
Pewnie ożywianie trupów to dla ciebie codzienność.
Bez przesady. Ryzyko jest za duże, żeby traktować to jak kawę do śniadania. Myślę, że do pełnej sprawności wrócisz za koło rok, ale tego typu dolegliwości miną za kilka miesięcy.
Sever jak zwykle tylko mruknął niezadowolony.
Nie marudź! Nie po to wyciągałam cię z piachu, żebyś teraz marudził, że boli cię brzuch.
A po co? – zapytał odwracając się twarzą w jej stronę.
Przekręcił się na plecy, przy okazji ją z nich zrzucając. Usiedli na łóżku naprzeciwko siebie, a ona znów zaczęła drapać kłykcie.
To chyba moja sprawa – mruknęła nawet na niego nie patrząc.
Dotyczy też mnie, więc nie byłbym tego taki pewien.
Zrobiłam co chciałam. Nie musisz mnie z tego rozliczać.
Jednak chciałbym wiedzieć, czy mam dług do spłacenia.
Wolałabym dozgonną wdzięczność. Raczej trudno będzie ci się odwdzięczyć za powrót do żywych. Z tego co wiem pensje w Hogwarcie są raczej marne, Riddle ci nie płacił, a nawet gdyby, to pieniądze za tego typu „przysługę” to słaba rekompensata. Po prostu bądź cierpliwy.
Wyszła z pokoju z przeczuciem, że mimo usilnych starań dała się ponieść emocją i powiedziała o kilka słów za dużo. Niby nic o uczuciach, ale o tych sprawach czyta się raczej między wierszami. Pozostawało jej jedynie mieć nadzieję, że mózg Severusa nie powrócił jeszcze do pełnej sprawności.
Kiedy brunetka pomagała przyjaciółkom w spakowaniu całego bajzlu z powrotem do kufrów, Severus postanowił na nowo poznać swoje mieszkanie, a raczej sypialnię. Próbował przypomnieć sobie wszystkie skrytki, jakie wykombinował w sobie tylko znanym celu. Było ich multum, z czego większość kompletnie nieprzydatna. Ale w tym momencie interesowała go jedna.
Schował w niej najbardziej osobiste rzeczy. Nie chodziło o szczoteczkę do zębów i ulubione majtki, a o zdjęcia. Nie posiadał ich zbyt wiele. Prawie dwadzieścia lat temu dokonał surowej selekcji i zniszczył większość swoich rodzinnych i prywatnych pamiątek. Ograniczył się jedynie do małego albumu, który schował gdzieś w tej sypialni, ale za cholerę nie pamiętał gdzie. Nie chodziło oczywiście o to, że szwankowała mu pamięć. Severus zaraz po schowaniu swoich skarbów rzucił na siebie zaklęcie tłumiące, które nie usuwało z pamięci tego wydarzenia, a jedynie dość mocno je wytłumiało. Przypomnienie sobie tej informacji było możliwe, ale niekoniecznie łatwe.
A czasu miał mało.
Słyszał, jak kobiety ganiały po całym mieszkaniu w poszukiwaniu co ważniejszych rzeczy, ich ciche pokrzykiwania, pytania, prośby, rozkazy, bluzgi. Był strasznie chaotyczne w swoich przedsięwzięciach, co kazało się zastanowić mężczyźnie, jakim cudem nie wstał z martwych jedynie połową ciała.
Myślał. Dużo i intensywnie, nawet jak na niego. Chodził po pokoju, macał ściany, mruczał pod nosem, choć nie było ku temu powodów, bo nigdy nie zrobił skrytki uruchamianej głosem.
Nie poddał się bez walki, ale koniec końców skapitulował po tym, jak po raz trzeci obmacał każdy centymetr pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie schował albumu w jakimś innym pokoju albo go nie wyrzucił. Rozważył wszystkie opcje, jakie przyszły mu do głowy. Nawet te absurdalne, jak przekazanie komuś tych zdjęć.
Pozostawało mu jedynie pogodzić się ze stratą.
Sever! Wstawaj! Spadamy stąd! – zawołała Lindsay.
Kiedy Ślizgon wszedł do salonu czekały tam już na niego trzy kobiety oraz stos kufrów i skrzynek na eliksiry. Sentis pomogła mu założyć płaszcz, po czym wyszli z mieszkania.
Lało jak z cebra, było zimno, ciemno i pochmurno. Severus pomyślał, że bardziej londyńskiej pogody jeszcze nie widział. Udali się do zaułka kilka kamienic dalej.
Jeszcze wczoraj zarówno Snape jak i Gaunt powiedzieliby, że prędzej zdechną, niż wrócą do Hogwartu.
Niech to szlag – mruknęła cicho Ślizgonka, a po chwili w ciemnym i śmierdzącym zaułku zostało po nich tylko dudniące echo cichego trzasku po teleportacji. 

sobota, 2 maja 2015

Rozdział XI

Beta dalej na urlopie.
Dwa rozdziały jednego tygodnia. Wow.
I tak, wiem. Zbezcześciłam Severusa.


Tej nocy Lindsay była zawalona robotą po same uszy. Kierowała pracą Victorii i Nathalie, jednak ta druga nie nadawała się za bardzo do pomocy, bo sama jej potrzebowała. Na czas rytuału jakoś zebrała się w sobie, ale po jego skończeniu kompletnie się rozsypała. Powróciła gorączka, dreszcze, pojawiły się wymioty i skurcze mięśni. Pociła się i gorączkowała tak mocno, że kobiety wsadziły ją do wanny z zimną wodą, a same rozpoczęły czynności pielęgnacyjne na Severusie.
Ułożyły go na łóżku w sypialni. Leżał na poduszkach, kołdrach i kocach, aby jego ciało przyjęło nieco inny układ, niż wtedy, kiedy przez kilka miesięcy leżał w trumnie. Kończyny miał lekko uniesione, aby krew spływała i koncentrowała się w klatce piersiowej. Najważniejsze tej nocy było utrzymanie jego czynności życiowych.
Nie było nawet mowy o tym, żeby zasnął. Stare porzekadło głosiło, że człowiek wyśpi się po śmierci. Severus zazwyczaj, delikatnie mówiąc, nie zgadzał się z mądrościami ludowymi, ale teraz nie miał wyjścia. Był cholernie zmęczony, dalej nie odzyskał kontroli nad swoim ciałem, więc leżał w milczeniu i czekał na cud. O to zaś starały się dwie kobiety, które wlewały, wcierały, rzucały zaklęcia i co tam jeszcze można zrobić, aby zdenerwować Mistrza Eliksirów.
Sam dałbym sobie radę! Bawią się ze mną, jak z dzieckiem. Dam sobie rękę uciąć, że ta blondynka nawet nie wie, czym mnie faszeruję. Pewnie od tego umrę. Znowu! Może mnie uzdrowiły, ale to nie powód, żeby panoszyć się po moim domu i ciele. Kim one w ogóle są?!
Severus podburzał się w myślach przez całą noc. Okropne samopoczucie nie przeszkadzało mu w tym, aby złorzeczyć na kobiety, które pomagały mu bez jego zgody. Niby je kojarzył, ale to dalej obcy dla niego ludzie ingerowali w jego zdrowie i życie. Czuł, że musi zacząć działać. Starał się napinać i rozkurczać mięśnie rąk, co na początku mu się nie udawało, ale nad ranem był w stanie powoli i nieznacznie poruszać palcami u rąk i nóg. Uznał to za marny sukces.
* * *
Sentis obudziła się przez hałas garnków w kuchni i przekleństwa Nathalie, która próbowała zrobić sobie coś do jedzenia.
Kawy? – zapytała Puchonka, kiedy brunetka stanęła na progu pomieszczenia.
Całe wiadro poproszę.
Usiadła na krzesełku tuż przy ścianie, a kubek trzymała na kolanach, gdyż stół był delikatnie mówiąc brudny, żeby nie powiedzieć upieprzony. Leżały na nim bandaże, puste fiolki, słoiki, probówki,sztućce, brudna pościel, ścierki, gąbki, miski i dużo, dużo innych dziwnych rzeczy.
Ślizgonka czuła się jak na ogromnym kacu. Wszystko ją bolało, słyszała nawet oddech Nathalie, choć ta była spokojna i popijała poranną kawę stojąc na drugim końcu kuchni. Sentis zaś nie mogła nic przełknąć, bo żołądek odmówił jej chwilowo posłuszeństwa, więc jedynie wąchała swój napój. Pomagało, aczkolwiek niewiele.
Cudownie was widzieć takie wypoczęte i szczęśliwe! – zawołała z zachwytem wchodząca do pomieszczenia Gryfonka. Miała nieco rozbiegane oczy, bo musiała się wspomagać Eliksirem Bezsenności, ale umysł wciąż miała trzeźwy. – Severus ma się całkiem dobrze. Oddycha, rozumie, co się do niego mówi. Jego skóra jeszcze nie zregenerowała się całkowicie, więc jest kompletnie niewrażliwy na dotyk, mięśnie też nie działają jak należy, więc skończyło się to dosyć... śmierdząco.
Chcesz powiedzieć, że na stole leży osrane prześcieradło?!
Wszystkie podniosły się z miejsc, a po chwili wraz z kawą przeniosły się do salonu, gdzie na kanapie wylegiwała się Victoria.
Wszystko ze stołu, łącznie z nim samym, jest do wyrzucenia, a Victorii nie chciało się iść do kosza na śmieci. Zredukowałam zapach zaklęciem i to tyle. Nie wiem, o co tyle krzyku.
A mówią, że Gryfonki są takie porządne... – skwitowała to krótko Nathalie.
Do rzeczy! Pomimo małego wypadku, o którym sam zainteresowany póki co nie wie, Severus ma się dobrze i myślę, że jutro będziemy mogły zająć się przywracaniem sprawności płuc, a później, w zależności od wyników, wątroby, żołądka, jelit i całej reszty. Jeżeli dalej będzie sobie tak dobrze radził, to do świąt powinien stanąć na nogi.
Próbowałaś rozmawiać z nim poprzez legilimencję? – zapytała Nathalie, pochłaniając resztę jajecznicy, którą naprędce sobie upichciła. Kobieta wyglądała już całkiem dobrze, jej małe załamanie zdradzały jedynie sine wory pod oczami i kilka siniaków na ramionach, których nabawiła się podczas siedzenia w wannie, kiedy to trzęsła się tak bardzo, że obijała się o ścianki.
Myślę, że nie ja powinnam to zrobić.
Sentis poczuła na sobie ich wzrok.
Nie ma mowy.
No chyba żartujesz! Nie po to czyściłam go z gówna, żebyś się teraz na niego obrażała z powodu jakiegoś durnego pytania! Nawet nie masz pewności, czy on wymyślił ten śmieszny system zabezpieczeń. Weź się w garść do cholery! – krzyknęła na nią Victoria, która przy każdym słowie uderzała ręką w stolik do kawy.
Nie twój zasrany interes!
Właśnie, że mój! Włożyłam w to mnóstwo czasu, energii i pieniędzy, o mało nie zdechłam w Azkabanie, dałam się macać jakiemuś oblechowi tylko po to, żeby zdobyć kilka składników, a ty się na niego obrażasz, bo odpowiedzią na pytanie jakiegoś durnego kamienia była Evans, a nie ty! Dwadzieścia lat srałaś z żalu za nim, a teraz ci się odwidziało?!
Wzór moralny i przykład wszelkich cnót się odezwał! Od kiedy to nie mogę mieć choćby chwili zwątpienia, co?
Od zawsze? – zapytała ironicznie. – Sama udowadniałaś nam, że zwątpienie, kompleksy, smutki, żale i tym podobne należy niwelować, bo...
Bo przeszkadzają w pracy! A jakbyś nie zauważyła, nasza praca nareszcie dobiegła końca i teraz będę się martwić, smucić i płakać ile mi się podoba!
Czyli nie pójdziesz do niego? – Victoria miała ochotę ją ogłuszyć i zaciągnąć za nogi do sypialni Severusa. W jakimś stopniu ją rozumiała, ale z drugiej strony Sentis przekreśliła dwadzieścia lat tęsknoty przez litery wyryte na kamieniu.
Myślę, że i tak powinnyśmy zaczekać z wdzieraniem się w jego myśli. Może od tego postradać zmysły albo dostać zawału. Jutro rano czeka go kuracja oczyszczająca, a po południu regenerująca, więc dopiero wieczorem będziemy mogły zacząć działać w tym zakresie. I jeśli ty tego nie zrobisz – wskazała palcem na Ślizgonkę – to cię wyręczę, ale nie licz na to, że będę za ciebie rozwiązywać sprawy sercowe.
Lindsay wyszła z salonu. Zaczęła sprzątać kuchnię, a zaczęła od nieszczęsnego stołu. Na pomoc ruszyła jej Nathalie. Pozostałe dwie kobiety też nie zamierzały siedzieć bezczynnie, toteż wzięły się za porządkowanie salonu i łazienki. Wolały pracować, niż ze sobą rozmawiać.
* * *
Severus był na granicy wytrzymałości. Wszystko go bolało, chciało mu się pić, swędziała go stopa, a tamte wiedźmy zamiast mu pomóc, kłóciły się o jakieś kamyki. Wydzierały się na siebie tak głośno, że pewnie sąsiedzi już zadzwonili na policję. Niech je szlag!
Próbował ustalić, jak długo był martwy. W normalnej sytuacji pewnie sprawdziłby datę w „Proroku” lub w ostateczności zapytał kogoś (byle nie którąś z nich!), ale nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa. Czuł się podle. Nawet nie wiedział, jak ta cała wojna się skończyła. Potter pokonał Voldemorta czy Czarny Pan włada teraz światem czarodziei? Co z Hogwartem? Czy Potter odczytał jego wspomnienia, które mu przekazał? To ostatnie było głupie. Mógł mu tylko pokazać część z Dumbledorem, a nie rozwodzić się nad jego matką. To było dawno temu i powinien o tym zapomnieć. Poczucie winy związane z jej śmiercią nie było dla niego żadnym problemem, bo na nie zasłużył, ale ten sentyment powinien odrzucić już lata temu. Pałanie emocjami względem nieżyjącej od lat kobiety to chory wymysł, który tylko przeszkadzał mu w pracy. Gdyby nie ta... słabość, troska o gówniarza nie wchodziłaby w grę, a co za tym idzie, rozpracowałby Voldemorta już wieki temu.
A może wojna wcale się nie skończyła? Może ten popapraniec kazał go ożywić i teraz będzie go torturował za zdradę?
Jego przemyślenia przerwała blondynka. Sprawdziła, czy w wszystko z nim w porządku, napoiła go, poprawiła poduszki i wyszła. Była zestresowana i z jakiegoś powodu nie odezwała się nawet słowem. Wcześniej chociaż mruczała coś pod nosem.
Tej nocy zasnął na kilka godzin. Nie był to przyjemny odpoczynek, bo obudził się z ogromnym bólem w klatce piersiowej. Okazało się wtedy, że jego struny głosowe zaczęły zdrowieć, bo z gardła wydobył się rozdzierający wrzask.
* * *
Coś ty mu zrobiła?! – krzyczała na blondynkę Nathalie, która próbowała jakoś pomóc Severusowi, ale nie wiedziała nawet co mu jest.
Przecież ci mówię, że nic! Pewnie to płuca samoistnie zaczęły działać i teraz nasza magia tłumi jego odruchy bezwarunkowe.
A jak się usuwa nasze zaklęcia wspomagające?
Skąd mam to wiedzieć?! Ja jestem od opieki i podawania leków, a zaklęcie rzucała Victoria.
To zawołaj ją!
Wyszła na zakupy ponad godzinę temu.
Żeby ją... To wołaj Sentis!
Sama ją sobie wołaj!
Severus cierpiał coraz bardziej. Krzyczał i rzucał się na łóżku, nie mógł złapać oddechu i trwało to dłuższą chwilę, póki brunetka nie poszła po pomoc.
Sentis początkowo bardzo się opierała. Nie była jeszcze gotowa, aby stanąć twarzą w twarz z przytomnym Snape'em, a przynajmniej tak jej się wydawało. Najpierw zrugała Nathalie, że ta nie przestudiowała dokładniej zaklęć wchodzących w skład rytuału. Reprymenda pewnie trwała by dłużej, gdyby nie to, że Severus był bliski powrotu na tamten świat.
Kiedy obie wpadły do sypialni, Lindsay właśnie próbowała przytrzymać mężczyznę na łóżku. Trząsł się i rzucał tak mocno, że mógł sobie coś przez to połamać. Puchonka pomogła koleżance, a w tym czasie Sentis zaczęła rzucać zaklęcie.
Inkantacja nie była zbyt długa, jednak wymagała dużo skupienia. Po zaledwie minucie było już po wszystkim.
Severus opadł na łóżko z wyraźną ulgą. Oddychał bardzo głęboko i rozglądał się po pokoju. W końcu mógł się poruszać, więc postanowił przyjrzeć się uważniej kobietom, choć on wolał myśleć o nich jako o oprawcach.
Blondynkę widywał najczęściej, bo to ona podawała mu leki i sprawdzała co kilka godzin czy żyje. Ta o ciemniejszej karnacji wydawała mu się być bardzo zdystansowana wobec niego, jakby nie chciała przebywać z nim w tym samym pokoju. Najbliżej niego stała brunetka.
Znam cię – wycharczał bardzo niewyraźnie. Uniósł się na łokciach, żeby lepiej ją widzieć.
Brązowe włosy, zielone oczy, jasna cera z kilkoma bliznami po cięciach i przyjętych na twarz klątwach, wystające kości policzkowe, niezbyt duże usta, smukłe, wysokie ciało. Wiele kobiet dałoby się opisać w ten sposób, ale tylko jedna z taką zaciętością pocierała mały palec u lewej dłoni i drapała kłykcie.
Sentis... Sentis Gaunt – powiedział już bardziej pewnie i wyraźnie. Oddech mu się uspokoił, a ból całkowicie ustał. – Co się z tobą wtedy stało? Zniknęłaś bez słowa i nikt nie chciał mi nic powiedzieć.
Bo nikt nic nie wiedział – odpowiedziała. Dłonie trzęsły się jej niczym przy ataku padaczki, a próby ukrycia tego faktu spełzły na niczym.
Przysiadła na boku łóżka.
Severus nie przestawał się jej przyglądać, a ona wciąż bała spojrzeć mu w oczy. Nie chciała czuć rozczarowania swoimi zawyżonymi oczekiwaniami i nie chodziło tu o wygląd, a o uczucia. Snape może i był zimnokrwistym draniem, ale jeśli dobrze się go znało, to z jego twarzy dało się czytać jak z otwartej księgi. Nie chciała zobaczyć „przyjaźni”. Po prostu na razie wolała nie patrzeć.
Dosyć dobrze to zaplanowałam, więc nawet dyrektor nie wiedział co się ze mną stało. Znalazłam coś ciekawszego do roboty, niż siedzenie w Hogwarcie i czekanie na egzaminy, więc postanowiłam skorzystać, ale to długa historia.
Dlaczego nie dałaś znaku życia? – zapytał, jakby część o nagłym zniknięciu w ogóle go nie interesowała.
Sentis próbowała szukać pomocy w odpowiedzi na to pytanie u koleżanek, ale one ulotniły się z pokoju już jakiś czas temu.
Poczta nie wchodziła w grę, a poza tym to było dosyć ryzykowne i mógłbyś być w niebezpieczeństwie.
Jeszcze większym niż wtedy?
Mężczyzna może i był martwy przez kilka miesięcy, ale nie stracił nawet odrobiny pewności siebie, nie mówiąc już o ciętym języku.
Możesz mi nie uwierzyć, ale jeszcze miesiąc temu nie wiedziałam, że dzieją się tu takie rzeczy.
A jak... jak to się... skończyło? – Próbował udawać obojętny ton.
Lepiej będzie, jak Lucjusz ci o tym opowie.
Wstała z łóżka i bez słowa podała mu fiolkę z fioletowym płynem, po czym wyszła z pokoju.
Rozpoznał mnie.

Stała tuż za drzwiami i zasłaniała usta rękawem. Nie chciała, żeby ktokolwiek słyszał jej szloch, którego nie mogła opanować przez dłuższą chwilę. Później jak gdyby nigdy nic poszła do kuchni udając, że nic się nie stało. 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział IX

Od razu uprzedzam, że rozdział nie był jeszcze betowany. 


Kolejne tygodnie były dla czterech kobiet niezwykle pracowite i to z kilku względów. Po pierwsze, musiały odnowić kontakty z miejscowymi dostawcami, oczywiście tylko z tymi, którzy przeżyli i nie trafili do Azkabanu. Okazało się to dużo trudniejsze, niż początkowo przypuszczały. Siatka przemytników uległa drastycznemu zawężeniu, czym Ministerstwo szczyciło się na łamach „Proroka Codziennego”. Po drugie, zaczęły warzyć niezbędne eliksiry, choć produkować, byłoby trafniejszym określeniem. Sentis naliczyła ponad dwadzieścia pięć różnych eliksirów regenerujących, do tego kilkanaście leczniczych, paręnaście uspokajających, sporo przeciwbólowych, reanimacyjnych, antybakteryjnych i innych, których nawet nie dało się przypisać do konkretnego rodzaju, a były niezbędne do rytuału przed jak i samego ożywiania. Drugie tyle mikstur wymagała pielęgnacja Severusa po wyciągnięciu go z grobu. Po trzecie i ostatnie, musiały schronić się przed wzrokiem Ministra i aurorów. Doskonale wiedziały, że są obserwowane. Starały się być grzeczne, choć swoje właściwe intencje musiały dokładnie ukrywać, a nie było to łatwe.
Sentis, jako jedyna cały ten czas spędzała w domu. Zajmowała się przygotowywaniem mieszkania do przyjęcia Severusa, przyrządzaniem eliksirów i przyjmowaniem skrzyń ze składnikami, czyli roślinami, częściami zwierząt, wydzielinami, prochami, pyłami i różnymi innymi rzeczami. Kuchnie przemeblowała na laboratorium, a biblioteczkę na schowek na eliksiry i składniki. Starała się, aby tylko w tych dwóch pomieszczeniach znajdowały się magiczne przedmioty. Do salonu wprowadzała ciekawskich sąsiadów, a takich było sporo, żeby pokazać im, jak postępuje „remont” mieszkania. Wmawiała im, że jest żoną Severusa, a on wyjechał w delegację.
Pierwszą zwiedzającą była oczywiście Pani Mops. Obejrzała każdą najmniejszą pierdołę, jaka znajdowała się w salonie, a nawet wprosiła się do sypialni, gdzie nie znalazła, jak oczekiwała, trupa Severusa, a jedynie stertę prania na łóżku. Napsioczyła trochę na umiejętności Sentis do prowadzenia domu, pokazała palcem kilka zakurzonych półek i nawet „remont” nie był dla niej wystarczającym wytłumaczeniem dla bałaganu w domu.
To jest dom, młoda damo! Dom, a nie burdel, więc powinno tu być czysto. Mam nadzieję, że kiedy wróci twój mąż, to dobitnie ci to wytłumaczy. Pan Snape jest bardzo porządnym człowiekiem, więc nie wydaje mi się, żeby zadowolił go taki bałagan. Wstydź się!
Później „na kawkę” wpadł jakiś mężczyzna po czterdziestce i również chciał się wprosić do sypialni, ale w nieco innym celu.
Kobieta osobiście zaprosiła do mieszkania rodziców wraz ze smarkaczem, który chciał rzucić w nią kamieniem w dniu, kiedy się tu wprowadzała. Ogromny niczym niedźwiedź ojciec i małomówna, lekko otępiała mama zasiedli w salonie zaledwie na kilkanaście minut. Musieli szybciej opuścić sąsiedzką herbatkę, bo ich dziecku wydarzył się mały wypadek. Sentis z takim uporem świdrowała wzrokiem tego małego gnoja, że aż biedaczek narobił w majtki. Krzyki matki na temat „nowych spodni” i „wstydu na całą ulicę” bawiły ją jeszcze bardziej, niż samo zajście.
Pani Mops cały czas wszystko monitorowała. Nie omieszkała co jakiś czas „kontrolnie” wpraszać się na ciastka. Była namolna do tego stopnia, że Sentis zaczęła jej dosypywać do herbaty proszku na rozwolnienie. Mimo to babunia przekraczała próg mieszkania Severusa przynajmniej raz w tygodniu, a gospodyni nie była tym faktem zbyt uradowana.
Produkcja eliksirów szła całkiem sprawnie. Dostawy były dobrze zorganizowane, bo miejsce przejęcia towaru znajdowało się w piwnicy mieszkania Severusa. Sentis wchodziła do niej przez klapę w korytarzu, więc nikt nie miał prawa zauważyć niczego dziwnego. Jedynie przy kupnie smoczych składników wolała się widzieć z przemytnikami na neutralnym gruncie. Ci przedstawiciele branży mieli to do siebie, że lubili dzielić się informacjami o swoich klientach z kolegami włamywaczami. Sentis wolała nie kusić losu i spotykała się z nimi przy moście na ulicy Śmiertelnego Nokturnu.
Dziś właśnie tam się wybierała. Ubrała czarną suknię, zasznurowała trzewiki i zarzucając na plecy ciężki płaszcz wyszła z domu. W pośpiechu rozczesała palcami splątane włosy. Szybkim krokiem weszła w zaułek między dwiema kamienicami, skąd aportowała się na miejsce spotkania.
Nokturn był z natury miejscem obrzydliwym i nawet Ministerstwo nie było w stanie tego zmienić. Zamknęli w Azkabanie większość tutejszych szumowin, ale klimat nie polepszył się nawet odrobinę. Było tu po prostu okropnie. Brzydko, brudno, mokro i zimno nawet w środku lata.
Kobieta schowała się pod mostem i miała zamiar przeliczyć pieniądze. Sięgnęła do kieszeni wewnątrz płaszcza.
Co za...
Idiotka ze mnie” – dokończyła w myślach.
Zapomniała sakiewki! Miała do zabrania tylko tę jedną rzecz i jej nie wzięła. Nie znalazła słów, żeby opisać jak bezsilna poczuła się teraz wobec swojego roztrzepania. Aportowała się z powrotem na ulicę Spinner's End.
Z trzaskiem wylądowała na popękanych płytach chodnika.
Wiedziałam, że nie jesteś normalna.
Pani Mops stała kilka metrów przed nią. Miała na sobie papucie, szlafrok i wałki na włosach. Uśmiechała się do niej obrzydliwie.
Już mi nie uciekniesz – zaskrzeczała poszarpując lekko smyczą, na której trzymała swojego tłustego mopsa. – Dzwonię na policję.
Sentis na początku była dość mocno zszokowana, a nawet przestraszona. Przez swoją nieuwagę dała się zdemaskować jakiejś starej mugolce. Coraz bardziej wstydziła się dziś przed samą sobą.
Babcia już powoli truchtała w stronę swojego mieszkania, aby zadzwonić na policję.
Brunetka na szczęście szybko się otrząsnęła.
Petrificus Totalus – powiedziała wyciągając różdżkę z rękawa i wycelowała nią w staruszkę. Babacia osunęła się na ziemie.
Sentis przesunęła kobietę pod ścianę kamienicy, a sama pobiegła do domu po sakiewkę. Nie bardzo wiedziała, co ma z nią teraz zrobić. Z jednej strony jakiekolwiek postraszenie jej czy lekkie uszkodzenie nie wchodziło w grę, bo Ministerstwo było czujne, a z drugiej strony ona była tak cholernie denerwująca. Przeszkadzała w przygotowywaniu eliksirów, a czas naglił. Musiała być skupiona i dobrze zorganizowana, co było niemożliwe, kiedy staruszka tak często ją nachodziła. Powinna być również w każdej chwili gotowa na przybycie przyjaciółek.
Babcia wciąż leżała nieruchomo pod ścianą, a tłusty mops skakał obok niej i głośno ujadał. Sentis uciszyła go permanentnie szybką Avadą. Wraz z ciałem aportowała się ponownie na ulicę Nokturnu, tym razem w okolice sklepu Borgina i Burkesa.
Wchodząc do środka poczuła, że nie wszystko na tym świecie musi się zmieniać. Wnętrze było obskurne, ciemne i bardzo zakurzone. Rzędy regałów, komód, stolików i gablot pokrytych pajęczynami wskazywały na to, że sklep nie ma się najlepiej. Za ladą krzątał się stary, garbaty mężczyzna.
Witaj Borgin.
Kogo moje piękne oczy widzą! Panna Gaunt! Jak miło mi cię widzieć! No niech no cię...
Won z łapami – ukróciła szybko ckliwe powitanie. – Mam dla ciebie zajęcie. Zaopiekuj się proszę tą panią na czas mojej nieobecności, będę ci bardzo wdzięczna.
Garbaty tylko na nią zerknął i od razu uśmiechnął się złowrogo.
Jak sobie życzysz.
Sentis odczarowała mugolkę, po czym wyszła ze sklepu, nie zaszczycając jej nawet przelotnym spojrzeniem. Idąc chodnikiem słyszała jej błagania i ciche jęki.
Droga do mostu zajęła jej zaledwie kilka minut. Na miejscu był już przemytnik.
Nie toleruję spóźnień – powiedział mężczyzna. Był wysokim, barczystym brunetem o niskim głosie i bladozielonych, niemal żółtych oczach. Odziany w wilcze skóry nie pozostawiał żadnych złudzeń do tego, kim, a raczej czym, konkretnie jest.
Ale galeony tolerujesz aż za dobrze, prawda?
Pokazała mu sakwę wypełnioną monetami, a on podał jej skrzyneczkę wielkości zaciśniętej pięści. Dokładnie obejrzała ukryte w środku łuski.
Wsadź je sobie w dupę – mruknęła odrzucając mu towar.
O co ci do cholery chodzi? Miały być łuski rogogona, więc je przyniosłem! Zbieraj je i dawaj pieniądze! – zagrzmiał z niezadowoleniem .
Nie żartuj sobie ze mnie, gumochłonie. To nawet koło smoka nie leżało! Przynosisz mi jakieś jaszczurze podróbki i myślisz, że dam się nabrać. Jeżeli jeszcze raz zmarnujesz mój czas, to załatwię ci randkę z dementorem i to do ręki.
Kobieta obróciła się gwałtownie i zaczęła oddalać się od mostu.
Dobra, żartowałem! Mam to, co zamawiałaś – mruknął wyraźnie poirytowany wilkołak. Był widocznie niezadowolony z faktu, że nie udał mu się przekręt.
Sentis obejrzała zawartość kolejnej skrzyneczki i tym razem nie miała już żadnych zastrzeżeń.
150 galeonów.
Chyba cię jednorożec kopnął. Dostaniesz 90.
Nie rób z siebie idiotki. Dobrze wiesz ile takie rzeczy kosztują. Poproszę moje pieniądze – niemal wymruczał mężczyzna, jakby chciał z nią flirtować. Standartowa zagrywka przemytników. Nigdy nie działała, ale wciąż ją stosowali, co było dla Sentis prawdziwą zagadką.
Byłeś dla mnie niemiły, próbowałeś wcisnąć parszywy towar, a w dodatku śmierdzi ci z gęby. 110 galeonów i ani knuta więcej.
Mężczyzna kiwnął aprobująco głową, a brunetka rzuciła mu sakiewkę. Zakupiony towar schowała do kieszeni płaszcza. Odwrócili się w przeciwne strony, po czym szybko opuścili miejsce spotkania.
Kobieta wróciła do sklepu.
Borgin! – zawołała, gdyż mężczyzny nie było przy kasie. Nikt się nie odzywał. – Borgin, do cholery jasnej! Wyłaź!
Cisza.
Zaczęła przechadzać się po sklepie. Krążąc między półkami zauważyła kilka ciekawych ksiąg, które postanowiła kupić w najbliższym czasie, znalazła również sporo ładnych czaszek różnych zwierząt i od razu zapragnęła je kupić. Miałby one pełnić funkcję jedynie dekoracyjną, ale strasznie się jej spodobały. Już miała sięgnąć po jedną z nich, kiedy poczuła, jak bardzo ciężkie i gęste jest powietrze wokół nich. Klątwa. Zapewne niezbyt szkodliwa, bo kości stały na wierzchu i to w zasięgu wzroku. Chciała się dowiedzieć, co konkretnie zostało rzucone na te piękności, więc postanowiła, że zapyta Borgina, jak się w końcu znajdzie.
Wybrała kilka kruczych piór, po czym położyła je na ladzie. Czekała jeszcze kilka minut, ale mężczyzna się nie pojawiał. Weszła więc na zaplecze.
Zobaczyła mnóstwo nieotworzonych, zbitych gwoździami skrzyń i klatek z najróżniejszymi żyjątkami. W oddali słyszała trzask rozpalanego kominka.
Gdzie ty się podziewasz? – zapytała wchodząc do pomieszczenia na tyłach zaplecza. Borgin siedział przy kominku i wrzucał do wiszącego nad nim kotła ogromne ilości ziół.
W pokoju strasznie śmierdziało stęchlizną, kurzem i palonymi piórami.
Kończyłem paczkę dla pana Malfoya i twoje zlecenie.
Jakie moje zlecenie? Gdzie ta staruszka, którą ci przyprowadziłam.
Mężczyzna tylko uśmiechnął się szeroko i wskazał jej duże, metalowe opakowanie. Kobieta na początku nie wiedziała o co chodzi, ale po chwili rozjaśniło jej się w głowie. Wewnątrz puszki znalazła szary proch, jeszcze ciepły. Nie wiedziała co powiedzieć.
W sumie wydała na babcie taki wyrok zaraz po tym, jak zostawiła ją samą z Borginem. Mogła się tego spodziewać. Kiwnęła tylko głową w podzięce. Razem przeszli do sklepu, gdzie przy ladzie czekał zniecierpliwiony młody blondyn.
No nareszcie! Ile można na ciebie czekać?
Właśnie kończyłem pana zamówienie, paniczu Malfoy.
Sentis spojrzała na młodzieńca. Wykapany Lucjusz! Niemal białe włosy, blada cera, szare oczy, nieprzyjazne, zimne spojrzenie. Nie mogła się mylić.
Dobry wieczór pani Gaunt – skinął jej na powitanie. Ciekawe skąd ją znał? Pewnie widział ją, kiedy pomieszkiwała w Malfoy Manor. Tylko dlaczego się wtedy nie przywitał?
Wystarczy Sentis.
Chłopak uśmiechnął się lekko. Zapłacił Borginowi, a ten dał mu kilka książek owiniętych w szary papier. Później sprzedawca policzył pióra i przyniósł klatkę z białym krukiem, o którego poprosiła tuż przed zapłaceniem.
Blondyn jakby na nią czekał. Nie zbliżał się do wyjścia, tylko stał zaraz obok niej. Sentis zapłaciła, a on złapał za klatkę i otworzył jej drzwi. Wychodząc na zewnątrz powiedział tylko:
Wysłały mnie po ciebie, bo zaczęły się niecierpliwić. Powiedziały, że to już tej nocy.
Nie odpowiedziała nic, tylko wraz z nim aportowała się przed kamienicą. W mieszkaniu czekały już jej przyjaciółki oraz Lucjusz z Narcyzą.
Przygotowywali narzędzia i eliksiry przez całą noc. Narcyza zajęła się porządkowaniem ziół, Nathalie wraz z Draco przenosili wybrane eliksiry do sypialni, aby w razie potrzeby były pod ręką. Pozostali przygotowywali eliksiry.
Napięcie aż było czuć w powietrzu. Pracowali w ciszy, a z każdą chwilą dłonie Sentis trzęsły się coraz bardziej. Wszystko przez jej myśli.
A co, jeśli ja to sobie wymyśliłam? Jeśli nie pokocham go tak bardzo, jak to sobie wmawiałam przez te wszystkie lata? Albo co gorsza, jeśli on mnie nie zaakceptuje lub nawet nie rozpozna.
A jeżeli jestem za słaba i ożywianie się nie uda? Co zrobię, jeżeli przez brak siły podniosę z martwych jedynie ciało, a umysł przepadnie na zawsze? Przecież nie mam pewności, że proces się powiedzie. Możliwe jest nawet, że zginę w trakcie jego trwania. Nie ma szans na oszacowanie, ile energii będzie potrzebne Severusowi, aby go wskrzesić, więc może potrzebować jej dosłownie odrobinę albo wyssać wszystko, co posiadam.
Jeżeli nie dam...
Przerwała jej Victoria. Położyła na stole dwie szklanki i butelkę zimnej wódki.
Twoje myślowe lamenty słychać aż w łazience.
Siwowłosa napełniła szkło do połowy.
Nawet dla mnie to trochę za dużo – powiedziała Sentis spoglądając na porcję trunku.
Dla ciebie może i tak, ale dla twoich nerwów będzie w sam raz.
Opróżniły naczynia, po czym wróciły do swoich obowiązków.
Od razu lepiej. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

VI

Ze względu na wysokie zagrożenie oraz poważne zarzuty przesłuchania oskarżonych odbędą się podczas dzisiejszej rozprawy, przy wszystkich tu zgromadzonych, a poprowadzi je pan Wiceminister Magii – dokończył swoją wypowiedź mówca.
Z miejsca podniósł się wysoki mężczyzna, odziany w czarne szaty sędziowskie z kołnierzem obszytym fioletową lamówką. Był dość zdenerwowany i nie panował nad drżeniem rąk, toteż schował je za plecami.
Panno White – rozbrzmiał jego niski głos. – Proszę mi powiedzieć, po co udały się panie do Banku Gringotta?
Victoria, pomimo fizycznego i psychicznego zmęczenia, nie straciła rezonu. To pytanie wydało jej się niesamowicie głupie oraz nieprzemyślane.
Nie wiem, po co inni czarodzieje odwiedzają bank, ale ja udałam się tam, aby zabrać pewne rzeczy ze skarbca.
A co pani chciała wyciągnąć?
Niech pomyślę...
Victoria otwarcie naśmiewa się z przebiegu przesłuchania. Wiceminister wydawał się być kompletnie nieprzygotowany i niekompetentny do zajmowania się tego typu sprawami. Pewnie zmusili go, a on biedny nie miał wyjścia. Musiał podnieść rękawicę. Krukonka zastanawiała się jedynie, dlaczego mężczyzna postanowił bić się tą rękawicą po twarzy.
Nie jestem do końca pewna, ale chyba pieniądze. Czy to jakiś problem? – dokończyła smutno.
Sentis z całej siły powstrzymywała się od parsknięcia ze śmiechu. Najchętniej zasłoniłaby usta dłonią, jednak była unieruchomiona, co szczególnie dawało jej się we znaki, kiedy trzęsła się ze śmiechu. Łańcuchy wrzynały się w jej ciało i było jej niewygodnie. Była przekonana, że w miejscach, które krępujące ją więzy stykały się ze skórą, będzie miała siniaki.
W jakim celu chciała pani podjąć ze swojego skarbca te pieniądze? – zapytał mężczyzna.
A kto powiedział, że ze swojego? – Victoria uśmiechnęła się groźnie, ale nikt tego nie zauważył, ponieważ jej twarz zakryta była przez hełm.
Więc chciała pani okra... – zaczął facet, jednak Krukonka mu przerwała.
Tego też nie powiedziałam.
Ale wcześniej stwierdziła pani, że... – znowu próbował się wysłowić i znowu Victoria mu przeszkodziła.
Niczego nie stwierdziłam. To pan nie sprecyzował pytania.
Wiceminister zamilkł. Ruszał ustami jak ryba wyciągnięta z wody. Nie wiedział, co ma dalej powiedzieć. Spojrzał na pozostałych członków ławy urzędników, wśród których szukał ratunku z tej beznadziejnej dla niego sytuacji. Shacklebolt gestem dłoni nakazał swojemu zastępcy usiąść obok siebie, a następnie mruknął kilka słów do mężczyzn.
Z miejsca podniósł się postawny blondyn, który, sądząc po stroju podobnym do mundurów pracowników Azkabanu, był dyrektorem tego okropnego przybytku. Jego twarz z prawej strony pokrywała pomarszczona blizna po oparzeniu. W pewien dziwny sposób dodawała mu uroku, choć mimo wszystko nie należał do osób o ujmującej aparycji.
Panno White, kiedy i gdzie poznała pani Toma Riddle’a? – Jego głos był nieco wyższy, lecz bardziej męski, gdyż epatował pewnością.
Nie znam tego mężczyzny – odpowiedziała krótko i całkowicie szczerze.
Panno Wilde? – zwrócił się do Nathalie.
Również go nie znam.
Red? – kontynuował już bez uprzejmości.
Nie wiem, o kim mowa.
Gaunt?
Mężczyzna niemal przeszywał wzrokiem Ślizgonkę, która już domyśliła się, że ona jest najbardziej podejrzana o konszachty z Tomem, kimkolwiek on był.
Nigdy nie słyszałam tego nazwiska.
Blondyn tylko uśmiechnął się pod nosem. Zaczął przechadzać się przed biurkiem z rękami splecionymi za plecami.
A może któraś z pań słyszała o Lordzie Voldemorcie?
Dziewczyny przez dłuższą chwilę nie odpowiadały. Lindsay dalej nie miała pojęcia, o kim mowa, jednak nie to teraz zaprzątało jej myśli.
Kobieta cały czas patrzyła na Kingsleya. Był on jej skrytą miłością, a nawet obsesją za czasów Hogwartu. Myślała o nim każdego dnia, obserwowała podczas posiłków w Wielkiej Sali, pragnęła zamienić z nim choć kilka słów, jednak brakowało jej odwagi. Wtedy, te kilkanaście lat temu, chciała oddać wszystko, żeby spędzić z nim resztę życia. Przekonała się, że po pewnym czasie młodzieńcze zauroczenia przemijają i człowiek ani się obejrzy, a już nie pamięta, jak miał na imię ten, dla którego kiedyś chciało się zaprzedać duszę diabłu.
Gryfonka podśmiewała się z siebie w duchu i na krótką chwilę zdołała zapomnieć o okropnych okolicznościach, w jakich się obecnie znajdowała.
Gdzieś słyszałam ten pseudonim, ale to było dawno temu – odpowiedziała Sentis. Przypomniała sobie, że Severus kilka razy wspomniał o tym mężczyźnie i jego planach, które Snape’owi wydawały się być najlepszym pomysłem na świecie. Ślizgonka tylko mu potakiwała i nie zgłębiała się w szczegóły, bo w ogóle jej to nie obchodziło. Oczywiście nie zamierzała o tym mówić podczas przesłuchania.
Kiedy konkretnie miało to miejsce? – dopytywał mężczyzna.
Na szóstym albo siódmym roku w Hogwarcie. Nie pamiętam dokładnie – odpowiedziała dość wymijająco brunetka.
A pozostałe panie? – spytał blondyn, unosząc lekko brwi niby w akcie pogardy.
Ludzie w szkole coś wspominali, ale nie wydało się to zbyt ciekawe, więc się tym nie interesowałam – powiedziała Victoria. Pozostałe kobiety milczały.
Mężczyzna wciąż przechadzał się po sali. Co jakiś czas kciuk jednej dłoni zatykał za skórzany pasek spodni, a palcami drugiej dotykał miejsca na twarzy, gdzie powinny być brwi, a pozostała jedynie blizna. Wyglądał, jakby próbował ułożyć w swojej łysiejącej głowie pytanie, które jednocześnie będzie podsumowaniem i wpakuje oskarżone z powrotem do celi – tym razem na dłużej. Większość ławy urzędników miała nadzieję, że tak się stanie. Mężczyźni siedzieli spięci, słuchali uważnie i notowali każde słowo, jakie padało podczas rozprawy. Tylko Minister wydawał się być nieco bardziej spokojny. Przyjął bardziej swobodną pozycję, niż jego koledzy, jedną ręką podpierał się o podłokietnik, zaś drugą oparł na stole.
W pewnym momencie blondyn zatrzymał się. Stanął naprzeciwko Sentis i przez dłuższą chwilę mierzył ją nieprzyjemnym wzrokiem.
Czyli twierdzą panie, że nie wiedzą, co działo się w Londynie przez ostatnie kilkanaście lat? – zapytał bardzo ironicznie. Nie dopuszczał myśli, że ktokolwiek na świecie mógłby nie być poinformowany o wojnie przeciwko Voldemortowi.
Ależ oczywiście, że wiemy. Sęk w tym, kiedy się o tym dowiedziałyśmy, a miało to miejsce stosunkowo niedawno – odpowiedziała oschle Ślizgonka.
A czymże były panie tak zaabsorbowane? Jak mniemam, musiało stać się coś niezwykle ważnego, co nie pozwoliło paniom na usłyszenie choćby plotki, czy pogłoski o niewyobrażalnych stratach, jakie świat czarodziejski ponosił przez Lo... – W tym miejscu głos mu nieco zadrżał. Wcześniej nie miał problemów z wymówieniem tsłów ego imienia, jednak na myśl o tym, co spotkało przez niego innych, zachrypnął. Odchrząknął krótko, po czym kontynuował. – Toma Riddle’a – dokończył już mniej pewnie.
Victoria po tych słowach miała ochotę wstać i rzucić w faceta toporem. A najlepiej kilkoma na raz.
A czy pan słyszał może o rzezi szamanek w Boliwii? – zapytała gniewnie.
Niestety nie doszły do mnie żadne informacje, jednak to nie ma związku z...
To może chociaż o aktach kanibalizmu wśród etiopskich magomedyków?
To nie ma nic wspólnego ze sprawą! – uniósł się dyrektor Azkabanu. – Proszę o uciszenie oskarżonej eliksirem!
Dwóch aurorów stojących przy drzwiach wejściowych już chciało pobiec po magomedyka zaopatrzonego w odpowiedni płyn, jednak nieoczekiwanie z miejsca podniósł się Minister. Jego twarz wyrażała niezadowolenie, a nawet dozę pogardy dla zachowania blondyna.
Proszę kontynuować panno White. Co miała pani na celu, wspominając o tych wydarzeniach?
Victoria warknęła cicho pod nosem, a następnie głośno wciągnęła powietrze. Była bardzo zdenerwowana podejściem urzędników do wydarzeń na świecie. Miała ochotę im wygarnąć i jakoś nie zamierzała się powstrzymywać.
Wiecie na czym polega problem? Zajmujecie się tylko własnym podwórkiem. Nic za waszym pięknym, białym ogrodzeniem nie ma żadnego znaczenia. Pewnego dnia na płotku pojawiła się rysa, później pęknięcie, a koniec końców dziura. Stosunkowo niewielka. Do idyllicznego ogródeczka wpadł mały, brudny chłopczyk, który zaczął namawiać inne dzieci do rozkopania rabatek i urządzenia ich według jego zasad. Nie minęło wiele czasu, a mały brudasek zapragnął zawładnąć całym ogródeczkiem wraz z tymi, którzy się w nim bawili. Jednak nie wszyscy mu się podobali, toteż postanowił usunąć ich z ogródeczka. Dopiero wtedy zaczęliście protestować. Kiedy wszystko zaszło zdecydowanie za daleko i niemożliwe było rozwiązanie tego w małej skali. Trzeba było zaangażować w to przedsięwzięcie wszystkie przychylne wam dzieci, aby usunąć z domu tego małego, brudnego chłopca. Pozbycie się jednego człowieka zajęło wam aż tyle czasu. Teraz szukacie winnych, choć wina leży po równo między wami, a Lordem Voldemortem.
Krukonka była z siebie cholernie zadowolona. Najlepszą dla niej nagrodą była cisza na sali, która zapadła po jej słowach. Zapragnęła jeszcze krzyknąć: „To wasza wina, idioci!”, jednak powstrzymała się, bo to jedynie zadziałałoby na jej niekorzyść. Jednak zarzut nie był końcem jej monologu.
Gdy wy walczyliście tu z jednym, słabym Voldemortem, mając po swojej stronie rzeszę zdolnych i potężnych czarodziei, w Boliwii zamordowano sto trzydzieści szamanek...
W Londynie zginęło ponad dwa razy więcej czarodziei i wielu mugoli, których liczba obecnie nie jest możliwa do oszacowania – wtrącił butnie blondyn.
A stało się to w ciągu tygodnia? Nie wydaje mi się.
Mężczyzna aż otworzył usta ze zdziwienia.
Na świecie wydarzyło się więcej zła niż wyrządził tu ten wasz Voldemort. Na Wielkiej Brytanii świat się nie kończy, więc przyjmijcie do wiadomości, że tę wojnę mogłyśmy mieć po prostu bardzo głęboko w dupie.
Teraz wszystkim obecnym na sali opadły szczęki. Nawet Kingley nie mógł się powstrzymać przed okazaniem zdziwienia i krzty wstydu za siebie i innych.
Ława urzędników zaczęła się naradzać. Panowie na początku wymieniali między sobą pojedyncze słowa, jakby nie mogli otrząsnąć się po usłyszanych słowach. Po chwili wzmożonego szeptania, kilku okrzykach, uderzeniach pięści w stół i kubku rozlanej herbaty, Wiceminister zarządził kilkuminutową przerwę, po czym przywołał do siebie głównego aurora. Wyszeptał mu kilka słów na ucho.
Że co?! – wyrwało się aurorowi. – Znaczy, jest pan pewien? To może być niebezpieczne i źle przyjęte przez widownię.
Kingsley spojrzał na ludzi wychodzących z sali. Większość z nich powinna wrócić za kilka minut z kubkiem gorącej kawy w dłoni, a widok, który mieliby zastać, wprawiłby ich w osłupienie. Minister jeszcze kilka razy przeanalizował w głowie swoją decyzję.
Tak, jestem pewien. Wykonać.
Auror przez chwilę zastygł w bezruchu. Jeszcze kilka razy spojrzał kontrolnie na Ministra, jednak ten nie miał nawet cienia wątpliwości.
Mężczyzna zwołał do siebie wszystkich kolegów po fachu znajdujących się w sali, po czym wydał krótki rozkaz:
Rozkuć oskarżone.
Podwładni zareagowali niemal identycznie, jak ich szef. Po kilku chwilach protestów, zdziwień, a nawet okrzyków strachu, niepewnie zaczęli się zbliżać do sceny. Bali się. Poruszali się bardzo powoli i strachliwie, odskakiwali na najcichszy brzdęk łańcuchów. Każdy z nich trzymał w dłoni różdżkę i po jej drganiu można było poznać, że aż trzęśli się ze strachu.
Banda tchórzofretek – mruknęła Victoria, podśmiewając się przy tym pod nosem.
Nic nie mów, bo wystraszysz ich jeszcze bardziej – dorzuciła ironicznie Sentis.
Dziewczyny przyglądały się temu, jak spektaklowi w cyrku. Różnica była jedynie taka, że nie mogły się otwarcie i na głos śmiać, a bardzo chciały. Dawno nie spotkały się z tak otwartym okazywaniem strachu. I to jeszcze wobec nich! Nie dziwiłyby się, gdyby bać się mieli przemytnicy, kłusownicy, czy płatni zabójcy, ale dlaczego miałyby być groźne dla przeciętnego aurora? Cała sytuacja wydawała im się śmieszna i irracjonalna jednocześnie.
Podchody mocno się przedłużały. Niektórzy widzowie zdążyli już wrócić do sali.
Ja to zrobię – podniósł się z miejsca zdenerwowany i dość zawiedziony brunet. Był to organ doradczy Ministra, czyli sławny już od urodzenia Harry Potter.
Jestem pod wrażeniem – powiedziała z aprobatą Sentis.
Młody mężczyzna nieco się zarumienił. Po kolei i w skupieniu rzucał zaklęcia ściągające bariery oraz pozostałe zabezpieczenia. Cały proces od pierwszego machnięcia różdżką, aż do postawienia kobiet z powrotem na ziemię zajął mu niecały kwadrans. Do sali zdążyli już wrócić niemal wszyscy widzowie.
Nie zrobiłem przecież nic niezwykłego – odpowiedział dość pewnie chłopak.
Nie uciekłeś z podkulonym ogonem, a to już coś.
Gryfoni już tak mają – odparł skromnie.
Gryfoni to większość tych tchórzy, którzy nazywają się aurorami – stwierdziła Sentis rozcierając obolałe od kajdan nadgarstki. – Ty po prostu jesteś odważny.
Dziękuję pani.
W jej ustach to wcale nie jest komplement – wtrąciła groźnie Victoria.
Ślizgonka patrzyła uważnie na zdziwionego Pottera, który już nie był z siebie taki dumny. Brunetka tylko uśmiechnęła się pod nosem.
Durny, jak wszyscy – mruknęła jakby sama do siebie.
Proszę o ciszę! – zarządził Minister. – Przejdźmy do wniosków końcowych i zakończy już tę farsę. Dopełnimy jedynie formalności o oddaleniu zarzutów, jednak i tak będą musiały się panie nieco natłumaczyć ze swojej nieobecności – skończył Kingsley, po czym oddał głos głównemu mówcy.
Mrs Black bajkowe-szablony