Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślizgoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślizgoni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział XIII

Beta wróciła!


Wylądowali przed gruzami bramy Hogwartu. Czekał tam na nich komitet powitalny: Minerva, Filch z kotką i Slughorn. Sentis myślała, że ją krew zaleje, a Severus zastanawiał się nad szybkim odwrotem. Nawet nie próbowali ukryć swojego niezadowolenia.
Na brodę Merlina! Więc to jednak prawda! – Slughorn o mało nie padł na zawał z zachwytu na widok Snape'a. Chciał do niego podejść i uściskać, niczym wujek dawno nie widzianego siostrzeńca, ale zdenerwowanie wymalowane na twarzy Mistrza Eliksirów skutecznie go od tego odwiodło.
Nie powinniśmy tu tyle stać. Jedźmy już do zamku – zarządziła
Minerva. Wydawała się być niezainteresowana zaistniałą sytuacją, jakby oglądanie żywych trupów atrakcyjnością dorównywało piciu porannej kawy. Reszta ruszyła za nią w milczeniu w stronę wozów zaprzęgniętych w testrale. Bagażami zajęły się skrzaty.
Kiedy jechali, Sentis mogła dokładnie przyjrzeć się zamkowi. Był zniszczony, choć daleko mu było do ruiny. Większość zburzonych elementów została już uprzątnięta, nie zauważyła żadnych stert gruzu czy kamieni, choć ubytki w murach zaskoczyły ją swoimi rozmiarami. Dziwiła się, że zamek nie runął totalnie, z pewnością dzięki zasłudze magii.
Severus był za to mocno zawiedziony. Liczył, że całą tę szkołę trafił jasny szlag i pozostanie tylko zrównać ją z ziemią. Zbyt wiele złych rzeczy się w niej stało. Nie myślał jedynie o sobie. Przypomniał sobie Komnatę Tajemnic razem z pieprzonym bazyliszkiem, bijącą wierzbę, te cholerne chaszcze w szklarni, które Albus kazał hodować, choć wiedział, że mogą pozabijać przynajmniej połowę dzieciaków… I Voldemorta. Wszystko miało swój początek w Hogwarcie, a Snape doczekał się w tym miejscu nawet swojego końca. Ten zamek nie kojarzył mu się z niczym dobrym. Nawet nie wszedł do środka, a już chciał wracać do swojego mieszkania w Londynie.
Swoją drogą nie był do końca pewny, co tak właściwie wywinęły te cztery wariatki, że musiał razem z nimi opuścić swoje lokum. Czyżby kogoś zabiły?
Postanowił, że poszuka w wydaniach Proroka z tego roku. Nie miał nawet zamiaru pytać którejś z nich. Aż tak nisko nie upadł.
Nathalie czekała na nich w korytarzu przy Wielkiej Sali. Wyglądała na nieco zniecierpliwioną i podenerwowaną.
Wybrałam dla nas komnaty niedaleko lochów. Tam są najmniej zniszczone, poza tym blisko z nich do pracowni eliksirów i wyjścia ewakuacyjnego.
Sentis przyjęła to do wiadomości, co zakomunikowała jedynie kiwnięciem głowy.
Rozgośćcie się, moi drodzy. Za godzinę spotkamy się na obiedzie i wspólnie wszystko przedyskutujemy. Póki co odpocznijcie chwilę – powiedziała Minerva uśmiechając się do Nathalie. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i poprowadziła resztę do kwater.
Zeszli schodami piętro niżej, gdzie teoretycznie znajdowała się kanciapa woźnego, lecz za ukrytymi drzwiami chowały się dobrze przystosowane do ich obecnych potrzeb pokoje.
Duży salon pełnił funkcję korytarza, z niego wchodziło się do każdej z osobnych sypialni, łazienki oraz małej kuchni. Był schludnie urządzony, bez żadnych ozdobników z wyjątkiem zbyt przaśnego żyrandola z kryształków. Reszta została utrzymana w brązowoszarej kolorystyce. Sofa, kilka foteli, regały, półżywa paprotka, stolik, dywan i to wszystko. Tyle dobrego. Kuchnia, a raczej niewielki aneks, składał się z blatu, kilku kubków, szafki z zastawą i czajnika. Posiłki w tym budynku jadało się wyłącznie w Wielkiej Sali, więc nie było potrzeby, aby każde lokum wyposażać w osobną kuchnię.
Severus nie pamiętał, by wcześniej było tu coś takiego. Znał zamek niemal jak własną kieszeń, ale pomieszczeń w tym konkretnym miejscu nie kojarzył. Może przy okazji odbudowy zrobili małą przebudowę? A może ktoś bardzo chciał, żeby Severus nigdy się nie dowiedział o tych komnatach?
Mimo wszystko kwatera przypadła im do gustu. Oczywiście na tyle, na ile ludziom może podobać się miejsce, w którym woleliby nie być.
Myślę, że największą sypialnię powinniśmy zostawić Severusowi – powiedziała Nathalie wskazując dłonią na drzwi naprzeciwko wejścia. – Reszta pokoi jest niemal tej samej wielkości, więc nie ma znaczenia, który wybierzecie dla siebie. Skrzaty przyniosą bagaże po obiedzie. Nie ma sensu rozpakowywać ich dzisiaj, więc możecie zająć się tym jutro.
Dziękuję ci za zgodę, moja droga! Cóż ja bym bez ciebie zrobiła! – zakrzyknęła Sentis z udawanym entuzjazmem. Ilość jadu, jaką zawarła w swojej wypowiedzi mogłaby wybić średniej wielkości mugolskie miasto.
Nie bądź zgryźliwa. Przecież to wszystko dla naszego dobra.
No oczywiście, że tak. Slughorn przy bramie również potrzebny był naszemu dobru. I wspólny obiadek. Nawet woźny musiał nas zobaczyć! Jak nic jutro pojawimy się na pierwszej stronie Proroka! Nie widzę tu pismaków, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby nasz profesorek przepuścił okazję do zarobienia kilku knutów.
To akurat nie moja wina. Minerva uparła się, że cały personel w zamku ma wiedzieć, co się dzieje. Ale jest tu tylko kadra nauczycielska i skrzaty.
No to całe szczęście! – jadowicie stwierdziła Ślizgonka. – Już myślałam, że Minerva zrobi z nas atrakcję dla pierwszorocznych.
Jesteś okropna – mruknęła z dezaprobatą Nathalie.
A co z uczniami? – wtrącił się Snape. Bardzo zdziwiła go cisza, jaka panowała w zamku. Spodziewał się raczej bandy szlachetnych Gryfonów odbudowujących mury i garstki Ślizgonów, która za karę za błędy rodziców szorowała podłogi.
Na ten rok Hogwart został zamknięty. Uczniowie albo czekają na wznowienie roku szkolnego, albo uczą się w jakiejś innej szkole w Europie.
Mężczyzna tylko mruknął pod nosem. Udał się do swojej sypialni i jakoś nie zamierzał nikogo informować, że do Wielkiej Sali uda się raczej po swoim trupie. Wspólne ucztowanie za nic w świecie nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie dzisiaj. Ciągle czuł posmak rzygowin w ustach, co chwila drętwiały mu dłonie i obawiał się, że zemdleje. A wolałby tego nie robić przy swoich byłych kolegach z pracy. Wszystko, tylko nie ich troska. Wydawało mu się, że nie prosi o zbyt wiele.
Sentis kątem oka zarejestrowała, jak Severus wychodzi z salonu. Miała nadzieję, że mężczyzna pójdzie spać i przynajmniej jego ominie wątpliwej przyjemności obiadek w gronie starych znajomych. Strasznie nie chciała tam iść.
W ogóle dlaczego jedli obiad niemal w nocy? Z tego co pamiętała, taki posiłek każdy przeciętny człowiek nazywał kolacją. Nie zamierzała się nad tym rozwodzić.
Mam nadzieję, że podadzą kurczaka w miodzie. Jesienią prawie zawsze na stole był kurczak w miodzie. I do tego jeszcze surówka z marchwi – rozmarzyła się Lindsay.
Albo ogromny filet z łososia w grubej panierce – dorzuciła od siebie Victoria.
Ja to bym wolała porządny kawał mięcha – stwierdziła Sentis. – Najlepiej jakiś wielki stek. Koniecznie w ciemnym sosie.
A mi to się marzy ciasto dyniowe – powiedziała Nathalie, na co wszystkie westchnęły z aprobatą.
Może mają też Kremowe Piwo.
No pewnie! Najlepiej Ognistą podać do obiadu.
Nie ma dzieci, więc kto wie. Może teraz codziennie ucztują.
Już widzę tego dziada od zaklęć, jak ucztuje i pije wino z pucharka większego od niego samego.
Śmiały się i wspominały stare czasy. Dobry nastrój sprawił, że czas w samotności upłynął dużo szybciej niż by tego chciały. Skrzat owinięty w poszewkę od poduszki przyszedł im zakomunikować, że obiad już czeka. Kobiety niechętnie udały się do Wielkiej Sali.
No nareszcie się zjawiłyście! A gdzie Severus? – powitał je radośnie Slughorn. Niestety nie były równie uradowane co on. Facet strasznie się postarzał, osiwiał, a w dodatku dorobił się niewielkiego garba. Gdyby nie nauczycielska szata wyglądałby jak przeciętny mugolski staruszek.
Śpi – skłamała szybko Sentis. Nawet nie zajrzała do jego sypialni przed wyjściem. Brunetka zajęła miejsce w bezpiecznej odległości od Minervy. Między nimi usiadły pozostałe dziewczyny.
Nauczyciele rozmawiali o bieżących sprawach Hogwartu, a w międzyczasie jedli posiłek. Nathalie przysłuchiwała się wszystkiemu jak zaczarowana, jakby jej jedynym marzeniem było zostać tu na zawsze. Lindsay pochłaniała wszystko, co była w stanie nadziać na widelec, a Victoria wciąż nie mogła się zdecydować na jedną potrawę, bo nie chciała się obżerać przed spaniem. Za to Sentis jadła szybko i byle co. Nie stanowiło to problemu dla jej upodobań kulinarnych, bo w Hogwarcie po prostu nie podawali złego jedzenia. Wszystko smakowało cudownie.
Plan odbudowy Hogwartu w gruncie rzeczy był bardzo prosty. Dotychczasowy personel zamku do końca marca miał zająć się większymi zniszczeniami, czyli murami i brakami w barierze ochronnej. Zajęcie to okazało się być czasochłonne, ponieważ wiele pomieszczeń zostało zburzonych w całości, więc nauczyciele musieli odbudowywać je zgodnie z planami, jakie otrzymali z Ministerstwa. Oczywiście nie trzymali się sztywno tych wytycznych. Zorganizowali kilka ukrytych komnat, schronów, niewielkich sejfów, korytarzy ewakuacyjnych i temu podobnych rzeczy. Chcieli, żeby Hogwart stał się bezpieczniejszy dla nich i dla uczniów. Po zakończeniu tego etapu prac do zamku miała wkroczyć komisja powołana przez Ministra, której zadaniem była ocena, czy zamek nadaje się do użytku. Jeśli tak będzie, w ciągu wakacji skrzaty miały zająć się sprzątaniem i meblowaniem komnat. Według planu do września wszystko powinno być skończone.
To fajnie, że sobie radzicie. Postaramy się wam pomóc, jeśli zaistnieje taka potrzeba, ale póki co dziękuję za obiad. Wrócę już do siebie.
Nie tak szybko panno Gaunt – zagrzmiała Minerva, na co Sentis zamarła w połowie podnoszenia się w ławki. – Chyba jest nam panna winna wyjaśnienia.
Jakie wyjaśnienia? – Sentis udawała głupią
Może to wydarzyło się dwadzieścia lat temu, ale faktem jest, że zniknęła pani wraz z koleżankami bez słowa i to pod koniec roku szkolnego. Mam wobec tego tylko jedno pytanie: po co?
Wyjazd służbowy – odpowiedziała sucho.
Zaraz po tym z trzaśnięciem drzwi opuściła salę i udała się do komnat. Miała dość. Znajdowała się w zamku od zaledwie kilku godzin, a już chciała się stąd wynosić. Jak najdalej od Żelaznej Dziewicy.
Stwierdziła, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to dadzą sobie radę bez pomocy nadętej pani profesor. Na Londynie świat się nie kończy. Może i tutaj był ich dom, ale nie zamierzały tu zostawać za wszelką cenę. Jak trzeba będzie to wyniosą się na drugi koniec świata. Etiopia, Grenlandia, Mozambik, Syberia... cokolwiek!
Sentis zdawała sobie sprawę, że najprawdopodobniej przesadza. Że każdy normalny (albo wcale nie) człowiek na miejscu belferki zadawałby pytania. Pewnie nawet całe mnóstwo. Jednak McGonnagall nie należała do normalnych, a Ślizgonka wątpiła nawet w to, czy była ona człowiekiem. W końcu to przez tę starą raszplę zdecydowała się wyjechać. Zadowalający z Transmutacji! Żeby ją szlag jasny trafił! Gdyby nie to, teraz pewnie spałaby smacznie w swojej willi z basenem na obrzeżach jakiegoś mugolskiego kurortu i kąpałaby się w sławie najlepszej łamaczki klątw na kontynencie. I wcale nie przesadzała. Gaunt doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich zdolności i predyspozycji. Ona była wprost stworzona do tej pracy. Jednak Minerva postanowiła zabawić się we władcę cudzych losów. Szkoda tylko, że wybrała sobie do tego akurat ją.
Brunetka wpadła do komnat jak burza, jednak gwałtownie zatrzymała się w połowie pomieszczenia, kiedy zauważyła, że na kanapie siedzi Severus. Brunet jak gdyby nigdy nic popijał herbatę ziołową i przerzucał strony Proroka.
Obiad nie przypadł ci do gustu?
Ależ skąd. Widzę za to, że zasmakowała ci herbatka.
Zaraz po rzyganiu wszystko smakuje jak ambrozja – stwierdził nie odrywając wzroku od gazety. Czytał jedynie nagłówki artykułów, aby zorientować się pokrótce co się dzieje na świecie.
Kobieta naprędce zaparzyła sobie kawy i rozsiadła się wygodnie w fotelu.
Slughorn się za tobą stęsknił.
Bez wzajemności.
Ciągle o ciebie pytał. Chyba chce sprzedać do Proroka twoje zdjęcie. Już widzę ten nagłówek: „Podwójny szpieg znów wśród żywych”.
Mam dość zbędnej uwagi i bez tego – mruknął ustawiając pionowo gazetę. Nie był zbyt skory do rozmowy, ale Sentis się nie zniechęciła. W końcu on nigdy nie chciał rozmawiać.
Nie obawiaj się, dostaniesz jej dużo więcej. Będziesz stał w blasku fleszy i twoi starzy znajomi z pracy o to zadbają, jak tak dalej pójdzie.
Mężczyzna opuścił gazetę na kolana. Spojrzał na brunetkę z ukosa.
Co masz na myśli?
Sentis wygodniej usadowiła się w fotelu, po czym założyła nogę na nogę i upiła łyk czarnej niczym smoła kawy. Roztarła językiem napój na podniebieniu. Dawno nie piła tak dobrej i tak mocnej kawy. Ciekawe skąd ją sprowadzali?
Minerva nie była zbyt...
Minerva? – zakpił z satysfakcją Snape. – Przeszłyście już na ty?
Chyba kpisz. Bardziej poprawnie politycznie jest mi mówić o niej per Minerva, niż wredna suka, czy szmata, której nie cierpię. Powracając do tematu, twoja była koleżanka z pracy... – Severus nie omieszkał skwitować tego stwierdzenia znudzonym stęknięciem.
– …jakoś nie specjalnie chciała z nami współpracować, więc o twoim życiu po śmierci wie już cały zamek. Jednak nie powinno to potrwać zbyt długo, bo jak oboje dobrze wiemy, Slughorn ma język długi jak Mur Chiński. Za kilka dni pod bramą Hogwartu będzie się roiło od pismaków, a dziękować za to będziemy nieocenionej profesor McGonnagall.
My? – Uniósł brew. – Myślałem, że będę jedynym pokrzywdzonym.
Oj Żmijko, na tobie świat się nie kończy. Nie byłeś naszym jedynym... dużym przedsięwzięciem. Przynajmniej ostatnimi czasy nasze kontakty z Ministerstwem nieco się pokomplikowały.
Severus ucieszył się w duchu jak dziecko. Wydawało mu się, że kobieta z wiekiem zatraciła swoje buntownicze zapędy. Mylił się, a nie zdarzało mu się to często.
Czyżby obrót nielegalnym towarem? – Nie mógł darować sobie krzty ironii.
Ależ skąd! Po prostu chciałam się dostać do swojego skarbca w banku, ale z jakiegoś powodu w obecnych czasach dziedzic Slytherina nie jest mile widziany w miejscach publicznych.
Chyba bardziej poruszyło ich twoje pokrewieństwo z Voldemortem.
Wiem – odpowiedziała oschle.
Dosyć szybko po opuszczeniu Azkabanu zorientowała się o co Ministerstwo zrobiło tyle krzyku. Tom Riddle był jej kuzynem, synem siostry jej ojca. Z jakiegoś powodu wszyscy pomyśleli, że zjawiła się tu, żeby sfinalizować plany tego psychola. Niedoczekanie.
Rodziny się nie wybiera – zakończyła bez entuzjazmu.
Odstawiła pusty kubek na stolik przy kanapie. Bez słowa udała się do swojej sypialni. Zaraz po tym, jak zamknęła drzwi, usłyszała wchodzące do salonu przyjaciółki. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Przynajmniej nie dziś.

Przebrała się w wyciągniętą koszulkę i położyła pod kołdrą, a po chwili spała jak dziecko.

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XII

Wiem, zjebałam. Nie mam nic na swoją obronę. Ale w Wenem tak to już jest, że co jakiś czas zdycha. Nic na to nie poradzę. 
Mam wrażenie, że jakieś to takie pizdowate zaczyna być. Nie chciałam pisać ckliwego romansidła, więc jeszcze nie wiem, jak to się mojemu zombie życie ułoży. Bądźcie cierpliwi. 
XO



 – Całe szczęście, że tak to się skończyło – stwierdził Severus.
Razem z Lucjuszem siedział na kanapie w salonie i popijali herbatę, którą przygotowała dla nich Lindsay. Po pełnym uścisków powitaniu, które Malfoy zaczął, a Snape'owi głupio było zwrócić uwagę, jak niemęskie wydawały mu się tego typu sielankowe sceny, przeszli do konkretów. Lucjusz opowiedział mu o wojnie, opisał jej dokładny przebieg, a na końcu wymienił, kto dokładnie zginął.
Mistrz eliksirów zadumał się na chwilę nad śmiercią jednego z Weasleyów, Lupina i Tonks, jednak dosyć szybko mu przeszło. W końcu on też umarł.
Malfoy przyszedł sam, co na początku bardzo go zaniepokoiło. Okazało się jednak, że Draco zajmuje się nieco schorowaną ostatnio Narcyzą, więc odetchnął z ulgą. Może i gówniarz przysporzył mu wiele kłopotów, ale lubił go.
Tak, całe szczęście – przytaknął blondyn, który z jakiegoś powodu ominął tę część historii, która mówiła o śledztwie, jakie Ministerstwo prowadziło przeciwko niemu przez ostatnie kilka miesięcy. Na szczęście nic nie znaleźli, za co dziękował i dziękować będzie Narcyzie. Skarb nie kobieta! Gdyby wtedy powiedziała, że Potter żyje, to aż strach pomyśleć, w jak ciasnej celi musiałby teraz siedzieć.
To niesamowite – dodał po chwili nieco ciszej, wciąż patrząc na Severusa. Wydawało mu się, że przy tym, co zrobiły te cztery dziewczyny, magia nauczana w Hogwarcie to zabawa dla mugoli. – Wróciły i cię ożywiły. Tak po prostu. To znaczy przygotowania zabrały trochę czasu, ale kilka tygodni to i tak mniej niż wieczność. Doprawdy niesamowite!
Severus tylko mruknął niecierpliwie. Zajął się opróżnianiem swojej filiżanki, gdyż nie miał specjalnej ochoty na śpiewanie hymnów ku czci tych czterech wiedźm, które z jakiegoś powodu nie kwapiły się do tego, aby opuścić jego mieszkanie. Póki co nie miał zamiaru ich wyrzucać. W końcu przywróciły go do życia i zajęły się nim, choć w gruncie rzeczy nie było mu to na rękę, więc należy im się choć krztyna wdzięczności. Jednak pewnego dnia będzie miał dosyć i coś czuł, że ten dzień się zbliża.
Strasznie romantyczna historia – westchnął Lucjusz.
Nie wiem, o czym mówisz.
Daj spokój. Dobrze wiesz, o co mi chodzi.
Tak się składa, że nie mam fakultetu z jasnowidzenia.
Lucjusz spojrzał na niego pobłażliwie.
Masz już czterdzieści lat...
Prawie – wtrącił Severus.
– …a dalej zachowujesz się jak dziewięciolatek. Powiem wprost. – Lucjusz nachylił się w stronę bruneta. – Nie wyciągałaby cię z piachu, gdybyś był dla niej tylko kolegą.
Severus tylko prychnął głośno i powrócił do picia herbaty. Nie miał ochoty komentować Lucjuszowych insynuacji.
Nie musisz mi wierzyć. Przecież zawsze możesz ją zapytać.
O powody? Miała możliwość, więc mnie ożywiła. Wielkie mi halo. Przesadzasz Lucjuszu. Chciałbyś zobaczyć co najmniej operę mydlaną, ale nic z tych rzeczy. Jesteśmy dorosłymi ludźmi.
No właśnie. Czas leci, drogi przyjacielu. Oboje nie młodniejecie, a starość w samotności to okropna wizja przyszłości. Pamiętam swojego wuja, który nie mógł przeboleć, że nie dane mu było spłodzić potomka. Smutny człowiek i smutny koniec.
Blondyn wstał z kanapy i odstawił filiżankę na stolik. Poprawił włosy, szatę i zaklęciem przywołał swój płaszcz.
Już wychodzisz? – spytała Sentis, która właśnie przechodziła obok salonu. Cały dzień spędziła kursując między biblioteczką a łazienką, gdzie przygotowywała nowe partie brakujących eliksirów. Severus pochłaniał je niemal wiadrami, gdyż nie wszystkie jego narządy były w pełni sprawne.
Czas już na mnie moja droga. Miłego dnia wam życzę. – Dygnął lekko w stronę bruneta, a później kobiety, po czym deportował się z trzaskiem.
Ciekawe czy się wygada, o ile już tego nie zrobił.
Co masz na myśli?
No wiesz, ożywianie ludzi nie jest czymś powszechnie znanym. Jeśli Ministerstwo się dowie wcześniej niż powinno, to skutki tego mogą być paskudne dla nas wszystkich.
Brunetka opierała się o framugę. Bawiła się paskiem od białego fartucha, który był ubrudzony plamami we wszystkich kolorach tęczy. Włosy miała luźno upięte tuż powyżej karku, żeby nie przeszkadzały jej przy pracy.
No tak – odpowiedział lakonicznie, po czym sięgnął po nowy numer „Proroka”, który leżał na stoliku.
Sentis już miała wycofywać się z powrotem do łazienki, kiedy do domu wpadła Victoria.
Niech to szlag! – zawołała już od progu, trzaskając drzwiami.
Dementorzy? – zapytała żartobliwie Nathalie wychodząc razem z Lindsay z kuchni.
Gorzej! Minister!
Krukonka weszła do salonu, a zaraz za nią reszta kobiet. Snape przyglądał im się w milczeniu, kiedy pospiesznie siadały na kanapie i fotelach. Victoria nawet nie zdjęła płaszcza, tylko od razu przeszła do rzeczy.
Byłam u Borgina po kilka pierdół do eliksirów, kiedy akurat miał dostawę z niekoniecznie legalnego źródła, ale nie w tym rzecz. Przemytnik twierdzi, że Ministerstwo szykuje się na grubszą akcję. Podobno Kingsley nie może znieść upokorzenia, jakie mu zgotowałyśmy i chce zemsty. Aurorzy złapali kilku mało rozgarniętych dostawców i dowiedzieli się od nich, że ostatnimi czasy dosyć często zaopatrywałyśmy się u innych przemytników. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dni będą chcieli... złożyć nam wizytę. Jakieś pomysły, jak tego uniknąć?
Sentis zaczęła drapać kłykcie, co oznaczało, że nie było dobrze. Victoria patrzyła pytająco na swoje przyjaciółki, bo sama nie widziała wyjścia z tej sytuacji.
To co powiem może wam się nie spodobać, ale najważniejsze jest teraz ukrycie Severusa i nasza regeneracja, więc jedynym słusznym posunięciem będzie skrycie się w Hogwarcie.
Nie ma mowy! – stwierdziła Setnis ze Snape'em w tym samym momencie.
Nathalie tylko wywróciła oczami. Wstała, bo miała nadzieję, że patrząc z góry zrobi na nich nieco większe wrażenie i zawierzą jej autorytetowi.
Minerva o wszystkim wie i obecała...
Co? – przerwała jej Sentis, którą na samą myśl o współpracy z Żelazną Dziewicą szlag jasny trafiał. – Kto ci w ogóle pozwolił jej cokolwiek powiedzieć?
Nie żartuj sobie. Miałam cię prosić o pozwolenie? Może jeszcze na kolanach?
Och, dajcie spokój – próbowała opanować sytuację Lindsay.
Zamknij się! – warknęła Sentis wstają z kanapy. – Miałaś ją tylko podpytać o pogrzeb, a nie zwierzać się jej przy herbatce.
Mogłaś sama do niej pójść!
Jeszcze czego!
Severus obserwował kłótnie w milczeniu. Nie miał ochoty się wtrącać, ale nie miał też siły, aby po prostu wyjść z pokoju. Nogi miał odrętwiałe, ręce nieco zesztywniałe, kuło go w boku i przy najmniejszym wysiłku kręciło mu się w głowie. Przez ich krzyki zaczął czuć pulsowanie w skroniach. Chciał dać którejś do zrozumienia, że kłótnia jest bezcelowa, jednak w momencie, w którym otworzył usta wydostało się z nich coś nieco innego od słów. Przechylił się przez podłokietnik kanapy i wyrzucił z siebie treść żołądka na podłogę. Chwilę później zrobiło mu się ciemno przed oczami i przestał cokolwiek słyszeć.
Dalej masz wątpliwości co do mojego planu? – spytała niezbyt uprzejmie Nathalie. Kobieta spojrzała przy tym na biednego Severusa, który przelewał się przez ręce Victorii i Lindsay, choć za wszelką cenę próbowały one przenieść go do sypialni. Mężczyzna wciąż był przytomny, lecz nie koniecznie zdolny do utrzymywania kontaktu z otoczeniem. Wił się i próbował oswobodzić, co trzymającym go kobietom nie było specjalnie na rękę.
Sentis skapitulowała.
Napisz do niej, że będziemy jeszcze dziś w nocy.
Lepiej będzie, jeżeli pójdę od razu do Hogwartu. Przetransportuję się tam siecią Fiuu i wybiorę odpowiednie komnaty.
Jak chcesz. Ale tylko ona ma o nas wiedzieć – zaznaczyła, po czym udała się do sypialni.
Severus już całkowicie odzyskał przytomność, ale zaczął częściej i obficiej wymiotować. Nathalie podtrzymywała go, aby nie spadł z łóżka, a Gryfonka ewakuowała się z pomieszczenia. Mogła znieść bardzo wiele, krew, łzy, rozkład, odór, ale nie wymiociny.
Postawiły go do pionu przy pomocy kilku eliksirów, okładów na klatkę piersiową i kubka ziołowej herbaty. Snape uznał, że już kocie siki smakują lepiej, jednak dosyć szybko odgonił od siebie myśl, w jakich okolicznościach musiał je spożywać.
Dobra, to ja idę nas pakować, Victoria spakuje sprzęt i składniki, a ty podaj mu więcej herbaty, powinno wystarczyć – rzuciła przez ramię Gryfonka wychodząc z pokoju.
Sentis usiadła na łóżku obok Severusa.
Ale chce mi się palić – mruknęła sama do siebie.
Nie podejrzewałbym cię o mugolskie rozrywki.
Jakbyś sam nigdy nie palił.
To było w ramach eksperymentu, więc się nie liczy.
Snape powoli i bardzo niechętnie dopijał herbatę. Starał się nie zerkać na brunetkę, ale strasznie go ciekawiło, jak się zmieniła przez te lata. Jedyne, co zdążył zauważyć, to mnóstwo małych i dużych blizn na ciele i twarzy, których nie starała się nawet ukrywać.
Sam się sobie dziwił, że po tylu latach ją rozpoznał. Po zniknięciu martwił się najwyżej miesiąc, a później przestał o niej myśleć. Może to za sprawą Voldemorta, Dumbledore'a albo śmierci Lily. Nie miał pojęcia. Przez chwilę nawet poczuł się winny, że tak szybko zapomniał o swojej dobrej przyjaciółce z czasów szkolnych. Może i była najbardziej aspołeczną dziewczyną w szkole, ale za to potrafiła przesiedzieć z nim w bibliotece całą noc, dość dobrze znała się na eliksirach, a jeśli chodzi o Czarną Magię, to nie miała sobie równych. Oboje nie byli skorzy do zwierzeń, jednak ona znała jego sytuację rodzinną, a on wiedział, jak wiele przykrości spotykało ją przez wzgląd na nazwisko. Minerva nie dawała jej spokoju, dyrektor traktował jak małe dziecko, a reszta nauczycieli próbowała udawać, że jej rodzice wcale nie siedzą w Azkabanie. Oboje nie mieli łatwego życia.
Przemyślenia przerwał mu nagły skurcz ramion i pleców.
Eliksir rozgrzewający powinien załatwić sprawę – stwierdziła kobieta wyciągając ze stojącej przy łóżku skrzynki odpowiedni słoiczek.
Za długo trzeba czekać na efekty – wycedził przez zaciśnięte z bólu zęby.
Nie, jeżeli się go wciera.
Kilkoma ruchami pozbawiła go czarnego swetra i położyła na brzuchu. Oczywiście opierał się przy tym i narzekał jak małe dziecko, ale Sentis udawała, że go nie słyszy.
Wmawiała też sobie, że robi to wyłącznie ze względów zdrowotnych. Nie miała w tym absolutnie żadnych prywatnych celów, takich jak obejrzenie jego ciała, czy dotknięcie go. Nic z tych rzeczy!
Roztarła intensywnie pachnącą ciecz w dłoniach, po czym położyła je na jego plecy. Zaczęła go masować kolistymi ruchami, na początku powoli i delikatnie, póki nie wyczuła, że jego mięśnie się rozluźniają. Mogła już przestać po kilku chwilach, bo eliksir zdążył w tym czasie zadziałać, ale Severus nie protestował, więc kontynuowała.
Kiedy to się w końcu skończy? – zapytał cicho Snape, a Sentis szybko zabrała dłonie z jego pleców. – Nie o tym mówię.
Kobieta zaśmiała się cicho i ponowiła masaż.
Myślałem raczej o tych ciągłych skurczach, wymiotach, omdleniach, atakach kaszlu, dusznościach i temu podobnych.
Minie jeszcze trochę czasu – odpowiedziała wciąż go masując. Zaczęła rysować palcami wymyślne wzory. – Nie potrafię określić ile, bo to zależy od organizmu. Ale całkiem dobrze sobie radzisz.
Pewnie ożywianie trupów to dla ciebie codzienność.
Bez przesady. Ryzyko jest za duże, żeby traktować to jak kawę do śniadania. Myślę, że do pełnej sprawności wrócisz za koło rok, ale tego typu dolegliwości miną za kilka miesięcy.
Sever jak zwykle tylko mruknął niezadowolony.
Nie marudź! Nie po to wyciągałam cię z piachu, żebyś teraz marudził, że boli cię brzuch.
A po co? – zapytał odwracając się twarzą w jej stronę.
Przekręcił się na plecy, przy okazji ją z nich zrzucając. Usiedli na łóżku naprzeciwko siebie, a ona znów zaczęła drapać kłykcie.
To chyba moja sprawa – mruknęła nawet na niego nie patrząc.
Dotyczy też mnie, więc nie byłbym tego taki pewien.
Zrobiłam co chciałam. Nie musisz mnie z tego rozliczać.
Jednak chciałbym wiedzieć, czy mam dług do spłacenia.
Wolałabym dozgonną wdzięczność. Raczej trudno będzie ci się odwdzięczyć za powrót do żywych. Z tego co wiem pensje w Hogwarcie są raczej marne, Riddle ci nie płacił, a nawet gdyby, to pieniądze za tego typu „przysługę” to słaba rekompensata. Po prostu bądź cierpliwy.
Wyszła z pokoju z przeczuciem, że mimo usilnych starań dała się ponieść emocją i powiedziała o kilka słów za dużo. Niby nic o uczuciach, ale o tych sprawach czyta się raczej między wierszami. Pozostawało jej jedynie mieć nadzieję, że mózg Severusa nie powrócił jeszcze do pełnej sprawności.
Kiedy brunetka pomagała przyjaciółkom w spakowaniu całego bajzlu z powrotem do kufrów, Severus postanowił na nowo poznać swoje mieszkanie, a raczej sypialnię. Próbował przypomnieć sobie wszystkie skrytki, jakie wykombinował w sobie tylko znanym celu. Było ich multum, z czego większość kompletnie nieprzydatna. Ale w tym momencie interesowała go jedna.
Schował w niej najbardziej osobiste rzeczy. Nie chodziło o szczoteczkę do zębów i ulubione majtki, a o zdjęcia. Nie posiadał ich zbyt wiele. Prawie dwadzieścia lat temu dokonał surowej selekcji i zniszczył większość swoich rodzinnych i prywatnych pamiątek. Ograniczył się jedynie do małego albumu, który schował gdzieś w tej sypialni, ale za cholerę nie pamiętał gdzie. Nie chodziło oczywiście o to, że szwankowała mu pamięć. Severus zaraz po schowaniu swoich skarbów rzucił na siebie zaklęcie tłumiące, które nie usuwało z pamięci tego wydarzenia, a jedynie dość mocno je wytłumiało. Przypomnienie sobie tej informacji było możliwe, ale niekoniecznie łatwe.
A czasu miał mało.
Słyszał, jak kobiety ganiały po całym mieszkaniu w poszukiwaniu co ważniejszych rzeczy, ich ciche pokrzykiwania, pytania, prośby, rozkazy, bluzgi. Był strasznie chaotyczne w swoich przedsięwzięciach, co kazało się zastanowić mężczyźnie, jakim cudem nie wstał z martwych jedynie połową ciała.
Myślał. Dużo i intensywnie, nawet jak na niego. Chodził po pokoju, macał ściany, mruczał pod nosem, choć nie było ku temu powodów, bo nigdy nie zrobił skrytki uruchamianej głosem.
Nie poddał się bez walki, ale koniec końców skapitulował po tym, jak po raz trzeci obmacał każdy centymetr pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie schował albumu w jakimś innym pokoju albo go nie wyrzucił. Rozważył wszystkie opcje, jakie przyszły mu do głowy. Nawet te absurdalne, jak przekazanie komuś tych zdjęć.
Pozostawało mu jedynie pogodzić się ze stratą.
Sever! Wstawaj! Spadamy stąd! – zawołała Lindsay.
Kiedy Ślizgon wszedł do salonu czekały tam już na niego trzy kobiety oraz stos kufrów i skrzynek na eliksiry. Sentis pomogła mu założyć płaszcz, po czym wyszli z mieszkania.
Lało jak z cebra, było zimno, ciemno i pochmurno. Severus pomyślał, że bardziej londyńskiej pogody jeszcze nie widział. Udali się do zaułka kilka kamienic dalej.
Jeszcze wczoraj zarówno Snape jak i Gaunt powiedzieliby, że prędzej zdechną, niż wrócą do Hogwartu.
Niech to szlag – mruknęła cicho Ślizgonka, a po chwili w ciemnym i śmierdzącym zaułku zostało po nich tylko dudniące echo cichego trzasku po teleportacji. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział X

Beta dalej na urlopie, więc uprasza się o nie bicie autorki. 



 – Victoria, do ciężkiej cholery, po co ty się malujesz?! Idziemy ożywiać trupa, a nie szukać sponsora! – krzyczała stojąca w korytarzu Nathalie. – Pospiesz się!
Krukonka zgarnęła z salonu swój podręczny kufer i niemal biegiem udała się do swojej zirytowanej przyjaciółki. W pośpiechu wiązała porządne, militarne buty, które nijak nie pasowały jej do zwiewnej, długiej sukienki. W tym czasie Lindsay stała przy komodzie z listą w ręku i sprawdzała, czy zapakowała do swojej torby wszystkie potrzebne rzeczy. Mruczała cicho pod nosem i wyglądała, jakby była w transie.
Chyba mamy za mało esencji z krwi węża morskiego – wycharczała Sentis stojąca na progu kuchni. Wyglądała jak obłąkana. Rozczochrane włosy i wymięta szata upodobniały ją do Bellatrix, skąd można wydedukować, że nie prezentowała się najlepiej.
A tej to by się przydał makijaż. – Gryfonka podniosła wzrok znad listy, ale po chwili powróciła po swojego zajęcia.
Jaki makijaż? Nie będę paradować po ulicy.
Tylko po cmentarzu – dokończyła Victoria.
Tam nie ma żadnego cmentarza – sprostowała Nathalie. – To dość... oryginalne miejsce, nawet jak na Severusa.
Nie rozumiem, czemu nie dał się pochować w jakimś normalnym, łatwo dostępnym miejscu, tylko na jakimś wygwizdowie. Aż takim samotnikiem to chyba nie był – narzekała Victoria.
Przecież już wam tłumaczyłam – zniecierpliwiła się Puchonka. – Nie chciał bohaterskiego pogrzebu, a domyślał się, że chcieliby mu tak urządzić. Szczególnie Potter. Pragnął, żeby chociaż po śmierci wszyscy dali mu święty spokój, więc o miejscu jego pochówku nie wie nikt. Na pogrzebie była tylko Minerva i grabarz, a po uroczystości Granger obojgu wyczyściła pamięć.
Kto to Granger? – spytała Victoria, jednak nie doczekała się odpowiedzi, a jedynie gromiących ją spojrzeń.
Długo tego spokoju nie zaznał – stwierdziła Sentis narzucając płaszcz.
Kobiety wyszły z mieszkania. Każda z nich niosła torbę lub kuferek, w których znajdowały się niezbędne składniki i eliksiry potrzebne do wykonania Eliksiru Wskrzeszenia. Wydawało im się, że są przygotowane na każdą ewentualność.
Dopiero zmierzchało, więc światła w niektórych domach jeszcze nie pogasły. Sentis zdawała się tym nie przejmować. Jej przyjaciółki zerkały nerwowo w stronę jednej konkretnej kamienicy, jakby z jej drzwi miała wyskoczyć co najmniej akromantula.
Myślę, że niepotrzebnie idziemy przez całą ulicę. Równie dobrze mogłybyśmy deportować się z zaułka między kamienicami. – Victoria wciąż obracała się nerwowo. Wyobraziła sobie Panią Mops z różowym szlafroczku, która biegnie za nimi z tłuczkiem do ziemniaków i grozi mocnym laniem.
Dziwnie by to wyglądało, gdybyśmy tam weszły i nie wychodziły przez całą noc, a później jak gdyby nigdy nic znalazły się w mieszkaniu. Mugole wbrew pozorom nie są aż tacy głupi – wyjaśniła spokojnie Lindsay. Była aż nadto opanowana, przynajmniej jak na nią w takich sytuacjach.
Pani Mops nie będzie nas już więcej niepokoić, więc możecie czuć się bezpiecznie – zapewniła Sentis.
Skąd ta pewność?
Po prostu mam takie przeczucie.
Dziewczynom to wystarczyło.
Kiedy już znalazły się poza terenami zamieszkałymi przez mugoli, czyli w obecnie pustym, małym parku, Nathalie wyciągnęła z torby rolkę wymiętego pergaminu. Była to odręcznie narysowana, prowizoryczna mapa. Przedstawiała nienazwaną, małą dolinę znajdującą się, według opisu mapy, w południowych lasach Szkocji. Kobiety przyłożyły różdżki do papieru, a po chwili, za sprawą rozszerzonej magii deportacyjnej połączonej z ideą nielubianych przez nie świstoklików, przeniosły się w widoczne na szkicu miejsce.
Mała polanka leżąca w bardzo głębokiej dolinie, odgrodzona od wiatru i wzroku niepożądanych osób wyglądała bardzo sielsko, ale przy tym też groźnie i imponująco. Na jej środku znajdował się stos kamieni o wielkości ludzkiej czaszki. Była pełnia, więc nie potrzebowały oświetlać sobie drogi za pomocą różdżek. Kobiety zatrzymały się kilka metrów od centrum, odłożyły bagaże i zdjęły płaszcze. Nathalie zakasała rękawy, po czym dotknęła mapę końcem swojej różdżki. Na pergaminie zaczęły pojawiać się nowe linie.
Z tego co udało mi się złożyć z zrekonstruowanych elementów pamięci grabarza dowiedziałam się, że grób jest pod tą kupką kamieni. W promieniu dwóch metrów od niej działa bariera antywłamaniowa, a w promieniu metra któreś z Zaklęć Niewybaczalnych, nie jestem w stanie określić, które dokładnie. Gdzieś jest tu obejście tych zabezpieczeń, ale facet zemdlał i nie byłam w stanie dalej gmerać mu w pamięci. Jak tu jest gorąco – mruknęła na końcu Puchonka. – Jakieś pomysły?
Zróbmy podkop! – zakrzyknęła Victoria.
Mózg sobie podkop. Proponuję pokręcić się trochę po terenie. Mamy jeszcze trochę czasu, więc może coś znajdziemy.
A jak nic nie znajdziemy?
To będziemy łamać bariery i rzucać klątwy, ale to w ostateczności.
Zaczęły się przechadzać. Miały jeszcze kilka godzin do północy, a półprodukty do eliksiru były już gotowe, więc postanowiły spróbować. Nathalie co chwilę sprawdzała sobie tętno, trzęsła się i pociła, toteż zajęła się doprowadzaniem swojego ciała do stanu używalności, a dziewczynom zostawiła bawienie się w detektywa. Victoria stąpała drobnymi kroczkami i uważnie przyglądała się wszelkim nierównościom, pojedynczym kamyczkom i wszelkim tego typu drobiazgom. W rzeczywistości jednak bardziej zajęta była powtarzaniem sobie w głowie inkantacji, niż doszukiwaniem się poszlak. Sentis natomiast wciąż zadręczała się pytaniami, na które nie była w stanie sobie odpowiedzieć. Nikt żywy nie był w stanie. Przynajmniej nikt obecnie żywy.
Lindsay jako jedyna skupiła się na zadaniu. Weszła nieco wyżej na wzniesienie, żeby zobaczyć całą dolinę z góry. Wiatr wiał tam zdecydowanie mocniej, aż trudno było jej zachować równowagę. Uważnie przyjrzała się wszystkim elementom, po czym zbiegła na dół do przyjaciółek.
Tu jest wzór! – krzyczała wciąż jeszcze biegnąc na dół.
Jaki wzór? – Nathalie oddychała już spokojniej. Trzymała w dłoniach rozłożoną mapę i porównywała ją z tym, co obecnie widziała.
Te porozrzucane wokół kamienie tworzą konkretny kształt. Najprawdopodobniej trzeba przejść to nich w odpowiedniej kolejności i bariery opadną.
Ale jaki to kształt? I gdzie się zaczyna? – zapytała już bardziej rzeczowo Puchonka.
Lindsay podeszła to jednego z kamieni.
Najprawdopodobniej tu. Później trzeba pójść to tego nieco wyżej, a dalej już wężykiem w dół. Przypomina to koślawą literę „S”.
Sama jesteś koślawa – mruknęła pod nosem Sentis, po czym podeszła do wskazanego przez przyjaciółkę kamienia. – I co teraz?
Może dotknij go różdżką, czy coś. Nie wiem, nie znam się na zabezpieczeniach. Spróbuj czegokolwiek.
Ślizgonka podążyła za sugestiami, a kiedy dotknęła kamienia, pojawił się na nim napis „NARODZINY”.
Coś czuję, że bardziej będzie to przypominać konkurs wiedzy niż łamanie bariery magicznej – stwierdziła Nathalie. – Chyba musisz powiedzieć, gdzie i kiedy urodził się Sever.
Łatwizna – prychnęła Sentis. – Dziewiąty stycznia tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt, Londyn.
Skała zaczęła pulsować jasnozielonym światłem. Kobieta podeszła do kolejnego kamienia. „RODZICE”.
Eileen Prince i  Tobiasz Snape. Ile jeszcze jest tych skałek?
Jeszcze siedem. Nie marudź, tylko odpowiadaj! – zakrzyknęła Nathalie, po której już nie było widać ani odrobiny złego samopoczucia. Rozwiązywanie zagadek dobrze na nią działało.
Kolejne pytania również były banalne. „DOM” - Slytherin, „HOBBY” – eliksiry, „RÓŻDŻKA”- buk, włos jednorożca, 13,5 cala.
KLUB”
Jaki klub? – spytała Victoria. – W Hogwarcie było jakieś miejsce schadzek?
Chciałabyś. To było koło wzajemnej adoracji, ale tylko dla kujonów – wytłumaczyła Sentis. – Nic dziwnego, że o nim nie wiesz. Klub Ślimaka.
Następna skała pojaśniała. „KSIĄŻKA” - Tajemnice Najczarniejszej Magii, „ZAKLĘCIE” - Sectumsempra i ostatnie „MIŁOŚĆ”.
Ups... – wyrwało się Lindsay.
Dziewczyny zmarszczyły brwi. Wiedziały, że odpowiedź na to pytanie może być bardzo satysfakcjonująca dla ich przyjaciółki lub niemal miażdżąca. Sentis albo Lily. Prawda albo fałsz. Slytherin albo Gryfindor.
To chyba jakiś żart – syknęła bliska płaczu Ślizgonka.
Jestem prawie pewna, że to on układał te pytania. Musisz pomyśleć, tak jak on w tamtym momencie.
Zajebiście mi pomogłaś!
Milczały i patrzyły na nią w napięciu, a ona myślała.
Udawał przede mną, czy przed nią? Czy kłamał tym wszystkim ludziom, w tym dyrektorowi i Potterowi? Co ja mam do cholery zrobić?! Stoję dwa kroki od stosu tych pieprzonych kamieni i jeśli udzielę złej odpowiedzi, to najprawdopodobniej pieprznie mnie Adava.
Nie chcę nic mówić, ale stoi...
To się zamknij – przerwała Krukonce Sentis. – Żeby cię szlag jasny trafił Sever! Zawsze robisz mi pod górkę! Zawsze! Po ożywieniu masz ode mnie w pysk! Nienawidzę cię! Lily Evans!
Kamień pojaśniał.
O kurwa... - wyrwało się Lindsay, jednak już bardziej dosadnie.
Ze stosu powoli znikały kamienie, a kiedy zdematerializował się ostatni, dziewczynom ukazała się jedynie duża i głęboka dziura w ziemi. Po chwili wystrzelił z niej słup białego światła, żeby zaraz zgasnąć. Był jednak na tyle silny, że oślepił dziewczyny na kilka sekund. Kiedy już odzyskały wzrok, w miejscu otworu stała wysoka na ponad dwa metry, czarna, rzeźbiona w różne wzory kolumna. Jego trumna.
Ja nie chcę się wymądrzać, ale ożywianie faceta, który cię nie kocha to chyba nie najlepszy pomysł – wyszeptała szybko Victoria, jakby bała się, że zaraz oberwie.
A ja myślę, że to nie twoja sprawa i zamknij gębę – ucięła szybko Ślizgonka. Serce biło jej tak mocno i tak szybko, że słyszały to nawet stojące obok przyjaciółki.
Była wściekła, zrozpaczona i pełna lęku jednocześnie. Pomimo tego, że nie darzył jej miłością, to chciała go skutecznie ożywić, a w stanie tak wielkiego wzburzenia stawało się to coraz mniej prawdopodobne. Mogła go zabić jeszcze bardziej niż jest martwy teraz. Po źle przeprowadzonym ożywianiu nie ma już żadnych szans. Nie ma magii czarniejszej i skuteczniejszej od tej, którą zaraz miały zacząć praktykować.
Podajcie mi jakiś słaby eliksir uspokajający i zaczynajmy.
Sentis opróżniła niewielką fiolkę z szarawym płynem, a po kilku chwilach jej serce uspokoiło się, lecz nie poczuła otępienia, jak to miało miejsce po spożyciu standardowego eliksiru tego typu. Zaczęła myśleć bardziej racjonalnie i aspekty moralne oraz emocjonalne na ten moment przestały mieć dla niej znaczenie.
Podeszła do sarkofagu, a kiedy go dotknęła, ten zmienił swoje położenie z wertykalnego na horyzontalny i otworzył się.
Severus wyglądał niemal tak, jak go sobie wyobrażała. Blada, niemal zielona skóra, haczykowaty nos, gęste rzęsy i brwi, wąskie usta, mnóstwo zmarszczek na czole, za to ani jednej w okolicy ust. Został pochowany w szacie mistrzowskiej, czyli w czarnym garniturze, zapinanym na guziki kaftanie w kolorze zależnym od dziedziny, w której osiągnął mistrzostwo, czyli w tym wypadku ciemnofioletowej, oraz długiej szacie wierzchniej z szerokimi rękawami. Leżał ze splecionymi na klatce piersiowej dłońmi, a które włożono jego różdżkę. Przy jego nogach leżały wszystkie opublikowane przez niego książki, jakiś medal i koperta wypchana listami, zapewne uczniowie chcieli w ten sposób oddać mu cześć.
Rozstawcie sprzęt, niech któraś rozpali ogień pod największym kociołkiem. Miejcie wszystko pod ręką, a ty Victorio przeczytaj jeszcze raz inkantacje. Ja zacznę warzyć miksturę, ale skończy ją Nathalie. Lindsay przytrzyma barierę nad całą doliną i zajmie się Severusem po całej akcji. Wszystko jasne? To do roboty.
Przygotowania zajęły ponad godzinę, ale im wydawało się, jakby minęło pięć minut. Spieszyły się, ale uważały, żeby niczego nie przeoczyć, o niczym nie zapomnieć. Chciały mieć wszystko doskonale zorganizowane i chyba im się udało. Długie godziny, a właściwie dni przygotowań nie poszły na marne.
Kiedy nadeszła północ, przystąpiły do działania.
Lindsay stanęła przy dolnej części trumny, Sentis i Nathalie przy jednym boku, a Victora naprzeciwko, gdyż w ten sposób nie przeszkadzały sobie wzajemnie przy pracy.
Na ustalony znak siwowłosa zaczęła wypowiadać słowa inkantacji. Robiła to powoli i bardzo wyraźnie, zataczając różdżką finezyjne okręgi nad twarzą Severusa. Sentis w odpowiednich momentach dorzucała do kociołka coraz to nowe składniki, w drugim kotle podgrzewała smolistą ciecz, tuż obok Puchonka mieszała kilka innych eliksirów w jedną całość. Wszystko było dużo bardziej skomplikowane, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Pozorny spokój skrywał skupienie i nerwowe ruchy, które mimo wszystko, musiały być płynne i precyzyjne.
Twarz Severusa zaczynała nabierać czerwono-sinego koloru. Rytuał dobiegał końca.
Sentis wrzuciła do czerwonej cieczy garść włosów testrala, a kociołek zajął się ogniem. W tym samym momencie Victoria skończyła wypowiadanie inkantacji. Wszystko zostało idealnie zgrane w czasie. Ślizgonka wyjęła różdżkę. Ciesz wypłynęła z kociołka i kilkoma strumieniami popłynęła w stronę Severusa, po czym wdarła się do jego ciała przez nos, uszy i klatkę piersiową, gdzie miała pozostać mu blizna. Zwłoki poczerwieniały. Splecione ręce opadły wzdłuż ciała, a różdżka upadła na trawę. Severus zaczął się trząść, a Victoria rozpoczęła rzucanie zaklęcia. Połączyła ze sobą aurę Snape'a i Gaunt, przez co jej moc mogła przeniknąć do ciała mężczyzny. Był to najniebezpieczniejszy element całego rytuału.
Czuła, jak jej ciało słabnie. Nikt nie mógł oszacować, jak dużo mocy będzie potrzebne, aby pobudzić mózg i serce Severusa do ponownego życia. Możliwe, że wyciągnie z niej wszystko, co do kropli. Była coraz bardziej senna. Nathalie stała zaraz za nią, żeby w razie potrzeby uchronić ją przed upadkiem.
Ciałem Severusa poruszył mocny wstrząs rozpoczynający się od klatki piersiowej. Po chwili kolejny. Drgawki stawały się coraz mocniejsze.
Otworzył oczy.
Drgawki ustały.
Przepływ energii ustał, a Lindsay schowała różdżkę, po czym podeszła do trumny.
Sprawdziła mu tętno, obejrzała źrenice, dłonie. Rozpięła koszulę, na co zareagował niezgrabnymi ruchami rąk i cichym chrypieniem. Wszystko było w stanie jak najbardziej poprawnym.
Jego twarz odzyskała powoli swoją naturalną bladość. Nie był w stanie wydusić z siebie nawet jednej sylaby, ciało było mu posłuszne tylko w niewielkim stopniu. Czuł pieczenie w gardle, dudnienie w głowie i tępy ból w okolicach klatki piersiowej. Nie wiedział, co się przed chwilą stało. Pamiętał jedynie tego przeklętego węża i Pottera. Później tylko ciemność. Po głowie błądziło mu echo wypowiadanych niczym mantra słów w nieznanym mu języku.
Nachylały się nad nim trzy kobiety, które skądś kojarzył, ale nie był w stanie sobie przypomnieć, jak się nazywają. Wielu rzeczy nie mógł sobie teraz przypomnieć.
Blondynka podała mu jakąś miksturę do wypicia, której nie był w stanie sam przełknąć, więc musiała pomóc mu magią. Wszystkie trzy nacierały to różnymi specyfikami, a on chciał tylko wstać. Próbował podnieść się, jednak bardziej przypominało to wicie się dżdżownicy, niż ruchy zdrowego człowieka.
Czyżbym trafił do piekła?
Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Witamy wśród żywych, Sever – powiedziała blondynka.

Sentis stała kilka kroków dalej, poza zasięgiem jego wzroku. Była osłabiona, ale nie tak, jak się tego spodziewała. Nie potrafiła teraz do niego podejść. Wszystko wirowało jej przed oczami. Usłyszała tylko słowa Lindsay, a chwilę później zemdlała. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

VI

Ze względu na wysokie zagrożenie oraz poważne zarzuty przesłuchania oskarżonych odbędą się podczas dzisiejszej rozprawy, przy wszystkich tu zgromadzonych, a poprowadzi je pan Wiceminister Magii – dokończył swoją wypowiedź mówca.
Z miejsca podniósł się wysoki mężczyzna, odziany w czarne szaty sędziowskie z kołnierzem obszytym fioletową lamówką. Był dość zdenerwowany i nie panował nad drżeniem rąk, toteż schował je za plecami.
Panno White – rozbrzmiał jego niski głos. – Proszę mi powiedzieć, po co udały się panie do Banku Gringotta?
Victoria, pomimo fizycznego i psychicznego zmęczenia, nie straciła rezonu. To pytanie wydało jej się niesamowicie głupie oraz nieprzemyślane.
Nie wiem, po co inni czarodzieje odwiedzają bank, ale ja udałam się tam, aby zabrać pewne rzeczy ze skarbca.
A co pani chciała wyciągnąć?
Niech pomyślę...
Victoria otwarcie naśmiewa się z przebiegu przesłuchania. Wiceminister wydawał się być kompletnie nieprzygotowany i niekompetentny do zajmowania się tego typu sprawami. Pewnie zmusili go, a on biedny nie miał wyjścia. Musiał podnieść rękawicę. Krukonka zastanawiała się jedynie, dlaczego mężczyzna postanowił bić się tą rękawicą po twarzy.
Nie jestem do końca pewna, ale chyba pieniądze. Czy to jakiś problem? – dokończyła smutno.
Sentis z całej siły powstrzymywała się od parsknięcia ze śmiechu. Najchętniej zasłoniłaby usta dłonią, jednak była unieruchomiona, co szczególnie dawało jej się we znaki, kiedy trzęsła się ze śmiechu. Łańcuchy wrzynały się w jej ciało i było jej niewygodnie. Była przekonana, że w miejscach, które krępujące ją więzy stykały się ze skórą, będzie miała siniaki.
W jakim celu chciała pani podjąć ze swojego skarbca te pieniądze? – zapytał mężczyzna.
A kto powiedział, że ze swojego? – Victoria uśmiechnęła się groźnie, ale nikt tego nie zauważył, ponieważ jej twarz zakryta była przez hełm.
Więc chciała pani okra... – zaczął facet, jednak Krukonka mu przerwała.
Tego też nie powiedziałam.
Ale wcześniej stwierdziła pani, że... – znowu próbował się wysłowić i znowu Victoria mu przeszkodziła.
Niczego nie stwierdziłam. To pan nie sprecyzował pytania.
Wiceminister zamilkł. Ruszał ustami jak ryba wyciągnięta z wody. Nie wiedział, co ma dalej powiedzieć. Spojrzał na pozostałych członków ławy urzędników, wśród których szukał ratunku z tej beznadziejnej dla niego sytuacji. Shacklebolt gestem dłoni nakazał swojemu zastępcy usiąść obok siebie, a następnie mruknął kilka słów do mężczyzn.
Z miejsca podniósł się postawny blondyn, który, sądząc po stroju podobnym do mundurów pracowników Azkabanu, był dyrektorem tego okropnego przybytku. Jego twarz z prawej strony pokrywała pomarszczona blizna po oparzeniu. W pewien dziwny sposób dodawała mu uroku, choć mimo wszystko nie należał do osób o ujmującej aparycji.
Panno White, kiedy i gdzie poznała pani Toma Riddle’a? – Jego głos był nieco wyższy, lecz bardziej męski, gdyż epatował pewnością.
Nie znam tego mężczyzny – odpowiedziała krótko i całkowicie szczerze.
Panno Wilde? – zwrócił się do Nathalie.
Również go nie znam.
Red? – kontynuował już bez uprzejmości.
Nie wiem, o kim mowa.
Gaunt?
Mężczyzna niemal przeszywał wzrokiem Ślizgonkę, która już domyśliła się, że ona jest najbardziej podejrzana o konszachty z Tomem, kimkolwiek on był.
Nigdy nie słyszałam tego nazwiska.
Blondyn tylko uśmiechnął się pod nosem. Zaczął przechadzać się przed biurkiem z rękami splecionymi za plecami.
A może któraś z pań słyszała o Lordzie Voldemorcie?
Dziewczyny przez dłuższą chwilę nie odpowiadały. Lindsay dalej nie miała pojęcia, o kim mowa, jednak nie to teraz zaprzątało jej myśli.
Kobieta cały czas patrzyła na Kingsleya. Był on jej skrytą miłością, a nawet obsesją za czasów Hogwartu. Myślała o nim każdego dnia, obserwowała podczas posiłków w Wielkiej Sali, pragnęła zamienić z nim choć kilka słów, jednak brakowało jej odwagi. Wtedy, te kilkanaście lat temu, chciała oddać wszystko, żeby spędzić z nim resztę życia. Przekonała się, że po pewnym czasie młodzieńcze zauroczenia przemijają i człowiek ani się obejrzy, a już nie pamięta, jak miał na imię ten, dla którego kiedyś chciało się zaprzedać duszę diabłu.
Gryfonka podśmiewała się z siebie w duchu i na krótką chwilę zdołała zapomnieć o okropnych okolicznościach, w jakich się obecnie znajdowała.
Gdzieś słyszałam ten pseudonim, ale to było dawno temu – odpowiedziała Sentis. Przypomniała sobie, że Severus kilka razy wspomniał o tym mężczyźnie i jego planach, które Snape’owi wydawały się być najlepszym pomysłem na świecie. Ślizgonka tylko mu potakiwała i nie zgłębiała się w szczegóły, bo w ogóle jej to nie obchodziło. Oczywiście nie zamierzała o tym mówić podczas przesłuchania.
Kiedy konkretnie miało to miejsce? – dopytywał mężczyzna.
Na szóstym albo siódmym roku w Hogwarcie. Nie pamiętam dokładnie – odpowiedziała dość wymijająco brunetka.
A pozostałe panie? – spytał blondyn, unosząc lekko brwi niby w akcie pogardy.
Ludzie w szkole coś wspominali, ale nie wydało się to zbyt ciekawe, więc się tym nie interesowałam – powiedziała Victoria. Pozostałe kobiety milczały.
Mężczyzna wciąż przechadzał się po sali. Co jakiś czas kciuk jednej dłoni zatykał za skórzany pasek spodni, a palcami drugiej dotykał miejsca na twarzy, gdzie powinny być brwi, a pozostała jedynie blizna. Wyglądał, jakby próbował ułożyć w swojej łysiejącej głowie pytanie, które jednocześnie będzie podsumowaniem i wpakuje oskarżone z powrotem do celi – tym razem na dłużej. Większość ławy urzędników miała nadzieję, że tak się stanie. Mężczyźni siedzieli spięci, słuchali uważnie i notowali każde słowo, jakie padało podczas rozprawy. Tylko Minister wydawał się być nieco bardziej spokojny. Przyjął bardziej swobodną pozycję, niż jego koledzy, jedną ręką podpierał się o podłokietnik, zaś drugą oparł na stole.
W pewnym momencie blondyn zatrzymał się. Stanął naprzeciwko Sentis i przez dłuższą chwilę mierzył ją nieprzyjemnym wzrokiem.
Czyli twierdzą panie, że nie wiedzą, co działo się w Londynie przez ostatnie kilkanaście lat? – zapytał bardzo ironicznie. Nie dopuszczał myśli, że ktokolwiek na świecie mógłby nie być poinformowany o wojnie przeciwko Voldemortowi.
Ależ oczywiście, że wiemy. Sęk w tym, kiedy się o tym dowiedziałyśmy, a miało to miejsce stosunkowo niedawno – odpowiedziała oschle Ślizgonka.
A czymże były panie tak zaabsorbowane? Jak mniemam, musiało stać się coś niezwykle ważnego, co nie pozwoliło paniom na usłyszenie choćby plotki, czy pogłoski o niewyobrażalnych stratach, jakie świat czarodziejski ponosił przez Lo... – W tym miejscu głos mu nieco zadrżał. Wcześniej nie miał problemów z wymówieniem tsłów ego imienia, jednak na myśl o tym, co spotkało przez niego innych, zachrypnął. Odchrząknął krótko, po czym kontynuował. – Toma Riddle’a – dokończył już mniej pewnie.
Victoria po tych słowach miała ochotę wstać i rzucić w faceta toporem. A najlepiej kilkoma na raz.
A czy pan słyszał może o rzezi szamanek w Boliwii? – zapytała gniewnie.
Niestety nie doszły do mnie żadne informacje, jednak to nie ma związku z...
To może chociaż o aktach kanibalizmu wśród etiopskich magomedyków?
To nie ma nic wspólnego ze sprawą! – uniósł się dyrektor Azkabanu. – Proszę o uciszenie oskarżonej eliksirem!
Dwóch aurorów stojących przy drzwiach wejściowych już chciało pobiec po magomedyka zaopatrzonego w odpowiedni płyn, jednak nieoczekiwanie z miejsca podniósł się Minister. Jego twarz wyrażała niezadowolenie, a nawet dozę pogardy dla zachowania blondyna.
Proszę kontynuować panno White. Co miała pani na celu, wspominając o tych wydarzeniach?
Victoria warknęła cicho pod nosem, a następnie głośno wciągnęła powietrze. Była bardzo zdenerwowana podejściem urzędników do wydarzeń na świecie. Miała ochotę im wygarnąć i jakoś nie zamierzała się powstrzymywać.
Wiecie na czym polega problem? Zajmujecie się tylko własnym podwórkiem. Nic za waszym pięknym, białym ogrodzeniem nie ma żadnego znaczenia. Pewnego dnia na płotku pojawiła się rysa, później pęknięcie, a koniec końców dziura. Stosunkowo niewielka. Do idyllicznego ogródeczka wpadł mały, brudny chłopczyk, który zaczął namawiać inne dzieci do rozkopania rabatek i urządzenia ich według jego zasad. Nie minęło wiele czasu, a mały brudasek zapragnął zawładnąć całym ogródeczkiem wraz z tymi, którzy się w nim bawili. Jednak nie wszyscy mu się podobali, toteż postanowił usunąć ich z ogródeczka. Dopiero wtedy zaczęliście protestować. Kiedy wszystko zaszło zdecydowanie za daleko i niemożliwe było rozwiązanie tego w małej skali. Trzeba było zaangażować w to przedsięwzięcie wszystkie przychylne wam dzieci, aby usunąć z domu tego małego, brudnego chłopca. Pozbycie się jednego człowieka zajęło wam aż tyle czasu. Teraz szukacie winnych, choć wina leży po równo między wami, a Lordem Voldemortem.
Krukonka była z siebie cholernie zadowolona. Najlepszą dla niej nagrodą była cisza na sali, która zapadła po jej słowach. Zapragnęła jeszcze krzyknąć: „To wasza wina, idioci!”, jednak powstrzymała się, bo to jedynie zadziałałoby na jej niekorzyść. Jednak zarzut nie był końcem jej monologu.
Gdy wy walczyliście tu z jednym, słabym Voldemortem, mając po swojej stronie rzeszę zdolnych i potężnych czarodziei, w Boliwii zamordowano sto trzydzieści szamanek...
W Londynie zginęło ponad dwa razy więcej czarodziei i wielu mugoli, których liczba obecnie nie jest możliwa do oszacowania – wtrącił butnie blondyn.
A stało się to w ciągu tygodnia? Nie wydaje mi się.
Mężczyzna aż otworzył usta ze zdziwienia.
Na świecie wydarzyło się więcej zła niż wyrządził tu ten wasz Voldemort. Na Wielkiej Brytanii świat się nie kończy, więc przyjmijcie do wiadomości, że tę wojnę mogłyśmy mieć po prostu bardzo głęboko w dupie.
Teraz wszystkim obecnym na sali opadły szczęki. Nawet Kingley nie mógł się powstrzymać przed okazaniem zdziwienia i krzty wstydu za siebie i innych.
Ława urzędników zaczęła się naradzać. Panowie na początku wymieniali między sobą pojedyncze słowa, jakby nie mogli otrząsnąć się po usłyszanych słowach. Po chwili wzmożonego szeptania, kilku okrzykach, uderzeniach pięści w stół i kubku rozlanej herbaty, Wiceminister zarządził kilkuminutową przerwę, po czym przywołał do siebie głównego aurora. Wyszeptał mu kilka słów na ucho.
Że co?! – wyrwało się aurorowi. – Znaczy, jest pan pewien? To może być niebezpieczne i źle przyjęte przez widownię.
Kingsley spojrzał na ludzi wychodzących z sali. Większość z nich powinna wrócić za kilka minut z kubkiem gorącej kawy w dłoni, a widok, który mieliby zastać, wprawiłby ich w osłupienie. Minister jeszcze kilka razy przeanalizował w głowie swoją decyzję.
Tak, jestem pewien. Wykonać.
Auror przez chwilę zastygł w bezruchu. Jeszcze kilka razy spojrzał kontrolnie na Ministra, jednak ten nie miał nawet cienia wątpliwości.
Mężczyzna zwołał do siebie wszystkich kolegów po fachu znajdujących się w sali, po czym wydał krótki rozkaz:
Rozkuć oskarżone.
Podwładni zareagowali niemal identycznie, jak ich szef. Po kilku chwilach protestów, zdziwień, a nawet okrzyków strachu, niepewnie zaczęli się zbliżać do sceny. Bali się. Poruszali się bardzo powoli i strachliwie, odskakiwali na najcichszy brzdęk łańcuchów. Każdy z nich trzymał w dłoni różdżkę i po jej drganiu można było poznać, że aż trzęśli się ze strachu.
Banda tchórzofretek – mruknęła Victoria, podśmiewając się przy tym pod nosem.
Nic nie mów, bo wystraszysz ich jeszcze bardziej – dorzuciła ironicznie Sentis.
Dziewczyny przyglądały się temu, jak spektaklowi w cyrku. Różnica była jedynie taka, że nie mogły się otwarcie i na głos śmiać, a bardzo chciały. Dawno nie spotkały się z tak otwartym okazywaniem strachu. I to jeszcze wobec nich! Nie dziwiłyby się, gdyby bać się mieli przemytnicy, kłusownicy, czy płatni zabójcy, ale dlaczego miałyby być groźne dla przeciętnego aurora? Cała sytuacja wydawała im się śmieszna i irracjonalna jednocześnie.
Podchody mocno się przedłużały. Niektórzy widzowie zdążyli już wrócić do sali.
Ja to zrobię – podniósł się z miejsca zdenerwowany i dość zawiedziony brunet. Był to organ doradczy Ministra, czyli sławny już od urodzenia Harry Potter.
Jestem pod wrażeniem – powiedziała z aprobatą Sentis.
Młody mężczyzna nieco się zarumienił. Po kolei i w skupieniu rzucał zaklęcia ściągające bariery oraz pozostałe zabezpieczenia. Cały proces od pierwszego machnięcia różdżką, aż do postawienia kobiet z powrotem na ziemię zajął mu niecały kwadrans. Do sali zdążyli już wrócić niemal wszyscy widzowie.
Nie zrobiłem przecież nic niezwykłego – odpowiedział dość pewnie chłopak.
Nie uciekłeś z podkulonym ogonem, a to już coś.
Gryfoni już tak mają – odparł skromnie.
Gryfoni to większość tych tchórzy, którzy nazywają się aurorami – stwierdziła Sentis rozcierając obolałe od kajdan nadgarstki. – Ty po prostu jesteś odważny.
Dziękuję pani.
W jej ustach to wcale nie jest komplement – wtrąciła groźnie Victoria.
Ślizgonka patrzyła uważnie na zdziwionego Pottera, który już nie był z siebie taki dumny. Brunetka tylko uśmiechnęła się pod nosem.
Durny, jak wszyscy – mruknęła jakby sama do siebie.
Proszę o ciszę! – zarządził Minister. – Przejdźmy do wniosków końcowych i zakończy już tę farsę. Dopełnimy jedynie formalności o oddaleniu zarzutów, jednak i tak będą musiały się panie nieco natłumaczyć ze swojej nieobecności – skończył Kingsley, po czym oddał głos głównemu mówcy.
Mrs Black bajkowe-szablony