Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sentis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sentis. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział XII

Wiem, zjebałam. Nie mam nic na swoją obronę. Ale w Wenem tak to już jest, że co jakiś czas zdycha. Nic na to nie poradzę. 
Mam wrażenie, że jakieś to takie pizdowate zaczyna być. Nie chciałam pisać ckliwego romansidła, więc jeszcze nie wiem, jak to się mojemu zombie życie ułoży. Bądźcie cierpliwi. 
XO



 – Całe szczęście, że tak to się skończyło – stwierdził Severus.
Razem z Lucjuszem siedział na kanapie w salonie i popijali herbatę, którą przygotowała dla nich Lindsay. Po pełnym uścisków powitaniu, które Malfoy zaczął, a Snape'owi głupio było zwrócić uwagę, jak niemęskie wydawały mu się tego typu sielankowe sceny, przeszli do konkretów. Lucjusz opowiedział mu o wojnie, opisał jej dokładny przebieg, a na końcu wymienił, kto dokładnie zginął.
Mistrz eliksirów zadumał się na chwilę nad śmiercią jednego z Weasleyów, Lupina i Tonks, jednak dosyć szybko mu przeszło. W końcu on też umarł.
Malfoy przyszedł sam, co na początku bardzo go zaniepokoiło. Okazało się jednak, że Draco zajmuje się nieco schorowaną ostatnio Narcyzą, więc odetchnął z ulgą. Może i gówniarz przysporzył mu wiele kłopotów, ale lubił go.
Tak, całe szczęście – przytaknął blondyn, który z jakiegoś powodu ominął tę część historii, która mówiła o śledztwie, jakie Ministerstwo prowadziło przeciwko niemu przez ostatnie kilka miesięcy. Na szczęście nic nie znaleźli, za co dziękował i dziękować będzie Narcyzie. Skarb nie kobieta! Gdyby wtedy powiedziała, że Potter żyje, to aż strach pomyśleć, w jak ciasnej celi musiałby teraz siedzieć.
To niesamowite – dodał po chwili nieco ciszej, wciąż patrząc na Severusa. Wydawało mu się, że przy tym, co zrobiły te cztery dziewczyny, magia nauczana w Hogwarcie to zabawa dla mugoli. – Wróciły i cię ożywiły. Tak po prostu. To znaczy przygotowania zabrały trochę czasu, ale kilka tygodni to i tak mniej niż wieczność. Doprawdy niesamowite!
Severus tylko mruknął niecierpliwie. Zajął się opróżnianiem swojej filiżanki, gdyż nie miał specjalnej ochoty na śpiewanie hymnów ku czci tych czterech wiedźm, które z jakiegoś powodu nie kwapiły się do tego, aby opuścić jego mieszkanie. Póki co nie miał zamiaru ich wyrzucać. W końcu przywróciły go do życia i zajęły się nim, choć w gruncie rzeczy nie było mu to na rękę, więc należy im się choć krztyna wdzięczności. Jednak pewnego dnia będzie miał dosyć i coś czuł, że ten dzień się zbliża.
Strasznie romantyczna historia – westchnął Lucjusz.
Nie wiem, o czym mówisz.
Daj spokój. Dobrze wiesz, o co mi chodzi.
Tak się składa, że nie mam fakultetu z jasnowidzenia.
Lucjusz spojrzał na niego pobłażliwie.
Masz już czterdzieści lat...
Prawie – wtrącił Severus.
– …a dalej zachowujesz się jak dziewięciolatek. Powiem wprost. – Lucjusz nachylił się w stronę bruneta. – Nie wyciągałaby cię z piachu, gdybyś był dla niej tylko kolegą.
Severus tylko prychnął głośno i powrócił do picia herbaty. Nie miał ochoty komentować Lucjuszowych insynuacji.
Nie musisz mi wierzyć. Przecież zawsze możesz ją zapytać.
O powody? Miała możliwość, więc mnie ożywiła. Wielkie mi halo. Przesadzasz Lucjuszu. Chciałbyś zobaczyć co najmniej operę mydlaną, ale nic z tych rzeczy. Jesteśmy dorosłymi ludźmi.
No właśnie. Czas leci, drogi przyjacielu. Oboje nie młodniejecie, a starość w samotności to okropna wizja przyszłości. Pamiętam swojego wuja, który nie mógł przeboleć, że nie dane mu było spłodzić potomka. Smutny człowiek i smutny koniec.
Blondyn wstał z kanapy i odstawił filiżankę na stolik. Poprawił włosy, szatę i zaklęciem przywołał swój płaszcz.
Już wychodzisz? – spytała Sentis, która właśnie przechodziła obok salonu. Cały dzień spędziła kursując między biblioteczką a łazienką, gdzie przygotowywała nowe partie brakujących eliksirów. Severus pochłaniał je niemal wiadrami, gdyż nie wszystkie jego narządy były w pełni sprawne.
Czas już na mnie moja droga. Miłego dnia wam życzę. – Dygnął lekko w stronę bruneta, a później kobiety, po czym deportował się z trzaskiem.
Ciekawe czy się wygada, o ile już tego nie zrobił.
Co masz na myśli?
No wiesz, ożywianie ludzi nie jest czymś powszechnie znanym. Jeśli Ministerstwo się dowie wcześniej niż powinno, to skutki tego mogą być paskudne dla nas wszystkich.
Brunetka opierała się o framugę. Bawiła się paskiem od białego fartucha, który był ubrudzony plamami we wszystkich kolorach tęczy. Włosy miała luźno upięte tuż powyżej karku, żeby nie przeszkadzały jej przy pracy.
No tak – odpowiedział lakonicznie, po czym sięgnął po nowy numer „Proroka”, który leżał na stoliku.
Sentis już miała wycofywać się z powrotem do łazienki, kiedy do domu wpadła Victoria.
Niech to szlag! – zawołała już od progu, trzaskając drzwiami.
Dementorzy? – zapytała żartobliwie Nathalie wychodząc razem z Lindsay z kuchni.
Gorzej! Minister!
Krukonka weszła do salonu, a zaraz za nią reszta kobiet. Snape przyglądał im się w milczeniu, kiedy pospiesznie siadały na kanapie i fotelach. Victoria nawet nie zdjęła płaszcza, tylko od razu przeszła do rzeczy.
Byłam u Borgina po kilka pierdół do eliksirów, kiedy akurat miał dostawę z niekoniecznie legalnego źródła, ale nie w tym rzecz. Przemytnik twierdzi, że Ministerstwo szykuje się na grubszą akcję. Podobno Kingsley nie może znieść upokorzenia, jakie mu zgotowałyśmy i chce zemsty. Aurorzy złapali kilku mało rozgarniętych dostawców i dowiedzieli się od nich, że ostatnimi czasy dosyć często zaopatrywałyśmy się u innych przemytników. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dni będą chcieli... złożyć nam wizytę. Jakieś pomysły, jak tego uniknąć?
Sentis zaczęła drapać kłykcie, co oznaczało, że nie było dobrze. Victoria patrzyła pytająco na swoje przyjaciółki, bo sama nie widziała wyjścia z tej sytuacji.
To co powiem może wam się nie spodobać, ale najważniejsze jest teraz ukrycie Severusa i nasza regeneracja, więc jedynym słusznym posunięciem będzie skrycie się w Hogwarcie.
Nie ma mowy! – stwierdziła Setnis ze Snape'em w tym samym momencie.
Nathalie tylko wywróciła oczami. Wstała, bo miała nadzieję, że patrząc z góry zrobi na nich nieco większe wrażenie i zawierzą jej autorytetowi.
Minerva o wszystkim wie i obecała...
Co? – przerwała jej Sentis, którą na samą myśl o współpracy z Żelazną Dziewicą szlag jasny trafiał. – Kto ci w ogóle pozwolił jej cokolwiek powiedzieć?
Nie żartuj sobie. Miałam cię prosić o pozwolenie? Może jeszcze na kolanach?
Och, dajcie spokój – próbowała opanować sytuację Lindsay.
Zamknij się! – warknęła Sentis wstają z kanapy. – Miałaś ją tylko podpytać o pogrzeb, a nie zwierzać się jej przy herbatce.
Mogłaś sama do niej pójść!
Jeszcze czego!
Severus obserwował kłótnie w milczeniu. Nie miał ochoty się wtrącać, ale nie miał też siły, aby po prostu wyjść z pokoju. Nogi miał odrętwiałe, ręce nieco zesztywniałe, kuło go w boku i przy najmniejszym wysiłku kręciło mu się w głowie. Przez ich krzyki zaczął czuć pulsowanie w skroniach. Chciał dać którejś do zrozumienia, że kłótnia jest bezcelowa, jednak w momencie, w którym otworzył usta wydostało się z nich coś nieco innego od słów. Przechylił się przez podłokietnik kanapy i wyrzucił z siebie treść żołądka na podłogę. Chwilę później zrobiło mu się ciemno przed oczami i przestał cokolwiek słyszeć.
Dalej masz wątpliwości co do mojego planu? – spytała niezbyt uprzejmie Nathalie. Kobieta spojrzała przy tym na biednego Severusa, który przelewał się przez ręce Victorii i Lindsay, choć za wszelką cenę próbowały one przenieść go do sypialni. Mężczyzna wciąż był przytomny, lecz nie koniecznie zdolny do utrzymywania kontaktu z otoczeniem. Wił się i próbował oswobodzić, co trzymającym go kobietom nie było specjalnie na rękę.
Sentis skapitulowała.
Napisz do niej, że będziemy jeszcze dziś w nocy.
Lepiej będzie, jeżeli pójdę od razu do Hogwartu. Przetransportuję się tam siecią Fiuu i wybiorę odpowiednie komnaty.
Jak chcesz. Ale tylko ona ma o nas wiedzieć – zaznaczyła, po czym udała się do sypialni.
Severus już całkowicie odzyskał przytomność, ale zaczął częściej i obficiej wymiotować. Nathalie podtrzymywała go, aby nie spadł z łóżka, a Gryfonka ewakuowała się z pomieszczenia. Mogła znieść bardzo wiele, krew, łzy, rozkład, odór, ale nie wymiociny.
Postawiły go do pionu przy pomocy kilku eliksirów, okładów na klatkę piersiową i kubka ziołowej herbaty. Snape uznał, że już kocie siki smakują lepiej, jednak dosyć szybko odgonił od siebie myśl, w jakich okolicznościach musiał je spożywać.
Dobra, to ja idę nas pakować, Victoria spakuje sprzęt i składniki, a ty podaj mu więcej herbaty, powinno wystarczyć – rzuciła przez ramię Gryfonka wychodząc z pokoju.
Sentis usiadła na łóżku obok Severusa.
Ale chce mi się palić – mruknęła sama do siebie.
Nie podejrzewałbym cię o mugolskie rozrywki.
Jakbyś sam nigdy nie palił.
To było w ramach eksperymentu, więc się nie liczy.
Snape powoli i bardzo niechętnie dopijał herbatę. Starał się nie zerkać na brunetkę, ale strasznie go ciekawiło, jak się zmieniła przez te lata. Jedyne, co zdążył zauważyć, to mnóstwo małych i dużych blizn na ciele i twarzy, których nie starała się nawet ukrywać.
Sam się sobie dziwił, że po tylu latach ją rozpoznał. Po zniknięciu martwił się najwyżej miesiąc, a później przestał o niej myśleć. Może to za sprawą Voldemorta, Dumbledore'a albo śmierci Lily. Nie miał pojęcia. Przez chwilę nawet poczuł się winny, że tak szybko zapomniał o swojej dobrej przyjaciółce z czasów szkolnych. Może i była najbardziej aspołeczną dziewczyną w szkole, ale za to potrafiła przesiedzieć z nim w bibliotece całą noc, dość dobrze znała się na eliksirach, a jeśli chodzi o Czarną Magię, to nie miała sobie równych. Oboje nie byli skorzy do zwierzeń, jednak ona znała jego sytuację rodzinną, a on wiedział, jak wiele przykrości spotykało ją przez wzgląd na nazwisko. Minerva nie dawała jej spokoju, dyrektor traktował jak małe dziecko, a reszta nauczycieli próbowała udawać, że jej rodzice wcale nie siedzą w Azkabanie. Oboje nie mieli łatwego życia.
Przemyślenia przerwał mu nagły skurcz ramion i pleców.
Eliksir rozgrzewający powinien załatwić sprawę – stwierdziła kobieta wyciągając ze stojącej przy łóżku skrzynki odpowiedni słoiczek.
Za długo trzeba czekać na efekty – wycedził przez zaciśnięte z bólu zęby.
Nie, jeżeli się go wciera.
Kilkoma ruchami pozbawiła go czarnego swetra i położyła na brzuchu. Oczywiście opierał się przy tym i narzekał jak małe dziecko, ale Sentis udawała, że go nie słyszy.
Wmawiała też sobie, że robi to wyłącznie ze względów zdrowotnych. Nie miała w tym absolutnie żadnych prywatnych celów, takich jak obejrzenie jego ciała, czy dotknięcie go. Nic z tych rzeczy!
Roztarła intensywnie pachnącą ciecz w dłoniach, po czym położyła je na jego plecy. Zaczęła go masować kolistymi ruchami, na początku powoli i delikatnie, póki nie wyczuła, że jego mięśnie się rozluźniają. Mogła już przestać po kilku chwilach, bo eliksir zdążył w tym czasie zadziałać, ale Severus nie protestował, więc kontynuowała.
Kiedy to się w końcu skończy? – zapytał cicho Snape, a Sentis szybko zabrała dłonie z jego pleców. – Nie o tym mówię.
Kobieta zaśmiała się cicho i ponowiła masaż.
Myślałem raczej o tych ciągłych skurczach, wymiotach, omdleniach, atakach kaszlu, dusznościach i temu podobnych.
Minie jeszcze trochę czasu – odpowiedziała wciąż go masując. Zaczęła rysować palcami wymyślne wzory. – Nie potrafię określić ile, bo to zależy od organizmu. Ale całkiem dobrze sobie radzisz.
Pewnie ożywianie trupów to dla ciebie codzienność.
Bez przesady. Ryzyko jest za duże, żeby traktować to jak kawę do śniadania. Myślę, że do pełnej sprawności wrócisz za koło rok, ale tego typu dolegliwości miną za kilka miesięcy.
Sever jak zwykle tylko mruknął niezadowolony.
Nie marudź! Nie po to wyciągałam cię z piachu, żebyś teraz marudził, że boli cię brzuch.
A po co? – zapytał odwracając się twarzą w jej stronę.
Przekręcił się na plecy, przy okazji ją z nich zrzucając. Usiedli na łóżku naprzeciwko siebie, a ona znów zaczęła drapać kłykcie.
To chyba moja sprawa – mruknęła nawet na niego nie patrząc.
Dotyczy też mnie, więc nie byłbym tego taki pewien.
Zrobiłam co chciałam. Nie musisz mnie z tego rozliczać.
Jednak chciałbym wiedzieć, czy mam dług do spłacenia.
Wolałabym dozgonną wdzięczność. Raczej trudno będzie ci się odwdzięczyć za powrót do żywych. Z tego co wiem pensje w Hogwarcie są raczej marne, Riddle ci nie płacił, a nawet gdyby, to pieniądze za tego typu „przysługę” to słaba rekompensata. Po prostu bądź cierpliwy.
Wyszła z pokoju z przeczuciem, że mimo usilnych starań dała się ponieść emocją i powiedziała o kilka słów za dużo. Niby nic o uczuciach, ale o tych sprawach czyta się raczej między wierszami. Pozostawało jej jedynie mieć nadzieję, że mózg Severusa nie powrócił jeszcze do pełnej sprawności.
Kiedy brunetka pomagała przyjaciółkom w spakowaniu całego bajzlu z powrotem do kufrów, Severus postanowił na nowo poznać swoje mieszkanie, a raczej sypialnię. Próbował przypomnieć sobie wszystkie skrytki, jakie wykombinował w sobie tylko znanym celu. Było ich multum, z czego większość kompletnie nieprzydatna. Ale w tym momencie interesowała go jedna.
Schował w niej najbardziej osobiste rzeczy. Nie chodziło o szczoteczkę do zębów i ulubione majtki, a o zdjęcia. Nie posiadał ich zbyt wiele. Prawie dwadzieścia lat temu dokonał surowej selekcji i zniszczył większość swoich rodzinnych i prywatnych pamiątek. Ograniczył się jedynie do małego albumu, który schował gdzieś w tej sypialni, ale za cholerę nie pamiętał gdzie. Nie chodziło oczywiście o to, że szwankowała mu pamięć. Severus zaraz po schowaniu swoich skarbów rzucił na siebie zaklęcie tłumiące, które nie usuwało z pamięci tego wydarzenia, a jedynie dość mocno je wytłumiało. Przypomnienie sobie tej informacji było możliwe, ale niekoniecznie łatwe.
A czasu miał mało.
Słyszał, jak kobiety ganiały po całym mieszkaniu w poszukiwaniu co ważniejszych rzeczy, ich ciche pokrzykiwania, pytania, prośby, rozkazy, bluzgi. Był strasznie chaotyczne w swoich przedsięwzięciach, co kazało się zastanowić mężczyźnie, jakim cudem nie wstał z martwych jedynie połową ciała.
Myślał. Dużo i intensywnie, nawet jak na niego. Chodził po pokoju, macał ściany, mruczał pod nosem, choć nie było ku temu powodów, bo nigdy nie zrobił skrytki uruchamianej głosem.
Nie poddał się bez walki, ale koniec końców skapitulował po tym, jak po raz trzeci obmacał każdy centymetr pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie schował albumu w jakimś innym pokoju albo go nie wyrzucił. Rozważył wszystkie opcje, jakie przyszły mu do głowy. Nawet te absurdalne, jak przekazanie komuś tych zdjęć.
Pozostawało mu jedynie pogodzić się ze stratą.
Sever! Wstawaj! Spadamy stąd! – zawołała Lindsay.
Kiedy Ślizgon wszedł do salonu czekały tam już na niego trzy kobiety oraz stos kufrów i skrzynek na eliksiry. Sentis pomogła mu założyć płaszcz, po czym wyszli z mieszkania.
Lało jak z cebra, było zimno, ciemno i pochmurno. Severus pomyślał, że bardziej londyńskiej pogody jeszcze nie widział. Udali się do zaułka kilka kamienic dalej.
Jeszcze wczoraj zarówno Snape jak i Gaunt powiedzieliby, że prędzej zdechną, niż wrócą do Hogwartu.
Niech to szlag – mruknęła cicho Ślizgonka, a po chwili w ciemnym i śmierdzącym zaułku zostało po nich tylko dudniące echo cichego trzasku po teleportacji. 

sobota, 2 maja 2015

Rozdział XI

Beta dalej na urlopie.
Dwa rozdziały jednego tygodnia. Wow.
I tak, wiem. Zbezcześciłam Severusa.


Tej nocy Lindsay była zawalona robotą po same uszy. Kierowała pracą Victorii i Nathalie, jednak ta druga nie nadawała się za bardzo do pomocy, bo sama jej potrzebowała. Na czas rytuału jakoś zebrała się w sobie, ale po jego skończeniu kompletnie się rozsypała. Powróciła gorączka, dreszcze, pojawiły się wymioty i skurcze mięśni. Pociła się i gorączkowała tak mocno, że kobiety wsadziły ją do wanny z zimną wodą, a same rozpoczęły czynności pielęgnacyjne na Severusie.
Ułożyły go na łóżku w sypialni. Leżał na poduszkach, kołdrach i kocach, aby jego ciało przyjęło nieco inny układ, niż wtedy, kiedy przez kilka miesięcy leżał w trumnie. Kończyny miał lekko uniesione, aby krew spływała i koncentrowała się w klatce piersiowej. Najważniejsze tej nocy było utrzymanie jego czynności życiowych.
Nie było nawet mowy o tym, żeby zasnął. Stare porzekadło głosiło, że człowiek wyśpi się po śmierci. Severus zazwyczaj, delikatnie mówiąc, nie zgadzał się z mądrościami ludowymi, ale teraz nie miał wyjścia. Był cholernie zmęczony, dalej nie odzyskał kontroli nad swoim ciałem, więc leżał w milczeniu i czekał na cud. O to zaś starały się dwie kobiety, które wlewały, wcierały, rzucały zaklęcia i co tam jeszcze można zrobić, aby zdenerwować Mistrza Eliksirów.
Sam dałbym sobie radę! Bawią się ze mną, jak z dzieckiem. Dam sobie rękę uciąć, że ta blondynka nawet nie wie, czym mnie faszeruję. Pewnie od tego umrę. Znowu! Może mnie uzdrowiły, ale to nie powód, żeby panoszyć się po moim domu i ciele. Kim one w ogóle są?!
Severus podburzał się w myślach przez całą noc. Okropne samopoczucie nie przeszkadzało mu w tym, aby złorzeczyć na kobiety, które pomagały mu bez jego zgody. Niby je kojarzył, ale to dalej obcy dla niego ludzie ingerowali w jego zdrowie i życie. Czuł, że musi zacząć działać. Starał się napinać i rozkurczać mięśnie rąk, co na początku mu się nie udawało, ale nad ranem był w stanie powoli i nieznacznie poruszać palcami u rąk i nóg. Uznał to za marny sukces.
* * *
Sentis obudziła się przez hałas garnków w kuchni i przekleństwa Nathalie, która próbowała zrobić sobie coś do jedzenia.
Kawy? – zapytała Puchonka, kiedy brunetka stanęła na progu pomieszczenia.
Całe wiadro poproszę.
Usiadła na krzesełku tuż przy ścianie, a kubek trzymała na kolanach, gdyż stół był delikatnie mówiąc brudny, żeby nie powiedzieć upieprzony. Leżały na nim bandaże, puste fiolki, słoiki, probówki,sztućce, brudna pościel, ścierki, gąbki, miski i dużo, dużo innych dziwnych rzeczy.
Ślizgonka czuła się jak na ogromnym kacu. Wszystko ją bolało, słyszała nawet oddech Nathalie, choć ta była spokojna i popijała poranną kawę stojąc na drugim końcu kuchni. Sentis zaś nie mogła nic przełknąć, bo żołądek odmówił jej chwilowo posłuszeństwa, więc jedynie wąchała swój napój. Pomagało, aczkolwiek niewiele.
Cudownie was widzieć takie wypoczęte i szczęśliwe! – zawołała z zachwytem wchodząca do pomieszczenia Gryfonka. Miała nieco rozbiegane oczy, bo musiała się wspomagać Eliksirem Bezsenności, ale umysł wciąż miała trzeźwy. – Severus ma się całkiem dobrze. Oddycha, rozumie, co się do niego mówi. Jego skóra jeszcze nie zregenerowała się całkowicie, więc jest kompletnie niewrażliwy na dotyk, mięśnie też nie działają jak należy, więc skończyło się to dosyć... śmierdząco.
Chcesz powiedzieć, że na stole leży osrane prześcieradło?!
Wszystkie podniosły się z miejsc, a po chwili wraz z kawą przeniosły się do salonu, gdzie na kanapie wylegiwała się Victoria.
Wszystko ze stołu, łącznie z nim samym, jest do wyrzucenia, a Victorii nie chciało się iść do kosza na śmieci. Zredukowałam zapach zaklęciem i to tyle. Nie wiem, o co tyle krzyku.
A mówią, że Gryfonki są takie porządne... – skwitowała to krótko Nathalie.
Do rzeczy! Pomimo małego wypadku, o którym sam zainteresowany póki co nie wie, Severus ma się dobrze i myślę, że jutro będziemy mogły zająć się przywracaniem sprawności płuc, a później, w zależności od wyników, wątroby, żołądka, jelit i całej reszty. Jeżeli dalej będzie sobie tak dobrze radził, to do świąt powinien stanąć na nogi.
Próbowałaś rozmawiać z nim poprzez legilimencję? – zapytała Nathalie, pochłaniając resztę jajecznicy, którą naprędce sobie upichciła. Kobieta wyglądała już całkiem dobrze, jej małe załamanie zdradzały jedynie sine wory pod oczami i kilka siniaków na ramionach, których nabawiła się podczas siedzenia w wannie, kiedy to trzęsła się tak bardzo, że obijała się o ścianki.
Myślę, że nie ja powinnam to zrobić.
Sentis poczuła na sobie ich wzrok.
Nie ma mowy.
No chyba żartujesz! Nie po to czyściłam go z gówna, żebyś się teraz na niego obrażała z powodu jakiegoś durnego pytania! Nawet nie masz pewności, czy on wymyślił ten śmieszny system zabezpieczeń. Weź się w garść do cholery! – krzyknęła na nią Victoria, która przy każdym słowie uderzała ręką w stolik do kawy.
Nie twój zasrany interes!
Właśnie, że mój! Włożyłam w to mnóstwo czasu, energii i pieniędzy, o mało nie zdechłam w Azkabanie, dałam się macać jakiemuś oblechowi tylko po to, żeby zdobyć kilka składników, a ty się na niego obrażasz, bo odpowiedzią na pytanie jakiegoś durnego kamienia była Evans, a nie ty! Dwadzieścia lat srałaś z żalu za nim, a teraz ci się odwidziało?!
Wzór moralny i przykład wszelkich cnót się odezwał! Od kiedy to nie mogę mieć choćby chwili zwątpienia, co?
Od zawsze? – zapytała ironicznie. – Sama udowadniałaś nam, że zwątpienie, kompleksy, smutki, żale i tym podobne należy niwelować, bo...
Bo przeszkadzają w pracy! A jakbyś nie zauważyła, nasza praca nareszcie dobiegła końca i teraz będę się martwić, smucić i płakać ile mi się podoba!
Czyli nie pójdziesz do niego? – Victoria miała ochotę ją ogłuszyć i zaciągnąć za nogi do sypialni Severusa. W jakimś stopniu ją rozumiała, ale z drugiej strony Sentis przekreśliła dwadzieścia lat tęsknoty przez litery wyryte na kamieniu.
Myślę, że i tak powinnyśmy zaczekać z wdzieraniem się w jego myśli. Może od tego postradać zmysły albo dostać zawału. Jutro rano czeka go kuracja oczyszczająca, a po południu regenerująca, więc dopiero wieczorem będziemy mogły zacząć działać w tym zakresie. I jeśli ty tego nie zrobisz – wskazała palcem na Ślizgonkę – to cię wyręczę, ale nie licz na to, że będę za ciebie rozwiązywać sprawy sercowe.
Lindsay wyszła z salonu. Zaczęła sprzątać kuchnię, a zaczęła od nieszczęsnego stołu. Na pomoc ruszyła jej Nathalie. Pozostałe dwie kobiety też nie zamierzały siedzieć bezczynnie, toteż wzięły się za porządkowanie salonu i łazienki. Wolały pracować, niż ze sobą rozmawiać.
* * *
Severus był na granicy wytrzymałości. Wszystko go bolało, chciało mu się pić, swędziała go stopa, a tamte wiedźmy zamiast mu pomóc, kłóciły się o jakieś kamyki. Wydzierały się na siebie tak głośno, że pewnie sąsiedzi już zadzwonili na policję. Niech je szlag!
Próbował ustalić, jak długo był martwy. W normalnej sytuacji pewnie sprawdziłby datę w „Proroku” lub w ostateczności zapytał kogoś (byle nie którąś z nich!), ale nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa. Czuł się podle. Nawet nie wiedział, jak ta cała wojna się skończyła. Potter pokonał Voldemorta czy Czarny Pan włada teraz światem czarodziei? Co z Hogwartem? Czy Potter odczytał jego wspomnienia, które mu przekazał? To ostatnie było głupie. Mógł mu tylko pokazać część z Dumbledorem, a nie rozwodzić się nad jego matką. To było dawno temu i powinien o tym zapomnieć. Poczucie winy związane z jej śmiercią nie było dla niego żadnym problemem, bo na nie zasłużył, ale ten sentyment powinien odrzucić już lata temu. Pałanie emocjami względem nieżyjącej od lat kobiety to chory wymysł, który tylko przeszkadzał mu w pracy. Gdyby nie ta... słabość, troska o gówniarza nie wchodziłaby w grę, a co za tym idzie, rozpracowałby Voldemorta już wieki temu.
A może wojna wcale się nie skończyła? Może ten popapraniec kazał go ożywić i teraz będzie go torturował za zdradę?
Jego przemyślenia przerwała blondynka. Sprawdziła, czy w wszystko z nim w porządku, napoiła go, poprawiła poduszki i wyszła. Była zestresowana i z jakiegoś powodu nie odezwała się nawet słowem. Wcześniej chociaż mruczała coś pod nosem.
Tej nocy zasnął na kilka godzin. Nie był to przyjemny odpoczynek, bo obudził się z ogromnym bólem w klatce piersiowej. Okazało się wtedy, że jego struny głosowe zaczęły zdrowieć, bo z gardła wydobył się rozdzierający wrzask.
* * *
Coś ty mu zrobiła?! – krzyczała na blondynkę Nathalie, która próbowała jakoś pomóc Severusowi, ale nie wiedziała nawet co mu jest.
Przecież ci mówię, że nic! Pewnie to płuca samoistnie zaczęły działać i teraz nasza magia tłumi jego odruchy bezwarunkowe.
A jak się usuwa nasze zaklęcia wspomagające?
Skąd mam to wiedzieć?! Ja jestem od opieki i podawania leków, a zaklęcie rzucała Victoria.
To zawołaj ją!
Wyszła na zakupy ponad godzinę temu.
Żeby ją... To wołaj Sentis!
Sama ją sobie wołaj!
Severus cierpiał coraz bardziej. Krzyczał i rzucał się na łóżku, nie mógł złapać oddechu i trwało to dłuższą chwilę, póki brunetka nie poszła po pomoc.
Sentis początkowo bardzo się opierała. Nie była jeszcze gotowa, aby stanąć twarzą w twarz z przytomnym Snape'em, a przynajmniej tak jej się wydawało. Najpierw zrugała Nathalie, że ta nie przestudiowała dokładniej zaklęć wchodzących w skład rytuału. Reprymenda pewnie trwała by dłużej, gdyby nie to, że Severus był bliski powrotu na tamten świat.
Kiedy obie wpadły do sypialni, Lindsay właśnie próbowała przytrzymać mężczyznę na łóżku. Trząsł się i rzucał tak mocno, że mógł sobie coś przez to połamać. Puchonka pomogła koleżance, a w tym czasie Sentis zaczęła rzucać zaklęcie.
Inkantacja nie była zbyt długa, jednak wymagała dużo skupienia. Po zaledwie minucie było już po wszystkim.
Severus opadł na łóżko z wyraźną ulgą. Oddychał bardzo głęboko i rozglądał się po pokoju. W końcu mógł się poruszać, więc postanowił przyjrzeć się uważniej kobietom, choć on wolał myśleć o nich jako o oprawcach.
Blondynkę widywał najczęściej, bo to ona podawała mu leki i sprawdzała co kilka godzin czy żyje. Ta o ciemniejszej karnacji wydawała mu się być bardzo zdystansowana wobec niego, jakby nie chciała przebywać z nim w tym samym pokoju. Najbliżej niego stała brunetka.
Znam cię – wycharczał bardzo niewyraźnie. Uniósł się na łokciach, żeby lepiej ją widzieć.
Brązowe włosy, zielone oczy, jasna cera z kilkoma bliznami po cięciach i przyjętych na twarz klątwach, wystające kości policzkowe, niezbyt duże usta, smukłe, wysokie ciało. Wiele kobiet dałoby się opisać w ten sposób, ale tylko jedna z taką zaciętością pocierała mały palec u lewej dłoni i drapała kłykcie.
Sentis... Sentis Gaunt – powiedział już bardziej pewnie i wyraźnie. Oddech mu się uspokoił, a ból całkowicie ustał. – Co się z tobą wtedy stało? Zniknęłaś bez słowa i nikt nie chciał mi nic powiedzieć.
Bo nikt nic nie wiedział – odpowiedziała. Dłonie trzęsły się jej niczym przy ataku padaczki, a próby ukrycia tego faktu spełzły na niczym.
Przysiadła na boku łóżka.
Severus nie przestawał się jej przyglądać, a ona wciąż bała spojrzeć mu w oczy. Nie chciała czuć rozczarowania swoimi zawyżonymi oczekiwaniami i nie chodziło tu o wygląd, a o uczucia. Snape może i był zimnokrwistym draniem, ale jeśli dobrze się go znało, to z jego twarzy dało się czytać jak z otwartej księgi. Nie chciała zobaczyć „przyjaźni”. Po prostu na razie wolała nie patrzeć.
Dosyć dobrze to zaplanowałam, więc nawet dyrektor nie wiedział co się ze mną stało. Znalazłam coś ciekawszego do roboty, niż siedzenie w Hogwarcie i czekanie na egzaminy, więc postanowiłam skorzystać, ale to długa historia.
Dlaczego nie dałaś znaku życia? – zapytał, jakby część o nagłym zniknięciu w ogóle go nie interesowała.
Sentis próbowała szukać pomocy w odpowiedzi na to pytanie u koleżanek, ale one ulotniły się z pokoju już jakiś czas temu.
Poczta nie wchodziła w grę, a poza tym to było dosyć ryzykowne i mógłbyś być w niebezpieczeństwie.
Jeszcze większym niż wtedy?
Mężczyzna może i był martwy przez kilka miesięcy, ale nie stracił nawet odrobiny pewności siebie, nie mówiąc już o ciętym języku.
Możesz mi nie uwierzyć, ale jeszcze miesiąc temu nie wiedziałam, że dzieją się tu takie rzeczy.
A jak... jak to się... skończyło? – Próbował udawać obojętny ton.
Lepiej będzie, jak Lucjusz ci o tym opowie.
Wstała z łóżka i bez słowa podała mu fiolkę z fioletowym płynem, po czym wyszła z pokoju.
Rozpoznał mnie.

Stała tuż za drzwiami i zasłaniała usta rękawem. Nie chciała, żeby ktokolwiek słyszał jej szloch, którego nie mogła opanować przez dłuższą chwilę. Później jak gdyby nigdy nic poszła do kuchni udając, że nic się nie stało. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział X

Beta dalej na urlopie, więc uprasza się o nie bicie autorki. 



 – Victoria, do ciężkiej cholery, po co ty się malujesz?! Idziemy ożywiać trupa, a nie szukać sponsora! – krzyczała stojąca w korytarzu Nathalie. – Pospiesz się!
Krukonka zgarnęła z salonu swój podręczny kufer i niemal biegiem udała się do swojej zirytowanej przyjaciółki. W pośpiechu wiązała porządne, militarne buty, które nijak nie pasowały jej do zwiewnej, długiej sukienki. W tym czasie Lindsay stała przy komodzie z listą w ręku i sprawdzała, czy zapakowała do swojej torby wszystkie potrzebne rzeczy. Mruczała cicho pod nosem i wyglądała, jakby była w transie.
Chyba mamy za mało esencji z krwi węża morskiego – wycharczała Sentis stojąca na progu kuchni. Wyglądała jak obłąkana. Rozczochrane włosy i wymięta szata upodobniały ją do Bellatrix, skąd można wydedukować, że nie prezentowała się najlepiej.
A tej to by się przydał makijaż. – Gryfonka podniosła wzrok znad listy, ale po chwili powróciła po swojego zajęcia.
Jaki makijaż? Nie będę paradować po ulicy.
Tylko po cmentarzu – dokończyła Victoria.
Tam nie ma żadnego cmentarza – sprostowała Nathalie. – To dość... oryginalne miejsce, nawet jak na Severusa.
Nie rozumiem, czemu nie dał się pochować w jakimś normalnym, łatwo dostępnym miejscu, tylko na jakimś wygwizdowie. Aż takim samotnikiem to chyba nie był – narzekała Victoria.
Przecież już wam tłumaczyłam – zniecierpliwiła się Puchonka. – Nie chciał bohaterskiego pogrzebu, a domyślał się, że chcieliby mu tak urządzić. Szczególnie Potter. Pragnął, żeby chociaż po śmierci wszyscy dali mu święty spokój, więc o miejscu jego pochówku nie wie nikt. Na pogrzebie była tylko Minerva i grabarz, a po uroczystości Granger obojgu wyczyściła pamięć.
Kto to Granger? – spytała Victoria, jednak nie doczekała się odpowiedzi, a jedynie gromiących ją spojrzeń.
Długo tego spokoju nie zaznał – stwierdziła Sentis narzucając płaszcz.
Kobiety wyszły z mieszkania. Każda z nich niosła torbę lub kuferek, w których znajdowały się niezbędne składniki i eliksiry potrzebne do wykonania Eliksiru Wskrzeszenia. Wydawało im się, że są przygotowane na każdą ewentualność.
Dopiero zmierzchało, więc światła w niektórych domach jeszcze nie pogasły. Sentis zdawała się tym nie przejmować. Jej przyjaciółki zerkały nerwowo w stronę jednej konkretnej kamienicy, jakby z jej drzwi miała wyskoczyć co najmniej akromantula.
Myślę, że niepotrzebnie idziemy przez całą ulicę. Równie dobrze mogłybyśmy deportować się z zaułka między kamienicami. – Victoria wciąż obracała się nerwowo. Wyobraziła sobie Panią Mops z różowym szlafroczku, która biegnie za nimi z tłuczkiem do ziemniaków i grozi mocnym laniem.
Dziwnie by to wyglądało, gdybyśmy tam weszły i nie wychodziły przez całą noc, a później jak gdyby nigdy nic znalazły się w mieszkaniu. Mugole wbrew pozorom nie są aż tacy głupi – wyjaśniła spokojnie Lindsay. Była aż nadto opanowana, przynajmniej jak na nią w takich sytuacjach.
Pani Mops nie będzie nas już więcej niepokoić, więc możecie czuć się bezpiecznie – zapewniła Sentis.
Skąd ta pewność?
Po prostu mam takie przeczucie.
Dziewczynom to wystarczyło.
Kiedy już znalazły się poza terenami zamieszkałymi przez mugoli, czyli w obecnie pustym, małym parku, Nathalie wyciągnęła z torby rolkę wymiętego pergaminu. Była to odręcznie narysowana, prowizoryczna mapa. Przedstawiała nienazwaną, małą dolinę znajdującą się, według opisu mapy, w południowych lasach Szkocji. Kobiety przyłożyły różdżki do papieru, a po chwili, za sprawą rozszerzonej magii deportacyjnej połączonej z ideą nielubianych przez nie świstoklików, przeniosły się w widoczne na szkicu miejsce.
Mała polanka leżąca w bardzo głębokiej dolinie, odgrodzona od wiatru i wzroku niepożądanych osób wyglądała bardzo sielsko, ale przy tym też groźnie i imponująco. Na jej środku znajdował się stos kamieni o wielkości ludzkiej czaszki. Była pełnia, więc nie potrzebowały oświetlać sobie drogi za pomocą różdżek. Kobiety zatrzymały się kilka metrów od centrum, odłożyły bagaże i zdjęły płaszcze. Nathalie zakasała rękawy, po czym dotknęła mapę końcem swojej różdżki. Na pergaminie zaczęły pojawiać się nowe linie.
Z tego co udało mi się złożyć z zrekonstruowanych elementów pamięci grabarza dowiedziałam się, że grób jest pod tą kupką kamieni. W promieniu dwóch metrów od niej działa bariera antywłamaniowa, a w promieniu metra któreś z Zaklęć Niewybaczalnych, nie jestem w stanie określić, które dokładnie. Gdzieś jest tu obejście tych zabezpieczeń, ale facet zemdlał i nie byłam w stanie dalej gmerać mu w pamięci. Jak tu jest gorąco – mruknęła na końcu Puchonka. – Jakieś pomysły?
Zróbmy podkop! – zakrzyknęła Victoria.
Mózg sobie podkop. Proponuję pokręcić się trochę po terenie. Mamy jeszcze trochę czasu, więc może coś znajdziemy.
A jak nic nie znajdziemy?
To będziemy łamać bariery i rzucać klątwy, ale to w ostateczności.
Zaczęły się przechadzać. Miały jeszcze kilka godzin do północy, a półprodukty do eliksiru były już gotowe, więc postanowiły spróbować. Nathalie co chwilę sprawdzała sobie tętno, trzęsła się i pociła, toteż zajęła się doprowadzaniem swojego ciała do stanu używalności, a dziewczynom zostawiła bawienie się w detektywa. Victoria stąpała drobnymi kroczkami i uważnie przyglądała się wszelkim nierównościom, pojedynczym kamyczkom i wszelkim tego typu drobiazgom. W rzeczywistości jednak bardziej zajęta była powtarzaniem sobie w głowie inkantacji, niż doszukiwaniem się poszlak. Sentis natomiast wciąż zadręczała się pytaniami, na które nie była w stanie sobie odpowiedzieć. Nikt żywy nie był w stanie. Przynajmniej nikt obecnie żywy.
Lindsay jako jedyna skupiła się na zadaniu. Weszła nieco wyżej na wzniesienie, żeby zobaczyć całą dolinę z góry. Wiatr wiał tam zdecydowanie mocniej, aż trudno było jej zachować równowagę. Uważnie przyjrzała się wszystkim elementom, po czym zbiegła na dół do przyjaciółek.
Tu jest wzór! – krzyczała wciąż jeszcze biegnąc na dół.
Jaki wzór? – Nathalie oddychała już spokojniej. Trzymała w dłoniach rozłożoną mapę i porównywała ją z tym, co obecnie widziała.
Te porozrzucane wokół kamienie tworzą konkretny kształt. Najprawdopodobniej trzeba przejść to nich w odpowiedniej kolejności i bariery opadną.
Ale jaki to kształt? I gdzie się zaczyna? – zapytała już bardziej rzeczowo Puchonka.
Lindsay podeszła to jednego z kamieni.
Najprawdopodobniej tu. Później trzeba pójść to tego nieco wyżej, a dalej już wężykiem w dół. Przypomina to koślawą literę „S”.
Sama jesteś koślawa – mruknęła pod nosem Sentis, po czym podeszła do wskazanego przez przyjaciółkę kamienia. – I co teraz?
Może dotknij go różdżką, czy coś. Nie wiem, nie znam się na zabezpieczeniach. Spróbuj czegokolwiek.
Ślizgonka podążyła za sugestiami, a kiedy dotknęła kamienia, pojawił się na nim napis „NARODZINY”.
Coś czuję, że bardziej będzie to przypominać konkurs wiedzy niż łamanie bariery magicznej – stwierdziła Nathalie. – Chyba musisz powiedzieć, gdzie i kiedy urodził się Sever.
Łatwizna – prychnęła Sentis. – Dziewiąty stycznia tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt, Londyn.
Skała zaczęła pulsować jasnozielonym światłem. Kobieta podeszła do kolejnego kamienia. „RODZICE”.
Eileen Prince i  Tobiasz Snape. Ile jeszcze jest tych skałek?
Jeszcze siedem. Nie marudź, tylko odpowiadaj! – zakrzyknęła Nathalie, po której już nie było widać ani odrobiny złego samopoczucia. Rozwiązywanie zagadek dobrze na nią działało.
Kolejne pytania również były banalne. „DOM” - Slytherin, „HOBBY” – eliksiry, „RÓŻDŻKA”- buk, włos jednorożca, 13,5 cala.
KLUB”
Jaki klub? – spytała Victoria. – W Hogwarcie było jakieś miejsce schadzek?
Chciałabyś. To było koło wzajemnej adoracji, ale tylko dla kujonów – wytłumaczyła Sentis. – Nic dziwnego, że o nim nie wiesz. Klub Ślimaka.
Następna skała pojaśniała. „KSIĄŻKA” - Tajemnice Najczarniejszej Magii, „ZAKLĘCIE” - Sectumsempra i ostatnie „MIŁOŚĆ”.
Ups... – wyrwało się Lindsay.
Dziewczyny zmarszczyły brwi. Wiedziały, że odpowiedź na to pytanie może być bardzo satysfakcjonująca dla ich przyjaciółki lub niemal miażdżąca. Sentis albo Lily. Prawda albo fałsz. Slytherin albo Gryfindor.
To chyba jakiś żart – syknęła bliska płaczu Ślizgonka.
Jestem prawie pewna, że to on układał te pytania. Musisz pomyśleć, tak jak on w tamtym momencie.
Zajebiście mi pomogłaś!
Milczały i patrzyły na nią w napięciu, a ona myślała.
Udawał przede mną, czy przed nią? Czy kłamał tym wszystkim ludziom, w tym dyrektorowi i Potterowi? Co ja mam do cholery zrobić?! Stoję dwa kroki od stosu tych pieprzonych kamieni i jeśli udzielę złej odpowiedzi, to najprawdopodobniej pieprznie mnie Adava.
Nie chcę nic mówić, ale stoi...
To się zamknij – przerwała Krukonce Sentis. – Żeby cię szlag jasny trafił Sever! Zawsze robisz mi pod górkę! Zawsze! Po ożywieniu masz ode mnie w pysk! Nienawidzę cię! Lily Evans!
Kamień pojaśniał.
O kurwa... - wyrwało się Lindsay, jednak już bardziej dosadnie.
Ze stosu powoli znikały kamienie, a kiedy zdematerializował się ostatni, dziewczynom ukazała się jedynie duża i głęboka dziura w ziemi. Po chwili wystrzelił z niej słup białego światła, żeby zaraz zgasnąć. Był jednak na tyle silny, że oślepił dziewczyny na kilka sekund. Kiedy już odzyskały wzrok, w miejscu otworu stała wysoka na ponad dwa metry, czarna, rzeźbiona w różne wzory kolumna. Jego trumna.
Ja nie chcę się wymądrzać, ale ożywianie faceta, który cię nie kocha to chyba nie najlepszy pomysł – wyszeptała szybko Victoria, jakby bała się, że zaraz oberwie.
A ja myślę, że to nie twoja sprawa i zamknij gębę – ucięła szybko Ślizgonka. Serce biło jej tak mocno i tak szybko, że słyszały to nawet stojące obok przyjaciółki.
Była wściekła, zrozpaczona i pełna lęku jednocześnie. Pomimo tego, że nie darzył jej miłością, to chciała go skutecznie ożywić, a w stanie tak wielkiego wzburzenia stawało się to coraz mniej prawdopodobne. Mogła go zabić jeszcze bardziej niż jest martwy teraz. Po źle przeprowadzonym ożywianiu nie ma już żadnych szans. Nie ma magii czarniejszej i skuteczniejszej od tej, którą zaraz miały zacząć praktykować.
Podajcie mi jakiś słaby eliksir uspokajający i zaczynajmy.
Sentis opróżniła niewielką fiolkę z szarawym płynem, a po kilku chwilach jej serce uspokoiło się, lecz nie poczuła otępienia, jak to miało miejsce po spożyciu standardowego eliksiru tego typu. Zaczęła myśleć bardziej racjonalnie i aspekty moralne oraz emocjonalne na ten moment przestały mieć dla niej znaczenie.
Podeszła do sarkofagu, a kiedy go dotknęła, ten zmienił swoje położenie z wertykalnego na horyzontalny i otworzył się.
Severus wyglądał niemal tak, jak go sobie wyobrażała. Blada, niemal zielona skóra, haczykowaty nos, gęste rzęsy i brwi, wąskie usta, mnóstwo zmarszczek na czole, za to ani jednej w okolicy ust. Został pochowany w szacie mistrzowskiej, czyli w czarnym garniturze, zapinanym na guziki kaftanie w kolorze zależnym od dziedziny, w której osiągnął mistrzostwo, czyli w tym wypadku ciemnofioletowej, oraz długiej szacie wierzchniej z szerokimi rękawami. Leżał ze splecionymi na klatce piersiowej dłońmi, a które włożono jego różdżkę. Przy jego nogach leżały wszystkie opublikowane przez niego książki, jakiś medal i koperta wypchana listami, zapewne uczniowie chcieli w ten sposób oddać mu cześć.
Rozstawcie sprzęt, niech któraś rozpali ogień pod największym kociołkiem. Miejcie wszystko pod ręką, a ty Victorio przeczytaj jeszcze raz inkantacje. Ja zacznę warzyć miksturę, ale skończy ją Nathalie. Lindsay przytrzyma barierę nad całą doliną i zajmie się Severusem po całej akcji. Wszystko jasne? To do roboty.
Przygotowania zajęły ponad godzinę, ale im wydawało się, jakby minęło pięć minut. Spieszyły się, ale uważały, żeby niczego nie przeoczyć, o niczym nie zapomnieć. Chciały mieć wszystko doskonale zorganizowane i chyba im się udało. Długie godziny, a właściwie dni przygotowań nie poszły na marne.
Kiedy nadeszła północ, przystąpiły do działania.
Lindsay stanęła przy dolnej części trumny, Sentis i Nathalie przy jednym boku, a Victora naprzeciwko, gdyż w ten sposób nie przeszkadzały sobie wzajemnie przy pracy.
Na ustalony znak siwowłosa zaczęła wypowiadać słowa inkantacji. Robiła to powoli i bardzo wyraźnie, zataczając różdżką finezyjne okręgi nad twarzą Severusa. Sentis w odpowiednich momentach dorzucała do kociołka coraz to nowe składniki, w drugim kotle podgrzewała smolistą ciecz, tuż obok Puchonka mieszała kilka innych eliksirów w jedną całość. Wszystko było dużo bardziej skomplikowane, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Pozorny spokój skrywał skupienie i nerwowe ruchy, które mimo wszystko, musiały być płynne i precyzyjne.
Twarz Severusa zaczynała nabierać czerwono-sinego koloru. Rytuał dobiegał końca.
Sentis wrzuciła do czerwonej cieczy garść włosów testrala, a kociołek zajął się ogniem. W tym samym momencie Victoria skończyła wypowiadanie inkantacji. Wszystko zostało idealnie zgrane w czasie. Ślizgonka wyjęła różdżkę. Ciesz wypłynęła z kociołka i kilkoma strumieniami popłynęła w stronę Severusa, po czym wdarła się do jego ciała przez nos, uszy i klatkę piersiową, gdzie miała pozostać mu blizna. Zwłoki poczerwieniały. Splecione ręce opadły wzdłuż ciała, a różdżka upadła na trawę. Severus zaczął się trząść, a Victoria rozpoczęła rzucanie zaklęcia. Połączyła ze sobą aurę Snape'a i Gaunt, przez co jej moc mogła przeniknąć do ciała mężczyzny. Był to najniebezpieczniejszy element całego rytuału.
Czuła, jak jej ciało słabnie. Nikt nie mógł oszacować, jak dużo mocy będzie potrzebne, aby pobudzić mózg i serce Severusa do ponownego życia. Możliwe, że wyciągnie z niej wszystko, co do kropli. Była coraz bardziej senna. Nathalie stała zaraz za nią, żeby w razie potrzeby uchronić ją przed upadkiem.
Ciałem Severusa poruszył mocny wstrząs rozpoczynający się od klatki piersiowej. Po chwili kolejny. Drgawki stawały się coraz mocniejsze.
Otworzył oczy.
Drgawki ustały.
Przepływ energii ustał, a Lindsay schowała różdżkę, po czym podeszła do trumny.
Sprawdziła mu tętno, obejrzała źrenice, dłonie. Rozpięła koszulę, na co zareagował niezgrabnymi ruchami rąk i cichym chrypieniem. Wszystko było w stanie jak najbardziej poprawnym.
Jego twarz odzyskała powoli swoją naturalną bladość. Nie był w stanie wydusić z siebie nawet jednej sylaby, ciało było mu posłuszne tylko w niewielkim stopniu. Czuł pieczenie w gardle, dudnienie w głowie i tępy ból w okolicach klatki piersiowej. Nie wiedział, co się przed chwilą stało. Pamiętał jedynie tego przeklętego węża i Pottera. Później tylko ciemność. Po głowie błądziło mu echo wypowiadanych niczym mantra słów w nieznanym mu języku.
Nachylały się nad nim trzy kobiety, które skądś kojarzył, ale nie był w stanie sobie przypomnieć, jak się nazywają. Wielu rzeczy nie mógł sobie teraz przypomnieć.
Blondynka podała mu jakąś miksturę do wypicia, której nie był w stanie sam przełknąć, więc musiała pomóc mu magią. Wszystkie trzy nacierały to różnymi specyfikami, a on chciał tylko wstać. Próbował podnieść się, jednak bardziej przypominało to wicie się dżdżownicy, niż ruchy zdrowego człowieka.
Czyżbym trafił do piekła?
Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Witamy wśród żywych, Sever – powiedziała blondynka.

Sentis stała kilka kroków dalej, poza zasięgiem jego wzroku. Była osłabiona, ale nie tak, jak się tego spodziewała. Nie potrafiła teraz do niego podejść. Wszystko wirowało jej przed oczami. Usłyszała tylko słowa Lindsay, a chwilę później zemdlała. 

poniedziałek, 20 października 2014

II

Lucjuszu, bardzo pomogłeś nam w ciągu ostatnich dni i jesteśmy ci za to dozgonnie wdzięczne, jednak czas już, żebyśmy zaczęły działać we własnym zakresie. Nie martw się, będziemy cię odwiedzać... - żegnała się z blondynem Sentis.
Mam taką nadzieję – westchnął, po czym przytulił dziewczynę. Tak samo uczyniła Narcyza.
Po krótkim, lecz ckliwym, pożegnaniu dziewczyna dołączyła do swoich koleżanek, które stały przy bramie. Malfoyowie machali im z werandy.
Każda z kobiet stała przy swoim kufrze, a żaden z nich nie należał do najmniejszych. Pomimo znajomości i zastosowania zaklęcia zmniejszającego, nie były w stanie pomieścić swoich rzeczy w standardowym, według innych czarodziejów, kufrze. Każda skrzynia swoim gabarytem przypominała komodę. Rzucono też na nie zaklęcia: zmniejszające, segregujące, antywłamaniowe oraz maskujące, które działało jedynie na wybrane przez nie przedmioty.
Dokąd my tak właściwie teraz idziemy? – zapytała siedząca na swoim kufrze Victoria. Dziewczyna co chwila poprawiała kołnierzyk płaszcza, który wciąż opadał.
Zwariuję z nią… – mruknęła Nathalie. – Całą noc o tym rozmawiałyśmy – dodała głośniej. – Coś ty wtedy robiła?
Nie wiem… Może to, co robi każdy normalny człowiek o tej porze? Spałam! Najzwyczajniej na świecie spałam! Chyba mi się należało po kilku tygodniach na Eliksirze Bezsenności – Victoria dała się sprowokować.
Przyjmowałaś go jedynie przez pięć dni, a przeżywasz, jakbyś nie spała całe życie...
Ja przeżywam? Nie denerwuj mnie lepiej…
Bo co? – przerwała Krukonce Nathalie. – Pobijesz mnie, wyrwiesz włosy czy zaczniesz nawiedzać w snach?
To tylko namiastka moich możliwości – syknęła Victoria, podnosząc się z kufra.
Lindsay i Sentis ze znudzeniem obserwowały narastający konflikt wiedziały, że to nic poważnego i wszystko prędzej czy później rozejdzie się po kościach. Zawsze tak było. Kłótnie w tym wąskim gronie zdarzały się nader często, jednak działały oczyszczająco na ogólną atmosferę. Przynajmniej do tej pory.
Gdy sprzeczka urosła do rangi: „Jak się nie zamkniesz, to wyrwę ci flaki”. Strona bierna musiała zareagować.
Uspokójcie się, do cholery jasnej! Malfoyowie na nas patrzą, więc bądźcie grzeczne, bo nas więcej do siebie nie wpuszczą - wtrąciła się Sentis. - Najpierw aportujemy się do mieszkania, a później pójdziemy do banku Gringotta - wyjaśniła, gdy kobiety ucichły. 
Victoria ponownie usiadła na swoim kufrze. Sapała wściekle, wciąż poprawiając kołnierzyk płaszcza.
Do czyjego znowu mieszkania? – zapytała dużo głośniej, niż powinna.
Severusa!
Przecież Severus nie żyje!
Wiem, idiotko! – krzyknęła Sentis. Nie zauważyła nawet, kiedy sięgnęła po różdżkę. – Nie musisz mi o tym przypominać! Tak się składa, że mieszkanie nie umiera razem z człowiekiem, więc możemy się tam zatrzymać na trochę. Dopracujemy plan działania, zbierzemy potrzebne środki i przystąpimy do akcji. Wszystko jasne? – wycedziła przez zęby ostatnie zdanie, wciąż patrząc na kłócące się przed chwilą kobiety, które nic nie odpowiedziały, tylko twierdząco pokiwały głowami.
Sentis wzięła głęboki wdech, po czym jedną rękę położyła na kufrze, a drugą wyciągnęła w stronę koleżanek, które zrobiły to samo. Ich dłonie złączyły się, Ślizgonka zamknęła oczy i wyszeptała:
Spinner's End.
Wszystkie poczuły znane szarpnięcie w okolicy brzucha, szum w głowie i drętwienie stóp Chwilę później uniosły się nad ziemię.
Wylądowały w ciemnym zakamarku pomiędzy dwoma zaniedbanymi, ceglastymi kamienicami, które nadawały się jedynie do wyburzenia, czemu przeciwni byli mugole, którzy w nich mieszkali.
Zbliżał się wieczór, a dzieci na podwórzu było jakby coraz więcej. Bawiły się i śmiały w najlepsze, choć znajdowały się w jednej z paskudniejszych okolic, jakie Sentis miała nieprzyjemność widzieć.
Obskurne kamienice wybudowane z cegły ze ścianami pokrytymi popiołem, sadzą i brudem, stojące w pobliżu brudnej rzeki, wyglądały jak kompilacja obrazu nędzy i rozpaczy. Dziewczyna nie mogła ukryć zdziwienia, że takie miejsca jeszcze istnieją w Londynie.
Kobiety powoli wyszły z zaułka. Za wszelką cenę próbowały nie zwracać na siebie uwagi, jednak cztery kobiety z ogromnymi kuframi, w czarnych sukniach sięgającymi ziemi nie mogły pozostać niezauważone. Cała dzieciarnia zleciała się do nich. Co odważniejsze jednostki próbowały wejść na bagaż lub złapać za sukienkę. Reszta była jedynie irytująca.
Po co pani taka wielka skrzynka? – zagadywała wciąż mała dziewczynka z włosami związanymi „na palmę”, czyli w kitkę na czubku głowy.
Co tam pani trzyma?
Dacie nam trochę słodyczy? Macie pieniądze? – pytało inne. Chłopak próbował nawet złapać którąś z kobiet za rękę, ale uniemożliwiło mu to niewerbalne zaklęcie odpychające, które rzuciła ukradkiem Puchonka. Spojrzała przy tym na niego w tak nieprzyjemny sposób, że pomimo młodego wieku domyślił się, że ma stąd zwiewać jak najszybciej.
Jednak najbardziej denerwujący dzieciak przyczepił się do Sentis.
Wyglądasz jak strach na wróble – rzucił bez cienia zażenowania gruby, niski brunet. Miał nie więcej niż 13 lat. Wydawał się przewodzić grupce dzieci. Samiec alfa. 
Sentis zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Postanowiła nie zwracać na niego uwagi i wciąż wolnym krokiem podążała w kierunku kamienicy, w której znajdowało się mieszkanie Severusa.
Nie dość, że brzydka, to jeszcze głucha – zakrzyknął władca podwórka.
Ślizgonka nie zatrzymała się, a jedynie przez ramię rzuciła:
Nie tak brzydka, jak twoja, brudna matka.
Chłopak najeżył się niczym dziki kot, podbiegł i stanął kilka metrów przed kobietą, zatrzymując tym samym cały pochód. Miał na sobie długie, niesamowicie brudne spodnie, stare trampki oraz zieloną koszulkę z samochodem, na której było pełno plam po czekoladzie.
Zamknij się! Nie obrażaj mojej mamy! - wrzasnął butnie. 
Bo co? - parsknęła Sentis.
Bo… bo… bo oberwiesz!
Ależ się ciebie boję, gówniarzu – zaśmiała się kobieta.
Chłopak zaczął coś burczeć pod nosem, podniósł z ziemi kamień wielkości pięści i rzucił nim prosto w głowę Sentis. Oczywiście nie trafił, ale pocisk dosyć widocznie, a przy tym nienaturalnie zmienił kierunek lotu. Mały tłumek początkowo zamilkł ze zdumienia. Chwilę później rozproszył się z krzykiem i płaczem.
Na placu boju pozostał jedynie przywódca. Mina mu zrzedła, a ręce zaczęły drżeć.
Spieprzaj do domu – syknęła Ślizgonka,omijając chłopaka.
Szybkie kroki chłopaka odbijały się echem po całej okolicy. A kiedy zniknął za jedną z kamienic, dało się słyszeć krzyki występujące naprzemiennie z łkaniem.
A miało być tak spokojnie… – westchnęła Nathalie.– Nie rozumiem, o co ci chodzi. Nie zrobiłam nic złego, nikt nie umarł, ognia nie widać, syren policyjnych brak, aurorów również. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Postraszyłam jedynie bandę gówniarzy. Wielkie mi halo - odparła Sentis.
Dla nas to błahostka, ale miejscowy monitoring może mieć inne zdanie na ten temat…
Co to jest monitoring? – zapytała zdumiona Victoria. Pierwszy raz w życiu słyszała o takim wynalazku - nie interesowała się mugolskimi wynalazkami. Z nowoczesną technologią była raczej na bakier.
Takie urządzenie do obserwowania.
I oni montują to sobie sami? Żeby ich podglądało? – Krukonka nie mogła ukryć swojego zdumienia. – Przecież to chore!
Mugole twierdzą, że to w celach bezpieczeństwa i zapobiegania przestępstwom. Nie wiem, jak to się ma w praktyce, ale jest tu raczej spokojnie. Chodziło mi jednak o żywy monitoring. 
Nawet ja się już zgubiłam w twoim toku rozumowania – stwierdziła Sentis, która zatrzymała się przed jedną z kamienic.
Była tak samo brudna i brzydka, jak wszystkie inne, jednak wyglądała lepiej od pozostałych, ze względu na duże, hebanowe drzwi z niewielką szybką na wysokości głowy. Klamka rzeźbiona na kształt węża od razu wskazywała na właściciela mieszkania.
To tutaj – szepnęła po chwili kobieta.
Dziewczyny postawiły kufry pod murem i podeszły do Ślizgonki. Stały w szeregu przed drzwiami, jakby czekały na rozstrzelanie. Milczały, ich twarze nie wskazywały ani na radość, czy obojętność. Kobiety były niepewne i nieco podenerwowane. A najbardziej Sentis.
Brunetka nie wiedziała, co myśleć. Stała właśnie przed drzwiami do mieszkania mężczyzny, którego nie widziała od dwudziestu lat, a kochała najbardziej na świecie. Przynajmniej tak jej się wydawało. Zawahała się. Trzymała dłoń na klamce, jednak nie znajdowała w sobie tyle determinacji, aby otworzyć drzwi.
Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się w jakimś hotelu… – zaczęła Lindsay. – Ale to by oznaczało twoją porażkę.
Jesteś okropna – syknęła cicho Nathalie.
Ale skuteczna – mruknęła Victoria, kiedy usłyszała skrzypienie otwieranych drzwi.
Ślizgonka weszła do środka jako pierwsza. Korytarz był wąski i ciemny – ściany pokryte dębową boazerią pochłaniały prawie całe światło. Niska komoda była niesamowicie obdrapana, a oliwkowy dywan śmierdział stęchlizną. Sentis machnęła różdżką, której koniec rozjarzył się białym światłem. Kobiety wniosły kufry i zamknęły za sobą drzwi.
Przeszły do kuchni, w której zamiast standardowego wyposażenia ujrzały pełne oprzyrządowanie potrzebne do warzenia eliksirów. Wyglądało to jak laboratorium szalonego naukowca, bo aż roiło się tu od kociołków, słoików, resztek roślin, chochelek, probówek, fiolek, rękawic, noży i wielu innych rzeczy. Oprócz tego w pomieszczeniu znajdowało się kilka szafek kuchennych oraz czajnik. Nic więcej. Nigdzie nie było widać garnków, talerzy, a nawet sztućców, jedynie kilka czarnych kubków. Na parapecie stała puszka po kawie.
Chyba nie był miłośnikiem gotowania. – Nathalie była bardzo zdziwiona, bo nie wyobrażała sobie życia w takich warunkach.
Najwidoczniej – odpowiedziała sucho Sentis, po czym przeszła do salonu, który znajdował się naprzeciwko kuchni.
Pomieszczenie wyglądało bardziej jak biblioteka. Regały wypełnione książkami zasłaniały dłuższą ścianę, okno znajdowało się na wprost drzwi. Po prawej stronie wejścia był kominek. Oprócz tego duży, skórzany fotel i podnóżek zaraz obok niego.
Podobnie minimalistyczny wystrój panował w łazience: ciemnoszare kafelki od podłogi, aż po sufit, biała wanna, biały sedes, biała umywalka, biała szafka na bibeloty i niewielkie lustro.
Przed drzwiami do sypialni Sentis ponownie się zawahała.– Gorzej już nie będzie – mruknęła Victoria, po czym jako pierwsza weszła do pokoju. – Zapraszam do zwiedzania!
Alkowa była ponura, jednak bardziej elegancka w porównaniu do pozostałych pomieszczeń. Na lewo od wejścia znajdowało się ogromne, wysokie łoże z mahoniowym wezgłowiem ozdobione rzeźbami węży i liści klonu. Zasłane czarnym kocem, prezentowało się mrocznie, choć niesamowicie zachęcająco. Naprzeciwko łóżka stała szafa. Lustrzane, przesuwane drzwi i srebrne wykończenie wskazywały, że nie należała do najtańszych. Ciemnozielona tapeta oraz czarny dywan z długim włosiem również kazały myśleć podobnie.
Zapalonym kucharzem nie był, ale na spaniu nie oszczędzał – stwierdziła z aprobatą Sentis. Usiadła na brzegu łóżka – było miękkie i sprężyste.
Lindsay podeszła do okna i odsunęła zasłonę. Do pokoju wpadło nieco światła. Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, zapaliły się już lampy uliczne, a światła w oknach mieszkań powoli gasły.
Nie jest to najpiękniejsza kwatera na świecie, jednak da się przeżyć. Mogło być o wiele gorzej.
Co masz na myśli? – zwróciła się do Krukonki Nathalie.
Szczury, pająki, zgliszcza, szkielety, boginy…
Na te ostatnie bym uważała. Kochają mieszkać w szafach, takich jak ta tutaj – powiedziała Sentis.
Ja się tym zajmę – zaproponowała Lindsay.
Blondynka podeszła do mebla. Wyciągnęła z rękawa różdżkę, chwyciła ją mocno w prawą dłoń, a drugą położyła na drzwiach szafy. Spojrzała na stojącą obok Nathalie, a kiedy ta kiwnęła twierdząco głową, szybkim ruchem przesunęła lustro i natychmiast zrobiła kilka kroków w tył.
Nic się nie stało.
Podeszła ostrożnie do szafy, oświetliła jej wnętrze zaklęciem Lumos. Rozejrzała się dokładnie.
Pusto. Nawet pająka tam nie ma – powiedziała, po czym wróciła do okna.
Sentis jednak nie była przekonana. Zbliżyła się do mebla. Wewnątrz wisiał czarny, długi pokrowiec. Bardzo łatwo go było przeoczyć. Kobieta wyciągnęła go i zamknęła szafę.
– To peleryna. – Wyciągając odzienie, była nieco zdezorientowana. – Ale dlaczego taka ciężka?
– Załóż, to się przekonasz.
Tak zrobiła, a kiedy naciągnęła kaptur na głowę, usłyszała krzyk Lindsay.
W odbiciu lustra, w miejscu, gdzie powinna znajdować się twarz, pojawiła się srebrna maska. Jej wyraz był bardzo groźny, choć z drugiej strony przygnębiony.
Szybko ściągnęła kaptur.
Teraz już wiesz, dlaczego – stwierdziła krótko Victoria. Lindsay przestała już krzyczeć.
Ślizgonka wciąż stała przed lustrem.
– Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego – powiedziała, trzymając w dłoni kawałek materiału. – Muszę wiedzieć, co to.
– Myślę, że Lucjusz ci w tym pomoże – rzuciła krótko Nathalie.
Trzy dziewczyny wyszły z pokoju, jednak Sentis wciąż stała przed lustrem. Kiedy zamknęły się drzwi, ponownie nałożyła kaptur, aby popatrzeć na maskę, która była jedynie bolesnym przypomnieniem o nieżyjącym właścicielu.
Nosił ją jeszcze kilka miesięcy temu… – westchnęła. 
Mrs Black bajkowe-szablony